"Spalcie wszystkie moje dzieła" - relacja z koncertu przyszłości

MAJA BACZYŃSKA: Jeśli o jakimś utworze muzyki klasycznej można powiedzieć, że jest kultowy, to z pewnością o „Carminie Burana” Carla Orffa (1895-1982). On sam zresztą stwierdził, że to jego pierwsze dojrzałe dzieło i że wszystko, co napisał wcześniej, wydawca może spalić.

Charakterystyczne Orffowskie brzmienie miało oddawać nastrój muzyki epok starożytności, średniowiecza oraz renesansu i na wzór przywoływanych przez niego czasów, na szczególną uwagę zasługiwało słowo. W rzeczy samej „Carmina Burana” to kantata sceniczna na orkiestrę, chór i głosy solowe oparta na średniowiecznych tekstach, tzw. „Pieśni z Beuern”, które zostały odnalezione w 1803 roku w bawarskim klasztorze benedyktynów w miejscowości Beuern. Manuskrypt został zredagowany prawdopodobnie między 1220 a 1250 rokiem w Styrii lub Południowym Tyrolu. Zbiór zawierał ponad 200 pieśni i poematów w językach starołacińskim, niemieckim i starofrancuskim, o tematyce religijnej i świeckiej. Carl Orff zachwycił się ich obrazowym charakterem i śpiewnością języka łacińskiego. Swoje dzieło napisał w latach 1935-36, premiera odbyła się w roku 1937 we Frankfurcie. Z XIII-wiecznego „Codex Buranus” kompozytor wybrał 24 teksty i podzielił je na trzy części: I – Primo vere (Wiosna), II In Taberna (W gospodzie), III – Cour d'amours (Dwór miłości), spinając całość pieśnią „Fortuna Imperatrix Mundi”.

Jeśli uświadomimy sobie, jak słynna jest właśnie ta ostatnia, a także to, iż Orff stworzył popularne w pedagogice muzycznej „instrumentarium Orffa”, to śmiało możemy stwierdzić, że był jedną z najważniejszych postaci naszej kultury. I nie jest ważne, że z reguły nie kojarzymy innych jego utworów – ten jeden obiegł cały świat. A co więcej, chyba wszystkim słuchaczom „ciarki przeszły po plecach”, kiedy w szklanym atrium biurowca Focus w Warszawie wystąpił gigantyczny chór oraz Polska Orkiestra Radiowa pod dyrekcją Michała Klauzy, z wybitnymi solistami: Olgą Pasiecznik (sopran), Krzysztofem Kurem (tenor), Konstantinem Suchkovem (baryton). Pasiecznik nawet najkrótsze fragmenty wykonywała z imponującym zaangażowaniem, ekspresją i wyczuciem frazy i słowa. Podobnie panowie, szczególnie Krzysztof Kur, który z chórem rozegrał fantastyczny dialog rozpisany przez Orffa w Niegdyś po stawie pływałem. Co najważniejsze, czuło się, że wszyscy wiedzą, o czym śpiewają i czerpią z tego autentyczną radość.

Akustyka wnętrza, choć specyficzna, raczej wspierała wykonawców, ale ponieważ miejsce z założenia zostało przygotowane do wydarzeń specjalnych, aż szkoda, że nikt nie pokusił się o rozstawienie telebimów, nagłośnienie stereo i jeszcze bardziej spektakularną reżyserię świateł. Niemniej energia zawarta w dziele oraz futurystyczna architektura i tak skradły serca zebranym. Jak opowiedziała ze sceny Magdalena Miśka-Jackowska, inauguracja budynku Focus odbyła się 12 maja 2002 roku, wówczas po raz pierwszy wykonano tu „Carminę...”; potem przyszedł czas na projekty precedensowe w Polsce i w Europie - na projekcję filmu „Aleksander Newski” z wykonaniem na żywo muzyki Sergiusza Prokofiewa czy koncert „Magiczna Muzyka” z projekcją animacji Wala Disneya. Biorąc pod uwagę rozmach przedsięwzięć i ich popularność, można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że również tegoroczna „Carmina Burana” w ramach cyklu „Moc Klasyki” wskazuje pewien kierunek współczesnej kultury muzycznej. Jest w niej miejsce na muzykę klasyczną prezentowaną jako wysmakowaną, ale i świetną rozrywkę, a życie artystyczne być może w przyszłości będzie szukało coraz bardziej nowatorskich i bliskich naszemu życiu scenerii – takich jak właśnie Focus.

Cóż mogę dodać – dla mnie było to wydarzenie, które na długo pozostanie w moim sercu. Pamiętam do dziś dwie płyty z muzyką klasyczną, które w dzieciństwie ubóstwiałam, a które istotne były dla mojej muzycznej pasji. Obie pożyczyła mi wówczas moja siostra – album z muzyką Wojciecha Kilara oraz drugi – właśnie „Carmina Burana” pod batutą Riccardo Mutiego. Nazwisko „Muti” wryło mi się w pamięć jako pierwsze obcojęzyczne przeze mnie zapamiętane – tak ukochałam sobie jego „Carminę...”. Przez to oczywiście jestem odbiorcą wymagającym i również i teraz pilnie śledziłam, jak muzycy radzą sobie z akustyką budynku Focus i jak wpływa to na konsekwencję i dynamizm obieranych w poszczególnych częściach temp. Ale ostatecznie miałam łzy w oczach. Wskrzesili dla mnie to, co u progu edukacji muzycznej było dla mnie absolutnie wszystkim. Dziękuję!

Oby pamięć tych tonów wracała za każdym razem w opozycji do współczesnego świata, w którym króluje morderczy pęd i atomizacja ludzkich relacji
(Michał Klauza, dyrygent)

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów