Pstrąg po śląsku

Całkiem niedawno ukazała się w wydawnictwie DUX płyta zawierająca kwintet fortepianowy Schuberta pt.: „Pstrąg”. Dzieło to ostatnio przeżywa renesans. Wystarczy wspomnieć, że praktycznie w jednym czasie ukazały się na rynku muzycznym aż trzy jego nagrania, co daje bardzo ciekawy materiał do porównań. 

Kwintet Śląskich Kameralistów także sięgnął po "Pstrąga". Śląscy muzycy już zasłynęli stylem rozpoznawalnym i lubianym przez polską i zagraniczną publiczność. Na co dzień muzycy grają w Śląskiej Orkiestrze Kameralnej przy Filharmonii Śląskiej. Tworząc odrębny, pięcioosobowy zespół, mogą sobie pozwolić na swobodę w doborze repertuaru. I tak ich dwie pierwsze płyty mogą zaskakiwać. Aranżacje na kwintet znanych utworów rockowych w wersji, czy też żydowskie „Mecyje” to nietypowy repertuar jak dla muzyków klasycznych. Nietypowy, a jednak przyjęty życzliwie przez publiczność. Świadczy o tym fakt, że za każdym razem sala Filharmonii Śląskiej wypełniona jest na ich koncertach po brzegi i to często dwukrotnie jednego dnia. Trzecia płyta podkreśliła zamiłowanie muzyków do repertuaru poważniejszego. Znajdziemy na niej kwintet Krzysztofa Pendereckiego: „Kartki z niezapisanego dziennika.” Był to odważny krok, jednak również miło przyjęty przez słuchaczy.

Jak więc będzie z ich nowym wydawnictwem?

Jak mówi menager zespołu i kontrabasista Krzysztof Korzeń, muzycy uważają płytę za najdojrzalsze dzieło w swoim dorobku. Zarówno do wspomnianego już „Pstrąga” jak i do drugiego utworu na płycie - kwintetu fortepianowego f-moll, op. 34 Johanesa Brahmsa, zaprosili gościa – niemieckiego pianistę Christopha Soldana, z którym wcześniej odbyli trasę koncertową w Polsce i zagranicą. 

Wspomniałem, że prawie równocześnie wyszły jeszcze dwa nagrania „Pstrąga”. Moją uwagę zwróciło szczególnie jedno, wydane przez Deutsche Grammophon z Anne Sophie Mutter w partii skrzypiec i Daniłłem Trifonovem za fortepianem. Postanowiłem je ze sobą porównać. Zacząłem od kilkukrotnego przesłuchania płyty Śląskich Kameralistów. Pierwsze, co wysłyszałem, to niesamowitą precyzję nagrania. Tu ukłon w stronę Małgorzaty Polańskiej i Michała Szostakowskiego – reżyserów dźwięku. Płyta jest bardzo dynamiczna. Dla niewprawionego słuchacza może aż za bardzo. Jednak to równomierne nagranie każdego instrumentu pokazuje całe bogactwo dzieła w poszczególnych partiach. W przypadku nagrania Mutter/Trifonov mamy wrażenie promocji tychże artystów, zrzucających w cień resztę kwintetu. A szkoda. O tym, że są wybitni - wiemy. O tym, że utwór kameralny to rozmowa wszystkich muzyków - ktoś jakby zapomniał...

Nie ma tego wrażenia w przypadku śląskiego „Pstrąga”. Instrumenty brzmią równie mocno, opierając całą melodykę na potężnym brzmieniu kontrabasu, jednak w chwili, kiedy to konieczne, oddają palmę pierwszeństwa fortepianowi. Dla mnie bardzo ciekawe było porównanie wszystkich partii instrumentalnych podczas kolejnych przesłuchań płyty. W momentach popisowych fortepianu, zespół odsuwa się – jakby z szacunkiem – w cień, pozwalając mu przejąć prowadzenie po to, by zaraz powrócić ze swoim brzmieniem, podejmując niejako rzucone przez Christopha Soldana wyzwanie. Wchłaniają fortepian, ale go nie zagłuszają. W przypadku nagrania Mutter/Trifonov – skrzypce i fortepian dominują znacząco całą resztę zespołu.

Czwarta część „Pstrąga” – andantino, przez kompozytora nazwana wariacją tematu głównego – pięknie ukazuje możliwości wymiany zdań pomiędzy smyczkami a fortepianem, co znów wykorzystali Śląscy Kameraliści pokazując jakby wyjaśnienie tytułu. Pstrąg to ryba, która często płynie pod prąd, wbrew falom i nurtowi. I to tutaj słychać! Dynamiczna dyskusja instrumentów stwarza wrażenie, jakby próbowały one płynąć pod prąd. Wariacje przenikają się, przechodzą jedna w drugą, by uwypuklić temat najbardziej jak się da. I tak jak pstrąg nie może żyć bez wody, tak i tutaj smyczki nie mogą obyć się bez fortepianu i odwrotnie.

Kwintet fortepianowy Brahmsa dodaje smaku tej płycie, pokazując Śląskich Kameralistów nie tyle jako muzyków dowcipnych (czego można by się spodziewać po ich pierwszych dwóch płytach), ale także jako świetnych interpretatorów wybitnych dzieł klasycznych. Słuchając tej płyty trudno było mi się oprzeć takiemu porównaniu kulinarnemu.: „Pstrąg” jako danie główne, a Kwintet f-moll jako deser.

Godna uwagi jest też okładka płyty. Wyrazista, mocna, pozostająca w pamięci. Dynamiczne kolory tła unoszą prostą grafikę: główka ze stroikiem z wplecioną klawiatura fortepianu. Po przesłuchaniu wszystko staje się jasne, rozumiemy każdy użyty kolor a i idea splecionych instrumentów wydaje się adekwatna. Mamy więc dzieło skończone, zaplanowane pod każdym względem, z szacunkiem dla najważniejszych zmysłów melomana. Bo i w dotyku płyta jest przyjemna. Pewnie nie raz jeszcze jej posłucham.

Ks. Adrian Nowak

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Średnio: 8 (2 głosów)