Przebić mydlaną bańkę

Warsztaty pisania dla seniorów, fot. Wojciech Wandzel

EDYTA NOWAK: O czym marzą robotnicy w Luizjanie? Po co budować ścieżkę rowerową, jeśli w mieście nie ma rowerów? Z kim romansuje się w Grudziądzu? Jak długo trzeba mieszkać w nowym mieście, żeby przestać być obcym? Goście czwartego dnia Festiwalu Conrada przyglądają się światu w mikroskali.

Socjologowie od lat jako przyczynę niepokoju wskazują pogłębiający się podział między grupami społecznymi: mieszkańcami miast i wsi, bogatymi i biednymi, przedstawicielami różnych wyznań i odmiennych grup etnicznych. Tym zjawiskom na polskim gruncie przyglądała się grupa studentów Polskiej Szkoły Reportażu, zaangażowanych w projekt „Światła małego miasta”. Dziewiętnastu młodych reporterów ruszyło do miasteczek, w których buduje się ścieżki rowerowe, choć nie ma w nich rowerzystów, gdzie robienie zakupów przez internet wywołuje kontrowersje, a napływowi mieszkańcy nawet po kilkudziesięciu latach są „tymi nowymi”. Pojechali nie po to, żeby się dziwić, ale by zrozumieć. „Przekonaliśmy się, że żyjemy w bańce, a media które czytamy i oglądamy nie opisują sporej części Polski” – mówiła pomysłodawczyni projektu, Agata Grabowska.

Podobne rejony eksploruje – choć już nie reportersko, a prozatorsko, Michał Witkowski, który akcję swojej najnowszej powieści „Wymazane” umieszcza w niewielkiej miejscowości pod Grudziądzem. „Jakiego tematu bym nie podjął, zawsze prędzej czy później wyląduję na prowincji” – mówił wczoraj. „Może dlatego, że wydaje mi się ona dużo ciekawsza niż na przykład Kraków, o którym już wszystko napisano”.

Gdyby chciało się odnaleźć amerykański odpowiednik małych miasteczek, pewnie trzeba byłoby go szukać na południu. Właśnie tam, do Luizjany, udała się socjolożka, Arlie Russell Hochschild, by zrozumieć, jak rodzą się skrajnie prawicowe postawy, skąd popularność Tea Party i dlaczego Amerykanie postanowili powierzyć przyszłość Donaldowi Trumpowi. Ludzi nazywanych „red neckami” prosiła, by pokazywali jej swoją dawną szkołę, kościół, opowiadali o dziadkach i rodzicach. „Nauczyłam się mówić ich językiem i zrozumiałam, że czują się zepchnięci na koniec kolejki po amerykański sen” – tłumaczyła. „Mają wrażenie, że ich miejsca zajęły kobiety, uchodźcy, Afroamerykanie, nawet zwierzęta, wszyscy którzy korzystają z finansowego czy strukturalnego wsparcia państwa”.

Podobne socjologiczne badanie przeprowadził też inny festiwalowy gość – francuska badaczka Nilüfer Göle, która odwiedziła 21 europejskich miast, by zanalizować konflikty między katolikami i muzułmanami żyjącymi w Europie. „Islam wbrew stereotypom jest bardzo różnorodny: z jednej strony pełen goryczy, a z drugiej serdeczności, kolonialny i europejski, skupiony na sacrum i pragnący nowoczesności” – tłumaczyła badaczka. – „To wielogłos, w który warto się wsłuchać”.

Spotkanie z Hugh Howey’em jednym z najpopularniejszych twórców literatury science fiction, tylko pozornie było odskocznią od socjologicznych analiz. W swojej trylogii „Silos” przedstawia bowiem świat podzielony na klasy, między którymi komunikacja jest niemal niemożliwa.


Dan Brown,  fot. Wojciech Wandzel

Chociaż spotkanie z Danem Brownem w programie festiwalu figurowało jako wydarzenie towarzyszące, na rozmowę z pisarzem do Kina Kijów ściągnęły setki czytelników. Autor „Kodu Leonarda da Vinci” wieczór zaczął od krótkiego wykładu o roli i przyszłości religii. „Dziś opowieści o Adamie i Ewie wciąż mogą nas oczarować, ale coraz trudniej uwierzyć w nie w czasach, w których na wszystko mamy naukowe dowody” – mówił. Potem odpowiadał na pytania czytelników, którzy chcieli wiedzieć m.in. czy jest szansa na powieść o Krakowie (z zasady niczego nie obiecuje, ale miasto uważa za zachwycające), czy pracuje już nad nową książką (na razie odpoczywa po premierze „Początku”) oraz co sądzi o swoim bohaterze (lubi go i uważa za inteligentnego). Zaraz po spotkaniu, w Kinie pod Baranami, można było zobaczyć ekranizację „Kodu Leonarda da Vinci”.

Na półmetku festiwalu organizatorzy postanowić porozmawiać nie tylko o książkach, ale też zastanowić się nad kondycją miejsc, w których je kupujemy. O przyszłości księgarń opowiadał Jorge Carrión, hiszpański pisarz, autor „Księgarń” – przewodnika po pięciu kontynentach szlakiem najciekawszych sklepów z książkami. Jego zdaniem mija czas wielkich sieci, a nadchodzi era niewielkich księgarń dostosowanych do „ludzkiej skali”, które będą pełnić role lokalnych centrów kultury. „Będzie można tam nie tylko kupić książkę, ale też wypić kawę, obejrzeć film, czy posłuchać koncertu” – mówił, dodając że wieszczona od lat śmierć papierowej książki jest mało realną wizją. „Papierowa książka jest jak łyżka – od wieków nie wymyślono niczego lepszego”.

Festiwalową energię można było też poczuć wczoraj na Kazimierzu, gdzie w Centrum Kultury Żydowskiej odbyło się spotkanie z Mikołajem Grynbergiem, autorem książki „Rejwach”, a w Żydowskim Muzeum Galicja z Anną Bikont, twórczynią niedawno wydanej biografii Ireny Sendlerowej. W programie znalazło się też coś dla miłośników sztuk wizualnych – W Domu Norymberskim otwarto wystawę Gunter Grass – kolekcja gdańska w drodze, w Pawilonie Wyspiańskiego zaś Jacek Dehnel i Wojciech Nowicki opowiadali o swoich kolekcjach osobliwych fotografii.

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów