Ryszard Peryt: Polska Opera Królewska Polakom się należy

Dyrektor POK Ryszard Peryt, fot. Tadeusz Waszczyk

KINGA WOJCIECHOWSKA: Informacja pierwsza, dla tych, którzy do tej pory nie słyszeli o tej inicjatywie: w Warszawie powstała nowa instytucja kultury i jest nią Polska Opera Królewska. Będzie działała na gościnnej scenie w Teatrze Stanisławowskim w Łazienkach Królewskich, ale będzie też „teatrem w drodze”, prezentując swoje produkcje operowo-teatralne w miastach i miasteczkach, gdzie nie ma scen operowych i filharmonii, w pałacach („lekko snobistycznie”). Scena gościnna to pierwsza scena teatralna w Warszawie, miejsce w którym w czasach króla Stanisława Augusta odbywały się ważne premiery spektakli polskich i zagranicznych twórców. Dyrektorem nowej instytucji został 1 sierpnia 2017 roku Ryszard Peryt, reżyser teatralny i operowy, o którym więcej można przeczytać choćby tutaj.

Informacja druga, dla tych, którzy śledzą losy Warszawskiej Opery Kameralnej i są na bieżąco ze zmianami, które od roku realizuje jej aktualna dyrektor artystyczna Alicja Węgorzewska: POK nie będzie kontynuacją dawnego WOK-u. Na konferencji ani razu nie padło nazwisko założyciela teatru operowego przy Al. Solidarności w Warszawie. I – paść nie powinno. Stefan Sutkowski, który założył WOK w 1961 roku, zasłużył się w historii i teraz należy mu postawić fizyczny pomnik w godnym miejscu oraz – zostawić jego pamięć w spokoju. Jego nazwiskiem nie powinna się podpierać ani obecna dyrektor artystyczna WOK, Alicja Węgorzewska, ani Ryszard Peryt. Jednocześnie jakikolwiek artystyczny „wyścig zbrojeń” między WOK i POK nie ma sensu. To instytucje skoncentrowane na realizacji zupełnie innych celów, podejmujące inne tematy. Do WOK idziemy bawić się na „Kopciuszku”. Do POK przyjdziemy poddać się refleksji nad własnym życiem, jego jakością i celem podczas „Dziadów/Widm”. Oczywiście, i w WOK będzie bywało poważniej, a w POK – trochę lżej i wesoło, ale to nie będą placówki konkurencyjne. Teatr Węgorzewskiej to teatr Carmen, wyrosły z show i operetki – i nie ma w tym nic złego, bo ludzie lubią się bawić. Ważne, aby bawili się na poziomie. Teatr Peryta jest mistyczny, ocierający się niejednokrotnie o sacrum, symboliczny, pełen znaczeń, filozoficzny – i w tym też nie ma nic złego, bo ludzie lubią też czasem zatrzymać się, oddać refleksji, wejść w temat głębiej, doświadczyć czegoś, co zostawi w nich ślad, zmusi do przemyśleń. Ważne, aby i takie cele realizowano na wysokim poziomie. Nie ma sensu więc narracji na temat tych placówek budować na konflikcie. Należy za to obserwować, czy obie instytucje, obie finansowane z publicznych środków, swoje cele realizują z maksymalną starannością. Rozumiem trochę nawiązania do WOK, bo przecież Ryszard Peryt zwerbował do POK byłych pracowników instytucji przy Al. Solidarności – orkiestrę i zespół śpiewaków-solistów, ale zrobił to nie po to, żeby ich ratować. To zrobił przy okazji. Zasadniczy cel wydaje mi się inny – i tu następuje…

…Informacja trzecia, dla wszystkich zainteresowanych: Polska Opera Królewska to marzenie, które Ryszard Peryt realizuje po 40 latach (sic!). Na pomysł wpadł w 1977 roku po udanym debiucie reżyserskim w Słupsku. Wiadomo, jak jest sukces, to jest wódeczka. A jak jest wódeczka, to są wybujałe i ambitne plany. Z Grzegorzem Nowakiem, ówczesnym kierownikiem muzycznym Teatru Muzycznego w Słupsku i obecnym dyrektorem muzycznym Opery Narodowej, tak wtedy rozmawiali: Zróbmy polską operę królewską, w teatrze w Łazienkach, będziemy tam grali Mozarta i będziemy zapraszać najlepszych artystów z całego świata.

Potrzebne były cztery dekady i dramatyczna sytuacja artystów WOK, aby udało się ten plan wcielić w życie. – Od razu zaczęliśmy pracę, aby wszyscy doznali szoku opery – mówił Peryt na konferencji prasowej. Rzeczywiście, instytucja działa w tempie zawrotnym, jeśli zdamy sobie sprawę, że polskie biurokratyczne realia nie sprzyjają ani szybkim decyzjom, ani szybkim realizacjom. Dyrektor nominację odebrał 1 sierpnia i na początku miał tylko „świstek papieru”. Tymczasem pierwsza premiera sceniczna zapowiadana jest na 3 listopada i będą to „Dziady/Widma” do tekstów Adama Mickiewicza i muzyki Stanisława Moniuszki. Podwójny tytuł nawiązuje do czasów zaborów. Oryginału można było używać w wolnej od cenzury Galicji. W zaborze rosyjskim trzeba było wymyślić nowy tytuł i stąd Widma.

Tak szybka realizacja spektaklu jest możliwa głównie dzięki zespołowi, który przyszedł do POK zgrany a dodatkowo – wzmocniony wspólnymi trudnymi przeżyciami. W nowej instytucji pracują z oddaniem i ogromnym zapałem.

To nie będzie pierwsza realizacja „Dziadów” Ryszarda Peryta. – Od tych czasów minęło wiele lat. Dużo się zmieniło. To będzie bardzo szczere przedstawienie. Człowiek u kresu życia, który z pomocą Moniuszki i Mickiewicza próbuje powiedzieć coś ważnego – mówił dyrektor POK. – Nie wiem, jakie będą te dziady. To nie będą same Zosie. Bo taka Zosia to jest temat także dla kobiety dojrzałej, nawet dla seniorki. Dzieci na początku. To też nie są tylko dzieci. To są już dorośli ludzie, którzy ciągle się tułają między niebem a ziemią. Każda z postaci dokonuje swoistego rachunku sumienia. Każda wypowiedź kończy się konkluzją mądrościową.
Klamrą będzie udział Adama Kruszewskiego w roli Guślarza, który jako dziesięciolatek, śpiewając chórze, brał udział w pamiętnej realizacji „Dziadów” u Kazimierza Dejmka. – Przyjąłem tę rolę, bo chciałem spróbować właśnie takiego teatru – pieśni i słowa recytowanego – deklarował Kruszewski.

Oczywiście podczas konferencji inaugurującej powstanie nowej instytucji kultury nie mogło zabraknąć pytania o finanse. Odpowiedziała Wanda Zwinogrodzka, podsekretarz stanu w MKiDN: Budżet POK nie jest zdefiniowany, bo instytucja dopiero rozpoczyna działalność. Uczyniliśmy duży wysiłek, by w tym roku zapewnić Operze warunki godziwe. Natomiast budżet będzie kształtowany w miarę definiowania wszystkich zdań i przedsięwzięć POK w przyszłości. Na razie jest to co najmniej kilkanaście milionów złotych. W tej chwili ministerstwo jest głównym źródłem utrzymania POK, ale mam nadzieję, że z czasem znajdą się inne podmioty zainteresowane działalnością POK. Wydaje się, że jest to przedsięwzięcie atrakcyjne dla różnych form mecenatu – szlachetna historia, misja, której POK się podejmuje, w różnych wymiarach tego słowa. Ministerstwo będzie utrzymywać POK na przyzwoitym poziomie ale bez rozrzutności.

Nowa opera będzie także placówką edukacyjną. Tu od początku twórcy czerpią z najlepszych wzorców. W ramach projektu Familia realizowana będzie „Let’s make an opera” Benjamina Brittena. Rodzice i dzieci będą poznawać tajniki tworzenia opery. A potem zrobią ją razem pod czujnym okiem specjalistów.

Planów jest więcej, także na współpracę między uczelniami artystycznymi, na kolejne premiery. Czas pokaże, czym dla Warszawy stanie się POK. Trzymamy rękę na pulsie!

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów