Pstrąg, rock i Ramaya

Kwintet Śląskich Kameralistów, ostatki
Kwintet Śląskich Kameralistów, ostatki

Muzyka nie zawsze musi być poważna. Czasem z fraków spuszcza się powietrze. A co z tego wychodzi – można się przekonać na koncertach Kwintetu Śląskich Kameralistów. Zespół powstał ponad 20 lat temu. Początkowo jako kwartet, wykonywał repertuar operetkowy. Gdy dołączył muzyk z kontrabasem – zespół nabrał rockowej barwy. To wizytówka Kameralistów, ale nie jedyny nurt ich działalności. Mają na koncie płytę z utworami Pendereckiego i Dvořáka. Na co dzień za to grają w „zwykłej” orkiestrze. Wieczór 26 lutego należał jednak do muzyki z pogranicza nurtów…

Bilety na koncert o godz. 17.00 rozeszły się jak przysłowiowe ciepłe bułki, więc zespół postanowił zagrać drugi koncert. Zainteresowanie publiczności jest w pełni uzasadnione. Kwintet Śląskich Kameralistów to już znana marka, za którą stoją jakość i świetna zabawa. Z charakterystycznym dla siebie (i muzyki również) dystansem muzycy zapewnili melomanom dwukrotnie ponad dwugodzinną ucztę muzyczną. Choć tak właściwie bardziej powinienem nazwać to zabawą ostatkową w wersji na kwintet z towarzyszeniem fortepianu. Zresztą już sam tytuł koncertów – „ Pstrąg zamiast śledzia… czyli baRockowe ostatki” – mówił sam za siebie.

Pierwszą część wypełnił Kwintet fortepianowy A-dur Franciszka Schuberta, zwany potocznie Kwintetem pstrągowym. Wariacja na temat słynnej pieśni Schuberta „Pstrąg” posłużyła kompozytorowi do napisania ciekawej formy muzycznej. Pozbawił on kwintetu drugich skrzypiec, ale za to dopisał partię kontrabasu, co sprawiło, że utwór ten brzmi niezwykle. Mimo swej mocy kontrabas nie dominuje nad pozostałymi instrumentami, za to dokłada do utworu wyrazistości. Na fortepianie Kwintetowi towarzyszył zaprzyjaźniony z zespołem od lat, niemiecki pianista Christoph Soldan. I to, można powiedzieć, tyle, jeśli chodzi o poważniejszą część koncertu.

W drugiej części zaczęło się szaleństwo muzyczne, festiwal przebojów w klasycyzującej formie. Było więc miejsce dla Led Zeppelin, Queen, czy Deep Purple, ale także dla takich utworów z polskiego repertuaru, jak: „Cała sala śpiewa z nami” z repertuaru Jerzego Połomskiego, czy „Uciekaj moje serce” śpiewane przez Seweryna Krajewskiego. Na bis zabrzmiała nieśmiertelna aria „Gdybym był bogaty…” ze Skrzypka na dachu, oraz stary przebój Africa Simone’a „Ramaya”. Publiczność ubawiona do łez opuszczała salę Filharmonii Śląskiej późno, bo po godzinie 22.00, komentując przy tym, że na taką klasykę to może przychodzić…

Koncertu wysłuchał i do łez się ubawił muzyką stały korespondent ze Śląska ks. Adrian Nowak

Oceń zawartość: 

Brak głosów