Warszawa jest bezludna

Kosmiczna, opuszczona, trwająca, przemieniona. Miasto to nie tylko ludzie, to forma, ramy, w których można się poruszać w określony sposób. Tworzy wzory, kształty. Film o takiej Warszawie tworzy zaś atmosferę dyskusji, łączy, splata, dzieli. „Warsaw music: Suita Warszawska II” to społeczny eksperyment Mai Baczyńskiej. Bo właśnie film bez słów wywołuje słów najwięcej – np. w dyskusji po projekcji.

Za nami kolejny pokaz z cyklu „Dźwięk okiem kamery”, współorganizowany przez To Się Wytnie na warszawskiej Pradze i Presto filmowe. Przypomnijmy tylko, że poprzednie projekcje odbyły się w 2017 roku i mogliśmy w ramach nich obejrzeć: „Małe instrumenty” w reżyserii Edyty Wróblewskiej, „Samotność dźwięku” w reżyserii Jacka Piotra Bławuta oraz „Prawykonanie x 3” w reżyserii Mai Baczyńskiej („Miła, padnij!”, „Kilka pytań o słyszenie świata”, „Prawykonanie x 3”). Tym razem przyszedł czas na kolejny film tej ostatniej, zarazem redaktor naczelnej Presto filmowego, zrealizowany m.in. wraz z grupą MUDO Music Documentaries i pod patronatem Planetarium – Niebo Kopernika – „Warsaw Music: Suita warszawska II” (2015). „Warsaw Music” to impresyjny film dokumentalny, inspirowany „Suitą warszawską” z 1946 roku (reż. Tadeusz Makarczyński, muz. Witold Lutosławski), ale ukazujący Warszawę ze współczesnej perspektywy, montowany do muzyki współczesnej (kompozytor – Wojciech Błażejczyk) i ukazujący miasto w dobie lotów kosmicznych i szybko postępującej technologii. Film w roku powstania był prezentowany m.in. podczas koncertu zespołu Hashtag Ensemble na festiwalu Musica Electronica Nova we Wrocławiu oraz w ramach projekcji branżowych na Short Film Corner w Cannes, zaś utwór Wojciecha Błażejczyka pod tym samym tytułem, do którego zmontowano film znalazł się w finale konkursu Europejskiej Unii Radiowej EBU Palm Ars Acustica 2016.

W rozmowie z Kingą Wojciechowską, redaktor naczelną macierzystego magazynu „Presto. Muzyka Film Sztuka”, reżyserka wyjaśniła kulisy powstania filmu, opowiedziała przede wszystkim o tym, jak narodził się w jej głowie pomysł na projekt, o swoim wielkim marzeniu stworzenia filmu eksperymentalnego pozbawionego dialogów na wzór „Berlina: symfonii wielkiego miasta” w reżyserii Waltera Ruttmanna (1927 r.) czy Trylogii „Qatsi” (1982, 1988, 2002) w reżyserii Godfreya Reggio (i z muzyką Philipa Glassa!) oraz o pragnieniu ukazania Warszawy jako opuszczonej stacji kosmicznej, w której powtarzające się bryły i kształty stanowią odbicie struktur wszechświata. Na pytanie, jak osobiście postrzega Warszawę, odpowiedziała szczerze: „Pamiętam widok na dachy miasta z siódmego piętra bloku na Mokotowie, gdzie znajdowało się mieszkanie moich dziadków. Tym na zawsze pozostanie dla mnie Warszawa. Miasto duchów, które jednak ani trochę nie sprawiają, że się boję...raczej jestem zafascynowana, ile istnień przez to miejsce przepłynęło”.

„Zaskoczyło mnie, że w tym filmie nie ma ludzi. Nigdy dotąd tak nie patrzyłem na Warszawę” - powiedział jeden z widzów. - „Nie musiałaś mi nic wyjaśniać. Ufaj ludziom”.

Wieczór zakończyła wspólna zabawa w rysowanie mandali dedykowanych Warszawie. W końcu każdy widzi ją w innych kolorach, a nawet – czego dowodem może być muzyka Wojciecha Błażejczyka, do której montowano „Warsaw Music” – dźwiękach.

Za tydzień, 26 kwietnia kolejny pokaz w To Się Wytnie – tym razem „How to destroy time machines” w reżyserii Jacka Piotra Bławuta (m.in. „Samotność dźwięku”), a 17 maja zapraszamy na konkurs klipów muzycznych, z nagrodami!

{red}

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów