Pod gruzami Gazy

fot. Wojciech Wandzel

EDYTA NOWAK: Czy nie jest on w rzeczywistości pierwszym terrorystą-samobójcą? – zapytał w tekście napisanym do książki programowej 15. Misteriów Paschaliów jego dyrektor-rezydent – John Butt. On – czyli Samson. Postać istotnie niejednoznaczna moralnie. Jeszcze przed poczęciem wyznaczony przez Starotestamentowego Jahwe na nazirejczyka (tego, który całkowicie poświęca się Bogu), ów mocarz o nadludzkich siłach w wielkim planie miał stać się pogromcą odwiecznego wroga Izraelitów – Filistynów. Takoż się i stało. Pytamy wszak o styl i cenę.

Styl nie był wyrafinowany: w atakach szału – których podstawowym zarzewiem były kobiety, pięta achillesowa Samsona (jedna z nich, Dalila, stała się ostatecznie przyczyną jego upadku) – potrafił wybić na raz w pień trzydziestu ludzi, a oślą szczęką pobić tysiąc. Zatem fakt, iż John Milton w swej tragedii Samson walczący (1671) skoncentrował się na ostatnim etapie jego życia – kiedy uwięziony, oślepiony, skuty łańcuchami i brzucany wyzwiskami ginie w Gazie pod zwaloną przez siebie filistyńską świątynią, pociągając za sobą morze nieobrzezanych wyznawców boga Dagona – było w głównej mierze sprawą smaku, jak chciał Zbigniew Herbert. Cenę już znamy – podbija się ją w tymże miejscu do dziś.

Ów miltonowski dramat zaadaptował w swym libretcie do Samsona George’a Friderica Handla Newburgh Hamilton, tworząc nie stroniącą od patosu opowieść o skruszonym herosie. Skomponowane tuż po Mesjaszu – znów w błyskawicznym tempie – siostrzane oratorium cieszyło się ogromnym powodzeniem już od czasów premiery w londyńskim Covent Garden 18 lutego 1743 r., stając się za życia kompozytora najczęściej wykonywanym z jego oratoriów. Dziś jest nieco inaczej, tym bardziej ucieszyła więc (czego dowodem była owacja na stojąco ) prezentacja tego blisko czterogodzinnego dzieła w Centrum Kongresowym ICE Kraków w wybornym wykonaniu brytyjskich rezydentów tegorocznych Misteriów: precyzyjnej w każdym calu orkiestry Dunedin Consort, jej szefa Johna Butta oraz solistów, którym towarzyszył – wspaniale dotrzymując kroku – Chór Polskiego Radia. Wokalną gwiazdą wieczoru był odtwórca niezwykle wymagającej, choćby kondycyjnie, roli tytułowej tenor James Way, który zachwycał mocą ­(również w dolnych partiach) i dźwięcznością głosu, wirtuozerią oraz sugestywnością interpretacji (słynna aria Total eclipse). Niewiele łatwiej – z czego również wywiązali się wybornie – mieli pozostali soliści: Eleanor Dennis – sopran (Dalila), Caitlin Hulcup – szlachetny, głęboki alt (Micah), Fflur Wyn – sopran (Izraelitka), Matthew Brook – bas (Manoach), Vitali Rozynko – bas (Harapha), Hugo Hymas – świetny technicznie tenor (Izraelita) i Charlotte Ashley – sopran (Filistynka). Niezwykle wyeksponowane, jak to u Handla, chóry – podniosłe w przypadku Izraelitów, radosne u Filistynów – w wykonaniu krakowskiego zespołu zabrzmiały doprawdy imponująco.

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów