Włoski wieczór w Krakowie – Andrea Bocelli oczarował publiczność

fot. Makrokoncert

KS. ADRIAN NOWAK: Cokolwiek by nie mówić o karierze Andrei Bocelliego, jak bardzo nie wahać się pomiędzy sztuką a komercją, jedno jest pewne - człowiek ten przyciąga tłumy, bo jego śpiew jest ukojeniem. Głos Bocelliego towarzyszy mi dokładnie już 20 lat, kiedy to po raz pierwszy – jeszcze z kasety magnetofonowej zakupionej za niemałe oszczędności – usłyszałem go na płycie „ROMANSA”. Moją sympatię do muzyka wzmacnia świadomość tego, iż od 12 roku życia Andrea żyje w świecie ciemności i dźwięków z powodu utraty wzroku. Jednak osobiście mam wrażenie, że on barwy maluje dźwiękami.

Na talencie Bocellego szybko poznał się Pavarotti, który jak głosi wieść, wzbraniał się podobno przed zaśpiewaniem duetu „Miserere” po tym jak usłyszał demo w wykonaniu nieznanego wtedy jeszcze tenora śpiewającego gdzieś w toskańskim barze dla gości. Wielki Luciano miał wtedy powiedzieć do Zucchero: - „Ja nie będę tego śpiewał. Po co? Niech śpiewa Ci to ten młody człowiek…”. Ostatecznie nagranie zostało sfinalizowane, ale i Andrea Bocelli dość często sięgał po ten utwór na koncertach z początku swej kariery.

Mogę się poszczycić zbieraną latami kompletną dyskografią i wideografią tego artysty. Nie mogłem więc przegapić tym razem koncertu w Krakowie. Bocelli od paru lat regularnie pojawia się w Polsce, jednak chyba dopiero ten sobotni (11.11.2017) koncert miał reklamę godną takiego wydarzenia. Nie dziwi więc, że Tauron Arena w Krakowie została wypełniona po brzegi.


fot. Makrokoncert

Bocelli zadbał o to by każdy znalazł podczas tego wieczoru coś dla siebie. Pierwsza część, stricte operowa, rozpoczęła się chyba najsłynniejszych chóralnym utworem operowym – „Va, Pensiero” z „Nabucco” w wykonaniu towarzyszącemu podczas całego koncertu artyście Chóru Uniwersytetu Śląskiego „Harmonia” z Cieszyna. Andrea Bocelli zaprosił do udziału w koncercie także zagranicznych muzyków: pochodzącą z Toskanii, krajankę mistrza Ilarię Della Bida oraz młodą kubańską sopranistkę Marię Aleidę. Zabrzmiały arie z „Traviaty”, i „Cyganerii”i „Rigoletto”, a w drugiej części atmosferę nieco rozluźniły przeboje z kilku płyt popowych Bocelliego. Usłyszeliśmy także utwory z najnowszej płyty „CINEMA” zawierającej hity znane z kinowego ekranu.

Polską Orkiestrą Muzyki Filmowej dyrygował Marcello Rota, od lat współpracujący i zaprzyjaźniony z Bocellim. Artystom towarzyszył także duet gitarowy „Carisma” oraz krakowski zespół tańca „Art Color Balet”.


fot. Makrokoncert

Po koncercie pozostał niedosyt. Trzy godziny minęły błyskawicznie, chciałoby się wysłuchać jeszcze wielu utworów, bo przecież repertuar Andreii Bocelliego to już kilkanaście bardzo różnorodnych płyt. Na bis popłynęły dźwięki chyba największego hitu, który miał być oficjalnym pożegnaniem, a więc „Time to say goodbye”. Jednak nie mogło zabraknąć jeszcze jednego szlagieru. „Nessun dorma” z „Turandot” zakończyła wieczór, porywając publiczność do wielominutowej, kolejnej zresztą, owacji na stojąco. I tu przyznam się do chwili słabości. Z moich oczu pociekły łzy wzruszenia. Zdarzyło mi się to w życiu podczas słuchania muzyki zaledwie kilka razy – i dawno już nie… Cóż… Pozostaje czekać na kolejny koncert włoskiego tenora.

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów