A ty się bój klasyki

freeimages.com

Bo co masz do stracenia?

LUIZA BOROWIEC: Zebrałam (dość losowo) po pięć stereotypów dotyczących kilku grup ważnych dla kondycji muzyki klasycznej. I mam nadzieję co miesiąc wykreślać jeden w każdej grupie. Dobrze, co dwa miesiące. Co trzy. Jak najszybciej.

Felieton opublikowano w Presto #9. Sprawdź, czy w tym roku autorka będzie równie otwarcie mówić o problemach świata muzyki tzw. klasycznej. 

Miłośnicy muzyki klasycznej/poważnej/artystycznej

  1. Z klasyki nie można się śmiać.
  2. Parodiować klasykę mogą tylko najlepsi w swoim fachu.
  3. Parodia dokonana przez amatora jest świętokradztwem.
  4. Koncert muzyki klasycznej jest świętem. Kropka.
  5. Muzyki klasycznej nie trzeba promować. To nie jest sztuka dla wszystkich. A kto chce – znajdzie do niej drogę.

Niesłuchający klasyki:

  1. Na muzyce klasycznej trzeba się znać.
  2. Nie znam nazwisk Pappano, Barenboim, Panufnik, Kurzak, Drzewiecki – nie mam czego szukać na koncercie muzyki klasycznej
  3. Nawet jeśli znam nazwiska: Mozart, Bach i Penderecki – to i tak nic nie znaczy.
  4. Filharmonie są ciemne, nudne, zimne, wielkie, poza tym nie mam odpowiedniego ubrania.
  5. Muzycy klasyczni nienawidzą dzieci, tych małych, wrednych koncertowych rozpraszaczy.

Specjaliści od marketingu i pracownicy agencji reklamowych:

  1. Nikt nie słucha klasyki. Poza moją babcią.
  2. Słuchacze muzyki klasycznej ubierają się w lumpeksach i supermarketach, okulary kupują w aptece, noszą kalesony i halki. Jedzą tylko w domu. Schabowego z ziemniakami i kapustą.
  3. W dodatku jeżdżą tylko komunikacją miejską, studiują dziennie, pracują w urzędach.
  4. Ach, nie, nie pracują. Już są na głodowej emeryturze (do filharmonii chodzą na wejściówki za 10 złotych)
  5. I oni w ogóle nie mają gustu.

Pracownicy instytucji kultury:

  1. Nie ma pieniędzy na kulturę, wszyscy chcą słuchać Dody i oglądać hollywoodzkie filmy w multikinie.
  2. Nawet jeśli ktoś lubi ambitną sztukę, to o niej nie czyta.
  3. Nawet jeśli czyta, to nie ma sensu wydawać pieniędzy na promocję w mediach, bo patrz punkt pierwszy.
  4. Kto nie chce promować za darmo naszego wydarzenia – to nasz wróg. I nie zna się na kulturze, więc po co z nim współpracować.
  5. Nawet jeśli nie będziemy promować wydarzenia, to przecież ono jest tak wartościowe, że przyjdą tłumy.

Wszyscy tracimy. Stereotypy nas blokują. Zamiast pięknych wrażeń – codzienna telewizyjno-kinowo-klubowa nuda. Zamiast ciekawych projektów – mierne koncerty na miejskim rynku. Zamiast niezwykłych wydarzeń artystycznych, o których wszyscy swobodnie rozmawiają przy kawie – zbyt ambitne projekty przyciągające garstkę snobów lub tzw. znawców. Zamiast prawdziwych idoli-autorytetów – ludzie znani z tego, że są znani.

Więc jak będzie? Zmienimy się?

P.S. od autorki: Mamy rok 2017. Wydaje się, że tracimy trochę mniej, niż wtedy, gdy pisałam ten felieton. Do samozadowolenia jeszcze wiele brakuje, ale chyba sami sobie daliśmy w końcu szansę...

Oceń zawartość: 

Brak głosów