Prywatne święta z moim Mozartem

Wszystko zaczęło się od obejrzenia filmu „Amadeusz” Miloša Formana. Miałam trzynaście lat. Wizja Mozarta – szaleńca, infantylnego człowieczka o irytującym sposobie bycia tak mnie zafascynowała, że od tej pory niemal wszystko w moim życiu wiązało się z postacią kompozytora.

Zaczęłam namiętnie kolekcjonować płyty z muzyką Mozarta. Kupowałam wszelkie dostępne na rynku biografie i pisma naukowe. Z lubością przeczytałam całe tomisko „Listów” Wolfganga Amadeusza łącznie z przypisami. Zaczęłam nawet uczyć się niemieckiego, by móc kiedyś przeczytać je w oryginale. Słuchałam Mozarta tak często, że wkrótce znałam na pamięć dziesiątki Jego utworów. Płakałam ze wzruszenia przy koncertach fortepianowych, symfoniach i przede wszystkim operach. Przez wiele lat chodziłam na wszystkie przedstawienia w ramach Festiwalu Mozartowskiego organizowanego przez Warszawską Operę Kameralną. Pojechałam do Salzburga, Pragi i Wiednia, podążać śladami ukochanego kompozytora. W sklepiku przy Mozarts Geburtshaus kupiłam sobie za własne oszczędności kopię portretu Wolfganga, co sprawiło, że czułam się najszczęśliwszą osobą na świecie. Lubiłam opowiadać wszystkim o swojej pasji i przy każdej możliwej okazji zaczynać zdanie od: „A Mozart…”. W szkole muzycznej, czy kilka lat później, na studiach, mądrzy nauczyciele zadawali mi do nauki utwory Mozarta. Ćwiczyłam je z najczystszą radością i zapałem. Urządzałam sobie małe prywatne święta – a to z okazji Jego urodzin, a to w rocznicę śmierci, a to w jubileusz wyświetlenia pamiętnego filmu Formana. Zachwycałam się zbiegami okoliczności: pokochałam Mozarta dokładnie w dniu rocznicy prapremiery ukochanej opery „Don Giovanni”, a mój dziadek dawno temu skradł serce babci, śpiewając pięknym głosem arię Leporella. Wolfgang był przy mnie, kiedy miałam dobry humor, kiedy było mi źle, kiedy Go tylko potrzebowałam. Zawsze mogłam na Niego liczyć. Wystarczało włączyć płytę i zatopić się w bliskiej sercu muzyce. W zamian obdarzałam mojego Mozarta bezwarunkową, głęboką miłością prawdziwej pasjonatki i broniłam jak lwica Jego dobrego imienia, nadszarpniętego plotkami i dziwnymi wizjami reżyserów filmowych. Bowiem wraz ze zdobywaną wiedzą, film Formana z lekka mi obrzydł jako obraz zakłamany i Mozarta krzywdzący.

Minęło 15 lat. Dorosłam, skończyłam studia, pracuję. Młodzieńczy zapał i pasja z lekka przygasły pod ciężarem lat i codzienności. Pojawiły się nowe zainteresowania i sympatie a nauka niemieckiego spaliła na panewce. Ale Mozart wciąż mi towarzyszy – zarówno w sprawach małych i śmiesznych, jak i w tych dużych i poważnych. Tak jak dawniej. Dziś, jako zawodowy muzyk już wiem, że twórczość innych kompozytorów może poruszać równie mocno… a nawet dużo bardziej. Jednak to Mozart jest niezastąpiony i jedyny, jest MÓJ. Jego portret wciąż wisi na widocznym miejscu w moim pokoju. Kiedy sprawdzam na wyświetlaczu komórki, która godzina, to z dużym prawdopodobieństwem ujrzę 17:56, czyli – rok urodzenia Wolfganga Amadeusza. W pracy często gram „wyciągi” fortepianowe dzieł Mozarta i sprawia mi to ogromną radość. Niejednokrotnie jako wykonawca brałam udział w koncertach w ramach Festiwalu Mozartowskiego. W dalszym ciągu rozpoznaję tytuły oper Mozarta po wysłuchaniu kilku dźwięków, urządzam sobie swoje małe mozartowskie święta i kolekcjonuję płyty z Jego muzyką, choć na sklepowych półkach coraz mniej utworów, których jeszcze nie mam w domowej fonotece. Jestem zachwycona, gdy mogę wytropić jakąś ciekawostkę o ulubionym kompozytorze. Jakiś czas temu poznałam osobę, która przypadkowo przy pierwszej rozmowie wspomniała o niedawno odkrytej operze Mozarta „Kamień filozoficzny”. Nie miałam dotychczas o tym dziele zielonego pojęcia. (Aż do tej pory nie mogę uwierzyć, czy to wszystko prawda; w tym miejscu proszę Szanownych Czytelników – mozartologów o potwierdzenie lub zaprzeczenie autentyczności odkrycia, bo nie daje mi to spokoju). Opery do tej pory nie usłyszałam w całości, ale nowa znajomość okazała się kolorowa, wzbogacająca i wybitnie niecodzienna. A pewien szczególny człowiek, który wywarł duży wpływ na moje życie, urodził się 27 stycznia, tak samo jak Wolfgang Amadeusz. Uważam, że umie on interpretować muzykę Mozarta wspaniale, jak nikt inny. Musicie wiedzieć, że w moich ustach to nie lada komplement!

E.A.

***
Jeśli chcesz się z nami podzielić swoją muzyczną opowieścią, napisz na adres: mymusicstory@prostoomuzyce.pl

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów