Uzdrawiająca moc fotografii [rozmowa z Moniką Redzisz]

Zdjęcie w Galerii Presto #22 (Katarzyna Mykietyn prezentuje). Monika Redzisz nie lubi pokazywać siebie. Pokazujemy więc jedną z jej prac. Poznajcie Baletnicę.

Fotografowanie jest dla niej autoterapią rozłożoną w czasie. Na zdjęciach szuka prawdziwego człowieka, a używanie aparatu Rolleiflexa uważa za wyraz swojej ekstrawagancji. Monika Redzisz, fotografka i dziennikarka o społecznym zacięciu, rozmawia z Lukrecją Jaszewską, tym razem o sobie.

W Twoim życiu najpierw pojawiła się filozofia, a potem fotografia. Teraz palmę pierwszeństwa otrzymała fotografia?

Monika Redzisz: Teraz jestem głównie dziennikarką i zajmuję się pisaniem. Fotografią zaczęłam zajmować się dawno temu, na studiach filozoficznych. Pochłonęła mnie tak bardzo, że poświęciłam jej nawet pracę magisterską – pisałam o upadku aury w fotografii w koncepcji Waltera Benjamina. Pamiętam ten moment, kiedy w ciemni, wywołując zdjęcia, nagle poczułam, że to nie są kolejne zdjęcia z wakacji, tylko obrazy. Jakbym nagle zrozumiała, czego szukam w tych fotografiach, co mnie zachwyca, jakbym znalazła klucz, który ten konkretny wyimek rzeczywistości przeobraża w bardziej uniwersalny obraz. Co do filozofii, to niestety nie sposób od niej uciec.

A myślałaś o tym, żeby zająć się filmem? W zasadzie to też kadry tyle że ruchome.

Zrobiłam niedawno eksperyment i zaczęłam pracować w telewizji, żeby zobaczyć na czym to polega. Ale zdecydowanie wolę statyczne obrazy.

Statyczne obrazy, czarno-białe lub kolorowe portrety ludzi. Chociaż nie zawsze tak było?

Czarno białe portrety mają w sobie dużo siły wyrazu, więc są niezmiennie kuszące. Kolor jest bardziej realistyczny, dokumentalny, czasem to może przeszkadzać, a czasem właśnie o to chodzi. Na początku fotografowałam martwą naturę, fotografowanie ludzi przyszło z czasem.

W jaki sposób?

Byłam nieśmiała, więc dotarcie do nieznajomych ludzi było dla mnie trudnym zadaniem. Poza tym nie umiałam potraktować człowieka jako bryły. Dopiero zajęcia z portretu na fotografii na ASP w Poznaniu, zmusiły mnie do zrobienia pierwszych portretów. Potrzebowałam takiego zewnętrznego popchnięcia, motywacji i dalej poszło już samo – bardzo szybko mnie to zafascynowało i znowu poczułam ten wewnętrzny klik, że to jest właśnie to. Niedługo potem założyłyśmy z Moniką Bereżecką naszą grupę – Zorka Project.

Ludzie głęboko patrzą w obiektyw, są świadomi tego aktu. To zabieg, dzięki któremu pobudzasz emocje w odbiorcy?

Chcę wywołać emocje u widza, chcę je zobaczyć. Mam poczucie, że jak ktoś ucieka wzrokiem, to tracę z nim kontakt. Czasem można oczywiście zrobić ładniejsze zdjęcie, ale ja jakoś nie mogę się oprzeć, żeby uchwycić spojrzenie.

W jaki sposób docierasz do swoich modelek i modeli?

Różnie, zależy od projektu. Bywało tak, że media społecznościowe były najlepszym sposobem, bywało, że po prostu zaczepiałam ludzi na ulicach. Czasem wchodzę w dane środowiska, tak jak podczas pracy nad projektem o seniorach. Staram się poznać ludzi, których fotografuję.

Wspominałaś, że byłaś kiedyś nieśmiała, a teraz? Czy robienie fotografii sprawiło, że otworzyłaś się na ludzi?

Tak. Najpierw trzeba przełamać w sobie pewne opory, aby zachęcić kogoś do udziału w projekcie. Potem proces fotografowania wymaga zaangażowania emocjonalnego nie tylko ze strony modela, ale także mojego. Mam taki odruch, żeby oswoić tego człowieka, zaprzyjaźnić się z nim. Rozmawiamy, a ja nie waham się mówić o sobie i swoich doświadczeniach. Obie strony muszą się otworzyć, na tyle, na ile to jest im wzajemnie potrzebne. Często fotografowanie łączę z wywiadem - to też ułatwia nawiązanie relacji. Fotografowanie to swego rodzaju autoterapia rozłożona na lata. Myślę, że niewiele jest innych czynności, które zadziałałyby na mnie tak uzdrawiająco.

Swoich modeli animujesz czy pozwalasz im na spontaniczność?

Trochę ustawiam, ale nie narzucam im czegoś, co jest sprzeczne z ich wolą czy osobowością.

Robisz sobie selfie?

Nie. Kiedyś robiłam sobie autoportrety, ale głównie po to, żeby się siebie nauczyć i oswoić. Sesje fotograficzne działają otwierająco. Często podczas pracy mam wrażenie, że fotografia mogłaby być jednym z narzędzi terapeutycznych - pozwala ludziom oswoić się ze sobą, lepiej się poznać, nie tylko na poziomie zewnętrznego wyglądu, ale także emocjonalnym.

Kieślowski nie tworzył rzeczywistości a opisywał rzeczywistość, tak wyczytałam w najnowszej książce Surmiak- Kieślowski Zbliżenie. Mam wrażenie, że Ty też działasz podobnie.

Nie mam tendencji do kreowania rzeczywistości. Mocno trzymam się rzeczywistości, i w tekstach, i w zdjęciach. Ta prawdziwość, naturalność ludzi, bardzo mnie wzrusza i porusza. Lubię być blisko ludzi.

W tym dostrzegasz sens swojej fotografii?

Hm, jeśli ona ma w ogóle jakikolwiek sens. Bardzo często wątpię, w to, co robię. Czy jest sens do miliarda już istniejących zdjęć dołączać kolejne? Czy nie lepiej się przejść po lesie albo pobawić z dzieckiem?

Ale mimo tych wątpliwości nadal fotografujesz?

No tak; ostatecznie, kiedy znowu zaczynam, przypominam sobie, jak bardzo to lubię. Trudno mi z tego zrezygnować.

Zdjęcie zatytułowane Baletnica pozwoli czytelnikom Presto poznać Cię bliżej, czy też w ogóle poznać. Dlaczego to zdjęcie wydało Ci się ważne?

Nie bardzo wiedziałam, które wybrać, zdecydowałam się na to, bo projekt jest w miarę aktualny – ostatnio fotografuję sporo seniorów. Poza tym lubię je. Wiele lat temu bardzo chciałam zrobić serię zdjęć emerytowanych tancerzy. Z jakiegoś powodu do tego nie doszło, ale miałam wtedy w głowie wizję tych zdjęć – czarno-białych, mocnych w wyrazie, dzięki którym mogłabym pokazać starzenie się, przemijanie. Ale kiedy po latach zaczęłam realizować projekt o seniorach i poznałam panią Janinę – emerytowaną baletnicę, była tak pogodną i spełnioną osobą, że wszystkie moje wcześniejsze wyobrażenia zupełnie do niej nie pasowały. Musiałam sfotografować ją w ciepłych kolorach.

A lubisz dopowiadać historię fotografowanych osób? Czy wolisz zostawić margines tajemnicy?

Zdjęcie opisane, opowiedziane, traci oczywiście na uniwersalności, ale za to zyskuje fascynującą często historię. Od tylu lat jestem reporterką, robię wywiady z ludźmi i nie mieści mi się już w głowie, żeby tego nie robić. Moim fotografiom najczęściej towarzyszy tekst. Kiedy czasem zdarza się, że robię same zdjęcia - brakuje mi historii, informacji – kto to jest i co przeżył.

Fotografia społeczna to główny obszar Twoich poszukiwań?

Tak. To mi daje właśnie poczucie sensu. Ja muszę być związana z rzeczywistością, po prostu chcę dotknąć prawdziwych ludzi i prawdziwych historii, to mnie motywuje do działania.

A oglądasz zdjęcia innych fotografów? Masz swojego guru w fotografii?

Oczywiście, jest wielu, których bardzo cenię. Jedną z moich ulubionych autorek była kiedyś Diane Arbus. Ale prawda jest taka, że gdy za dużo oglądam innych, sama przestaję fotografować. Dopada mnie wtedy właśnie to zwątpienie – „Po co mam jeszcze mnożyć obrazy; jest przecież tylu utalentowanych ludzi wokół; światu moje kolejne zdjęcia nie są specjalnie potrzebne”.

Czyli wolisz nie śledzić tego co dzieje się na rynku fotograficznym?

Staram się nie śledzić, odciąć od tego, co się pokazuje i gdzie, co jest modne, a co nie – od wszystkiego, co łączy się z ocenianiem i konkurencją.

Wspomniałaś, że teraz fotografujesz seniorów, chcesz nas uwrażliwić na przemijanie?

To jest naprawdę temat nieprzemijający. W jaki sposób pogodzić się z upływem czasu, jak to sobie poukładać w głowie. Impulsem była choroba mojej mamy - poczułam, że ten temat jest dla mnie bardzo ważny i że mam potrzebę, żeby poznać doświadczenia innych ludzi – jak oni to przeżywają, jak oni sobie z tym radzą.

Fotografia jest dla Ciebie takim medium, dzięki któremu wyrażasz coś, co trudno wyartykułować?

Tak. Obraz potrafi wywołać wrażenia, których nie umiałabym ubrać w słowa.

Czy zmienił się styl Twojego fotografowania na przestrzeni lat?

Nie, fotografuję niezmiennie tak samo, niezależnie od tego, w którym momencie życia jestem. Wciąż szukam w fotografii tego samego.

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów