Werdykt dodaje skrzydeł

W przedostatnim dniu zmagań konkursowych za pulpitem dyrygenckim stanęło pięcioro uczestników. Dało się zauważyć, że werdykt jury o dopuszczeniu ich do drugiego etapu jakby ich uskrzydlił. W większości stawali przed orkiestrą uśmiechnięci, pewni tego co chcą z zespołem osiągnąć.

Jako pierwszy wystąpił Rosjanin Stanisław Koczanowski. Z całej piątki był chyba najbardziej zestresowany, co skutkowało bardzo cicho prowadzoną rozmową z orkiestrą. Jednak podczas prowadzenia utworów był o wiele bardziej zdecydowany. Dyrygując „IV Symfonią” Czajkowskiego przekazywał orkiestrze wiele uwag co do intonacji i interpretacji utworu, jak by chciał podkreślić, że kto jak kto ale Rosjanin rozumie Czajkowskiego bardzo dobrze. „Świetnie opowiadał nam, jak zagrać – mówił jeden z członków orkiestry – to bardzo pobudzało wyobraźnię”. Mimo dość oszczędnych ruchów prowadził orkiestrę zdecydowanie i pewnie, choć momentami ta oszczędność skutkowała niepewnością w grze muzyków. Znacznie lepiej było już w drugiej części gdzie dyrygował „1 Koncertem skrzypcowym” Karola Szymanowskiego. Sprawiał wrażenie już bardziej rozluźnionego i zaangażowanego w wykonanie. Udawało mu się też utrzymać bardzo dobry kontakt z solistką, Anną Staśkiewicz.

Drugi w kolejności wystąpił Andrew Koehler z  USA. Na początku występu zauważył, że zaginął gdzieś drugi flecista i nie może przez to zacząć. Flecista dotarł lekko spóźniony, ale to sprawiło, że Koehler zyskał sobie sympatię publiczności, która nagrodziła go za spostrzegawczość brawami.  Trzeba przyznać, że jak na Amerykanina bardzo ładnie wydobył ze suity „Szeherezada” Rimskiego–Korsakowa rosyjski klimat. Jego uwagi co do intonacji wskazywały na dość dogłębne przemyślenie utworu i do skutku ćwiczył z orkiestrą poszczególne fragmenty, aż osiągnął zamierzony efekt. Za swoje zdecydowanie i merytorycznie przeprowadzoną próbę otrzymał od orkiestry znaczną owację po swoim występie. „To raczej mózgowiec, a nie marzyciel” – powiedziała spotkana w przerwie znajoma.

Pierwszy akcent polski przypadł w udziale Mai Metelskiej, która dyrygowała „4 symfonią Czajkowskiego” i „Koncertem wiolonczelowym h–moll” Dworzaka. I znów od samego początku dało się zauważyć zdecydowanie i przemyślenie utworu. Uwagi słane w stronę orkiestry były bardzo konkretne. Wiele razy przerywała po to by wydobyć to co najważniejsze z utworu. Osiągnęła świetne brzmienie orkiestry, gdzie trzeba było ono wyraziste i mocne, a przy pianach delikatne i czyste. Dobrze kierowała dynamiką, co sprawiło, że słuchałem wykonania z zaciekawieniem. Jej praca z orkiestrą ciekawiła, a nie nużyła, co zdarza się nie raz na próbach.

Drugą część przesłuchań zamykał z dyrygent z Japonii – Masane Ota. Zabrzmiała pod jego batutą „I Symfonia” Brahmsa i raz jeszcze koncert Dworzaka. Urzekający był styl dyrygowania Oty. Płynne, piękne ruchy dłoni, zdecydowane wskazówki batutą sprawiały, że orkiestra praktycznie nie miała problemów z odczytywaniem intencji dyrygenta, a ewentualne niejasności Japończyk prostował samemu nucąc niektóre fragmenty, dając tym do zrozumienia muzyką o jaki wyraz brzmienia mu chodzi. Momentami przypominało to bardziej konkurs wokalny niż dyrygencki, ale w końcu jakoś musiał złapać kontakt z orkiestrą gdy łamana angielszczyzna, niemiecki i wstawki japońskie nie przynosiły pożądanego efektu. Postawił na język muzyki i to poskutkowało. Jedno co rzuciło mi się w oczy patrząc na jego sposób dyrygowania, to ogromne zaangażowanie. Gdy nie musiał przerywać z jakiegoś powodu, praktycznie wtapiał się w utwór i prowadził go płynnie i z wielką głębią interpretacyjną. Orkiestra można by rzec, że „ jadła mu z ręki” wykonując oba utwory.

Jako ostatni wystąpił Daniel Smith z Australii. Smith mimo, że pierwotnie nie znalazł się w wybranej dwunastce po pierwszym etapie, wszedł do niej decyzją jury zastępując Rustama Samedowa z Niemiec, który wycofał się z konkursu. W udziale przypadł mu dwa razy Czajkowski: „4 Symfonia f-moll” i „Koncert skrzypcowy D–dur”. Pierwsze takty pokazały jak bardzo jest zdenerwowany. Dyrygował bardzo mechanicznie, sztywno. W wolnych tempach jego gesty były bardzo mało czytelne, jednak nabierały mocy z każdą chwilą i zwiększeniem tempa do tego stopnia, że po krótkim czasie dyrygował już bardzo pewnie. Osobiście przyznam się, że żal mi się go zrobiło po uwadze przewodniczącego jury - maestro Wita, który poprosił Daniela by wyraźniej mówił po angielsku, bo nie rozumie go jury.

Smith nie dał się jednak wyprowadzić z równowagi i czynił swoją powinność, co jeszcze bardziej zaowocowało w drugiej części, gdy dyrygował koncertem skrzypcowym. Płynność i maestria  to coś co można by powiedzieć o tym wykonaniu. Świetnie nawiązał kontakt z solistką, Agatą Szymczewską” która notabene grała swoją partię bardzo czysto i z finezją.

Dzisiejszy dzień na pewno charakteryzowało zdecydowanie i bardzo przemyślane interpretacje wykonywanych utworów. Warto podkreślić również, że gra solistów była na najwyższym poziomie, co parę razy podkreśliło jury, mimo, że przecież soliści nie podlegali ocenie.

Po wysłuchaniu wszystkich dwunastu uczestników jury dopuściło do trzeciego etapu następujących dyrygentów:

  1. Marzenę Diakun
  2. Andrew Koehlera
  3. Maję Metelską
  4. Azisa Sadikovica
  5. Daniela Smitha
  6. Zoi Tsokanou.

Tak więc w finale IX Międzynarodowego Konkursu Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga mamy aż dwie Polki. Trzymajmy więc kciuki podczas ostatniego decydującego dnia.

Zmagania obserwowali:

Oskar Łapeta

Adrian Nowak

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Brak głosów