Wyglądaj tak głupio jak możesz, graj tak źle jak umiesz - czyli karnawał po szwajcarsku

fot. Maria Nowrot

MARIA NOWROT: Miałam zagwozdkę lingwistyczną, a konkretnie chodziło o to, czy czwartek jest brudny. Każdy kto się kiedyś uczył niemieckiego może potwierdzić, że schmutziger Donnerstag, powinno znaczyć ni mniej ni więcej, tylko „brudny czwartek“.

Frapowało mnie to bardzo, ponieważ z moich informacji wynikało, że choć tradycja obchodzenia tego dnia jest barwna i bogata, to brudzenia siebie ani innych akurat nie zawiera. Zastanawiałam się więc skąd ten „brudny czwartek”, aż wreszcie okazało się, że… tłumaczę z niewłaściwego języka. Termin pochodzi bowiem z dialektu alemańskiego i stamtąd rozprzestrzenił się na okoliczne niemieckojęzyczne kraje. A w tym dialekcie schmutziger to znaczy tłusty. Tłusty czwartek! Jak w Polsce, jak wszędzie, jak Pan Bóg przykazał… A brudne, to są ewentualnie palce od lukru z łakoci.


fot. Maria Nowrot

Jednak tradycja obchodzenia tego dnia, a właściwie całej końcówki karnawału, zawiera o wiele więcej atrakcji niż tylko objadanie się pysznościami w ilościach o wiele większych niż mogłoby to być wskazane dla naszego żołądka i figury. Fasnacht, czyli karnawał obchodzony w katolickich kantonach Szwajcarii, a najhuczniej w okolicach Lucerny i Bazylei, nie może się odbyć bez pochodów przebierańców. Przebiera się także publiczność – często w starannie dopracowane kostiumy, ale zgodnie ze zwyczajem nie są one konieczne. Wystarczy tak dobrać ubrania, żeby wyglądać trochę głupio. A najlepiej bardzo głupio. Tak głupio jak się da.


fot. Maria Nowrot

W pochodzie przebierańców biorą udział głównie zespoły dęte blaszane, z towarzyszeniem rozbudowanej sekcji perkusji, grające Guggenmusik. Jest ich zdumiewająco wiele. Samo Küssnacht am Rigi, a jest to miasteczko wielkości Łańcuta, szczyci się posiadaniem około dwudziestu zespołów. Nic w tym dziwnego, skoro dają one radość muzykowania, a nie wymagają od instrumentalisty profesjonalnych umiejętności. Zgodnie z tradycją Guggenmusik należy grać tak, żeby główna melodia była rozpoznawalna, a rytm wyrazisty, ale poza tym można wydawać z instrumentów upiorne dźwięki, mieszać tonacje, w dobrym tonie jest fałszować. Chodzi o to, żeby było głośno i wesoło, żeby połączyć dźwięki w radosną kakofonię, odpędzając precz daleko grasujące w ciemnościach duchy zimy. I żeby napełnić się energią, która pozwoli nam przetrzymać do wiosny.

***


fot. Maria Nowrot

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów