Podwójny Jubileusz Haitinka

Współpraca Bernarda Haitinka z Berliner Philharmoniker trwa już pół wieku. Jeśli dodamy do tego fakt, że holenderski dyrygent ukończył ostatnio 85 lat – jego marcowe koncerty w Berlinie zyskują status podwójnego jubileuszu.

Przez pierwszą część koncertu Haitink dzielił estradę z Emmanuelem Axem w wykonaniu Koncertu fortepianowego Es-dur KV 271 Wolfganga Amadeusza Mozarta. Była to interpretacja dojrzała, a narracja utworu prezentowana była w niespieszny, umiarkowany sposób. Nie znaczy to jednak, że brak w niej było energii i wigoru – były to jednak jakości dawkowane w ostrożny sposób. Słuchanie dwóch mistrzów, którzy nigdzie się nie spieszą i niczego nie muszą nikomu udowadniać, sprawia ogromnie dużo satysfakcji.

fot. Kreutziger

Jednak głównym wydarzeniem wieczoru było wykonanie IV Symfonii Es-dur „Romantycznej” Antona Brucknera. Haitink od lat znany jest jako świetny wykonawca muzyki tego kompozytora, dlatego też jakość jego interpretacji nie była dla nikogo zaskoczeniem. A było to wykonanie spójne, doskonale wyczute, w którym było miejsce zarówno na wyciszenie i kontemplację, jak też na bardziej gwałtowne zrywy. Haitink dyrygował bardzo oszczędnie, jednak orkiestra była na jego ruchy bardzo wyczulona – reagowała na najlżejsze gesty i drgnięcia batuty dyrygenta. Początek symfonii, z solówką waltorni powoli unoszącą się nad jarzącym się tremolo smyczków błyskawicznie wprowadził klimat skupienia i niezwykłej koncentracji. Takich momentów subtelnego zwolnienia i wyciszenia było bardzo dużo, zwłaszcza w części pierwszej i drugiej, w której warta uwagi była gra smyczków. Niezwykle bogata w barwie, jedwabista i momentami wręcz zmysłowa (co wcale nie jest oczywiste u Brucknera!) – tworzyła obraz dźwiękowy, którego słuchało się z zachwytem. Scherzo było prowadzone dla odmiany dość szybko i nawet trio, często rozwlekane przez dyrygentów, zostało potraktowane wartko. Zdające się dobiegać z oddali nawoływania trąbek i waltorni wypadły znakomicie, a brzmienie instrumentów urzekało pięknem barwy. Czwarta część była logicznym dopełnieniem opowieści. Kształtowana była szerokimi frazami, którym dyrygent dawał mnóstwo czasu na wybrzmienie. Moment, w którym cała orkiestra powoli zbliża się do ostatniej kulminacji był zbudowany po mistrzowsku.

Haitink nie zburzył ani nie zmienił obrazu symfonii Brucknera, który melomani zdążyli sobie wypracować, zaoferował jednak wizję, która była spójna i mistrzowsko zbudowana, a przy tym ekspresyjna i angażująca. Imponowała zwłaszcza precyzyjna kontrola dynamiki i rozmaitych drobnych szczegółów, które często giną w potężnej masie brzmienia. Owacja na stojąco na koniec koncertu była dobrze zasłużona!

Oskar Łapeta

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Brak głosów