Polowanie na Świętego Mikołaja

W Küssnacht am Rigi w niemieckojęzycznej części Szwajcarii na Świętego Mikołaja czekają i mali i duzi. Nie chodzi im bynajmniej tylko o prezenty. W tym małym, podalpejskim miasteczku wigilia dnia Świętego Mikołaja to chyba najhuczniej obchodzone święto w roku.

Pierwotny rodowód tego święta sięga pogańskich tradycji związanych z czasem przesilenia zimowego. Od czasów średniowiecza, a może i wcześniej, złe duchy grasujące w zimowe noce odpędzano dźwiękiem rogu i krowich dzwonków. Także tradycyjne strzelanie z pasterskiego bicza jest pozostałością po przedchrześcijańskich obrzędach.

Klausjagen oznacza dosłownie „polowanie na Świętego Mikołaja”. Z połączenia pogańskich obrzędów i przypadającego w podobnym czasie dnia Świętego Mikołaja sprawiły, że wytworzył się nieoficjalny lokalny zwyczaj który polegał na tym, że młodzież z biczami goniła ulicami osobę uciekającą z figurą Świętego Mikołaja. Zabawa ta nieraz przeradzała się w uliczne zamieszki, dlatego w 1920 roku mieszkańcy Küssnacht postanowili nieco unowocześnić i ucywilizować tę tradycję. Od tej pory co roku wieczorem 5 grudnia Towarzystwo Świętego Mikołaja organizuje spektakularną procesję, wypełniając miasteczko światłem i dźwiękiem.

Procesja rozpoczyna się po zapadnięciu zmroku – dla zachowania całkowitej ciemności wyłączone jest oświetlenie miejskie, a osoby mieszkające w centrum gaszą światła w oknach. Około godziny 20stej powietrze przecina świst strzelających biczy. Kołaczą krowie dzwonki i grają rogi. Hałas jest niesamowity. Nagle nastaje cisza. W milczeniu nadchodzi grupa biało ubranych mężczyzn niosących wielkie, rozświetlone infuły, misternie wycięte na podobieństwo papierowych witraży w motywy związane ze świętym Mikołajem. Wreszcie pojawia się sam Święty Mikołaj (tradycyjnie ubrany w czerwoną, biskupią szatę – krasnali strój rodem z reklam Coca-Coli jakoś się tu nie przyjął) w towarzystwie czterech Schmutzlich (Schmutzli to osobliwa postać z umazaną na czarno twarzą, zwyczajowo towarzysząca szwajcarskiemu Mikołajowi. Czasem przynosi dzieciom rózgi, ale częściej rozdaje ciastka). Przy dźwięku monotonnego motywu granego przez rozmaite blaszane instrumenty przemierza on ulice miasta. Pochód zamyka siedmiuset mężczyzn niosących gigantyczne krowie dzwonki i 180 mężczyzn dmących w rogi.

Trzeba przyznać, ze pochód robi ogromne wrażenie. Straszliwy hałas wydawany przez krowie dzwonki, rogi i strzelanie z bicza, brzmi przejmująco wśród nieprzeniknionej ciemności. Z kolei niezliczona ilość rozświetlonych infuł, które wyglądają jakby frunęły, lewitowały w powietrzu, wygląda zachwycająco. Same infuły są niezwykle misterne – by wyobrazić sobie jak długo trwa przygotowanie jednej z nich wystarczy powiedzieć, że przez cały ten rok powstały zaledwie dwie nowe. Po dwukrotnym przejściu pochodu ulicami miasteczka następuje uliczne święto, z grzanym winem, chlebem z topionym serem i kiełbaskami. Biorący udział w pochodzie członkowie Stowarzyszenia Świętego Mikołaja tej nocy nie kładą się spać, by o szóstej rano, w ostatnie chwile przed świtem, jeszcze raz okrążyć miasto.

Tekst i zdjęcia: Maria Nowrot

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów