Zacznij od shortów!

Żałujesz, że nie widziałeś gali rozdania Oscarów, a co gorsza nie miałeś kiedy obejrzeć wszystkich nominowanych lub chociażby nagrodzonych filmów? „Boże Ciało”; zobaczyć trzeba, ale taki 3,5-godzinny „Irlandczyk”? A obsypany nagrodami „Parasite”? Cóż, w kilka minut możesz zacząć to zmieniać…

Być może słyszałeś o słyszałeś o kaizen – japońskiej filozofii małych kroków. To właśnie moc i mądrość tej metody zapewnia stabilny rozwój i pozwala nam oszczędzić sobie sporo stresu oraz nie doprowadzić naszego organizmu do stanu wyczerpania. Doskonale wiedzą o tym muzycy – nie wystarczy raz na dłuższy czas pograć na instrumencie siedem czy dziesięć godzin. Najważniejsza jest regularność, szczególnie gdy jesteśmy dziećmi, kiedy naszą przygodę z muzyką dopiero zaczynamy, kształtujemy i rozwijamy słuch, wrażliwość, pamięć, wyobraźnię, gimnastykujemy i uczymy nasze ciało konkretnych gestów. Podobnie gdy wracamy do grania po odniesionej kontuzji – niczym sportowcy musimy mierzyć siły na zamiary, stopniowo powracać do formy. Tak też działa nasz umysł, lepiej go nie przeciążać, choć bez wątpienia wskazane jest, aby go regularnie trenować. „Miej jedną rzecz w danym momencie na półce” – powtórzmy za Ajahnem Brahmem (właściwie Peterem Bettsem) w kontekście pracy nad umysłem i wzmacniania naszej wydajności, opanowania i koncentracji. Kto jak nie on lepiej rozumie wyzwanie, jakie stanowi gospodarowanie własnym czasem, gdy wciąż coś dla kogoś musimy zrobić? Ajahn Brahm jest opatem klasztoru Bodhinyana w Serpentine w Australii Zachodniej, dyrektorem ds. duchowych Buddyjskiego Towarzystwa Stanu Australia Zachodnia, doradcą ds. duchowych przy Buddyjskim Towarzystwie Stanu Wiktoria, doradcą ds. duchowych przy Buddyjskim Towarzystwie Stanu Australii Południowej, patronem duchowym Bractwa Buddyjskiego w Singapurze oraz patronem ośrodka Bodhikusuma Centre w Sydney. Zapewnia, że nie zajmuje się tym wszystkim naraz, lecz etapami, jednocześnie jako mnich i buddysta zachowuje pogodę ducha i troskę o wszystkie czujące istoty. Zresztą nie trzeba być buddystą, aby dojść do wniosku, że może nas uratować tylko spokój – ile razy próbowałeś zrobić pranie, przygotować obiad dla dzieci, napisać kilka ważnych maili, odebrać telefon i jeszcze przeczytać choćby spis treści „Presto. Muzyka Film Sztuka” w ciągu jednej godziny? A co dopiero mówić o pójściu do kina…

Nie przejmuj się, prawie wszyscy tak mamy. Współczesne społeczeństwo wciąż nieubłaganie gna do przodu, tempo życia wymusza na nas nieustanną rezygnację z naszych zainteresowań, mimo niebotycznie bogatej oferty kulturalnej na rynku, i spłycanie relacji międzyludzkich, bo ciągle się dokądś spieszymy i nie mamy czasu na kawę lub mamy, ale jedynie na szybkie espresso, nie mówiąc już o braku przestrzeni dla siebie. W dobie Internetu, telefonów komórkowych, tabletów itd., musimy wciąż coś wypełniać, akceptować, pisać, przesyłać, odczytywać, aż w końcu sami nie rozumiemy, czym właściwie się zajmujemy. Niby powinno być łatwiej, a bywa trudniej, przecież nie mamy mózgów robotów. Nic dziwnego, że w pierwszy wolny weekend planujemy udział np. w warsztatach oddechu, chociaż i to wymaga od nas życia w kieracie poczynionego w tym celu planu. A przecież czasem wystarczy tylko położyć się na kanapie i popatrzeć na drzewa za oknem, choćby w milczeniu wypić z kimś bliskim herbatę, przeczytać jeden artykuł zamiast dziesięciu, za to cały i uważnie. Lecz tu potrzebna jest motywacja, tak jak w kaizen. I przede wszystkim momenty zatrzymania w biegu.

Jeśli spojrzeć z tej perspektywy, tytuł kontemplacyjnego filmu Godreya Reggio „Koyaanisqatsi”, zaczerpnięty z języka Indian Hopi, brzmi niczym złowroga przepowiednia – „życie w zgiełku, szalone, pozbawione równowagi, dążenie do katastrofy, stan, w którym należy się zastanowić nad zmianą trybu życia”. A przecież obraz powstał w roku 1982, kiedy mimo wszystko dostępne technologie nie pozwalały podejmować decyzji tak szybko, jak dziś… Cudowne zdjęcia Rona

Fricke'a, unosząca ciężar narracji muzyka Philipa Glassa i tylko jedno słowo przez półtorej godziny filmu – „koyaanisqatsi”. Obraz otrzymał kilka nagród, w tym jedną na Warszawskim Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w roku 1988. Zapoczątkował całą trylogię „Qatsi” oraz pewien nurt w światowym kinie, który mimo swej poetyckiej stylistyki poruszył masy.

Domyślam się jednak, że jeśli zainteresował Cię nagłówek tego tekstu, być może nie masz czasu ani obejrzeć wspomnianego filmu, ani czytać dalej. Wróćmy więc do Oscarów. Co zrobić, jeśli jesteś ogromnie ciekawy zwycięskich filmów, a obawiasz się, że prędko ich nie obejrzysz? Jest na to sposób. Oscary są wręczane także w kategoriach filmów krótkometrażowych. Te ostatnie wprawdzie nie zawsze są szeroko dostępne, ale otrzymanie prestiżowej nagrody bardzo pomaga w ich dystrybucji, najlepszym przykładem może być tegoroczny laureat „Hair Love” w reżyserii Matthew A. Cherry'ego, przepiękna animacja o miłości rodzinnej, którą bez problemu, legalnie możesz obejrzeć online. Gwarantujemy, że po takim domowym seansie będziesz mógł zabłysnąć w towarzystwie, bo przecież większość osób prędzej zna „Jokera” z muzyką Hildur Guðnadóttir („Czarnobyl”) , islandzkiej wiolonczelistki i pierwszej kompozytorki w historii obsypanej deszczem najważniejszych nagród branżowych, której utworów będziemy mogli wysłuchać w maju na Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie.

Poniżej prezentujemy całą listę tegorocznych zdobywców Oscara, na deser oczywiście wspomniany animowany film krótkometrażowy „Hair Love”, a Wy koniecznie śledźcie festiwale filmów krótkometrażowych, jak np. Short Waves Festival, który w marcu odbędzie się w Poznaniu, a także inne festiwale, w ramach których krótkim metrażom są poświęcone osobne sekcje. To właśnie tam macie szansę obejrzeć także pierwsze filmy być może przyszłych gwiazd, obecnie studentów szkół filmowych. No i zawsze jeszcze jest YouTube – dostępne tam krótkie animacje ze studia Pixar ucieszą całą rodzinę!

Maja Baczyńska

Pełna lista zwycięzców:

Najlepszy film: „Parasite”

Najlepszy reżyser: Bong Joon Ho

Najlepszy aktor: Joaquin Phoenix

Najlepsza aktorka: Renée Zellweger

Najlepsza aktorka drugoplanowa: Laura Dern „Historia małżeńska”

Najlepszy aktor drugoplanowy: Brad Pitt „Pewnego razu… w Hollywood”

Najlepszy scenariusz adaptowany: Taika Waititi „Jojo Rabbit”

Najlepszy scenariusz oryginalny: Bong Joon Ho i Han Jin Won „Parasite”

Najlepszy film krótkometrażowy: „The Neighbors' Window”

Najlepszy film międzynarodowy: „Parasite”

Najlepsza charakteryzacja: „Gorący temat”

Najlepsza piosenka do filmu: „I'm Gonna Love Me Again” z filmu „Rocketman”

Najlepszy montaż dźwięku: „Le Mans '66„

Najlepszy dźwięk: „1917„

Najlepszy montaż: „Le Mans'66”

Najlepsza scenografia: „Pewnego razu… w Hollywood”

Najlepsze kostiumy: „Małe kobietki”

Najlepsze zdjęcia: „1917”

Najlepsze efekty specjalne: „1917”

Najlepsza muzyka napisana do filmu: Hildur Guðnadóttir „Joker”

Najlepszy pełnometrażowy film animowany: „Toy Story 4”

Najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny: „Amerykańska fabryka”

Najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny: „Learning to Skateboard in a War Zone (If You're a Girl)”

Najlepszy krótkometrażowy film animowany: „Hair Love”

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów