U kresu podróży

Z tyłu na pokładzie łodziowym jakiś ksiądz katolicki zebrał wokół siebie ogarniętych paniką pasażerów drugiej i trzeciej klasy.
Słucha spowiedzi, udziela rozgrzeszenia.
Jest godzina 02.07.
- No cóż – mówi zaniepokojony Jason – myślę, że już czas kończyć. Nie ma sensu grać dalej. I tak nikt już nie słucha.
- Chyba tak – kiwa głową Aleks i odkłada skrzypce.
Spot siedzi przy pianinie zamyślony, z półprzymkniętymi oczami. Jim i Georges podchodzą do barierki, rozglądają się na obie strony.
Dawid zbladł.
Jakiś oficer w pobliżu woła:
- Od tej chwili każdy się troszczy o siebie! Każdy na własną rękę! To rozkaz.
- Hm – replikuje Jason. Przygląda się Dawidowi. – Nie bój się.
- Nie gadaj głupstw – odzywa się Spot. – Naprawdę uważam, że mógłbyś już zdobyć się na szczerość, Jasonie. To znaczy... na wypadek, gdyby...
- Masz rację – odpowiada Jason. Uśmiecha się do Dawida, klepie go po plecach. – Chyba w najbliższym czasie nie dopłyniemy do Nowego Jorku. A zresztą i tak byś, chłopcze, nie zszedł na ląd.
- Co? Dlaczego?
- Zapomniałem Ci powiedzieć. Żeby w ogóle móc postawić stopę na brzegu, musiałbyś się wykazać pięćdziesięcioma dolarami.
- Nie miałem zamiaru uciekać. – Próbuje się uśmiechać.
- To dobrze – mówi Jason.
Jakiś mężczyzna przebiega obok nich, o mało nie przewracając przy tym Petroniusza i jego kontrabasu. Ten zdziwiony spogląda za nim, jakby budził się ze snu.
Pozostali muzycy stoją lub siedzą pogrążeni w myślach.
- No – przerywa ciszę Jason – słyszeliście, co powiedział ten oficer. Wszyscy troszczą się o siebie. Pomożemy sobie nawzajem, na ile się da, i spróbujemy się dostać do jednej z łodzi ratunkowych. Dzięki za dobrą robotę i – dużo szczęścia...
W tej chwili rozlega się czyjś głos, jasny dobitny:
- Nie kończymy grać. Jeszcze nie.
Odwrócili się do Petroniusza.
- Najpierw numer finałowy – zarządza. – Tak ma być. Przedtem finał, coś pasującego.
Zapada cisza. Patrzą zaskoczeni na basistę, który stanowczy i zdecydowany stoi wsparty o potężny instrument.
- I co, Jasonie? – Aleks spogląda badawczo na przyjaciela. Uśmiecha się.
- Oczywiście, tak. Kilka minut w tę czy w tę...
Jim i Georges wracają na miejsca, ujmują instrumenty.
- Co gramy?
Jason nie odpowiada. Nagle coś mu się przypomina.
- Zagramy „Largo” Haendla – mówi. – Wszyscy to znają?
Kiwają potakująco głowami.
- Matka mnie tego nauczyła – dorzuca półgłosem.
Grają.
Później wszystko działo się już bardzo szybko. Runął jeden z kominów i tysiąc gardeł krzyknęło ze strachu. Ludzie skakali z pokładu albo odpadające fragmenty nadbudówek ich w lodowate fale. Dziesiątki tysięcy filiżanek, kieliszków i talerzy rozpryskują się o parkiet, jakieś pianino przesuwa się wzdłuż relingu, eksploduje skrzynka szampana. Z wnętrza statku dobiega potężny huk – to kotły parowe odrywają się od cokołów i toczą siłą bezwładu na dziób miażdżąc wszystko po drodze. Nikt już nie myślał o muzyce i nikt nie słyszał, co grali na końcu. Nie wiadomo też, co tych siedmiu myślało w ostatnich chwilach. Pogubili się szukając ratunku.
A widzieli tyle: Światło na pokładzie mrugnęło. Raz tylko – i zgasło. Statek i morze pogrążyły się w bezdennej ciemności.
Wtedy ujrzeli niebo gwiaździste. Nie było na nim ani jednej chmurki.
Tak tonął „Titanic”.

Erik Fosnes Hansen, Psalm u kresu podróży, tł. Maria Gołębiewska-Bijak, Wydawnictwo „Książnica”, Katowice 1997

 

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów