Kto z nas jest tancerzem? [Inauguracja Festiwalu Eufonie]

fot. Alicja Szulc

Stoję jako jeden z wielu ludzi w dużym kręgu przed wejściem do Sali Kameralnej w Filharmonii Narodowej. To tu – w holu oświetlonym niebieskim światłem, a nie tam, w statycznej i wygłuszonej sali – rozpocznie się spektakl.

Słyszę śpiew. Kobiecy głos nuci ludową pieśń. Rozglądam się, ale nie widzę nikogo chociażby ruszającego ustami. Patrzę, gdzie patrzą inni i zauważam, że kamerzysta zasłania mi śpiewaczkę. Zaczyna się ona powoli przechadzać po tworzonym przez widzów okręgu. Czasem znika i wchodzi gdzieś w tłum, gdzie tracę ją z pola widzenia – wtedy coś szepcze („kszszsz”, „iiidź”) i uderza chyba w jakiś instrument (słyszę tylko dzwonienie). Znów się przechadza i śpiewa kolejną pieśń. Czekam na tancerzy.
Koło mnie, ze skrzyżowanymi nogami siedzi mężczyzna i kiwa się lekko z zamkniętymi oczami. Zastanawiam się, czy to ten tancerz. Wyciąga telefon i sprawdza powiadomienia („Nieee… to nie tancerz”), po czym go wyłącza i znów zaczyna wchodzić w trans („A może jednak to on…”). Nagle kobieta zbliża się do mnie, wciąż śpiewając pieśń. Ma hipnotyzujący wyraz twarzy – z jednej story zamyślony, z drugiej – mówiący o jakiejś tragedii czy smutku. W oczach pustka i obojętność. Pełna tego cichego przeżywania, wciąż śpiewając, mija mnie, mija siedzącego mężczyznę („To jednak nie tancerz”), idzie po schodach. Obraca się i patrzy wciąż tymi pustymi oczami – zachęca, by iść za nią. Wyrywam się, by być bliżej i wychodzimy do holu głównego filharmonii.
Dwie osoby trzymają czarną rozciągliwą linkę, jedna stoi między nimi. Z boku mała dziewczynka trzyma czarny balonik i jednego z tancerzy za rękę. W tym czasie słyszalna staje się muzyka bliska szmerom i szumom z pojawiającym się czasem cichym pulsującym rytmem. Kobieta stojąca obok czarnej linki zaczyna tańczyć, zwinnie zawijając ją wokół ciała. Dwójka tancerzy nieruchomo trzyma tę linkę. Co jakiś czas śpiewana jest kolejna pieśń – niestety trudno zrozumieć pojedyncze słowa. Jednak treść przekazu dzięki melodii i tańcowi staje się powoli znajoma: tworzy się historia przywołująca na myśl ludowe powiastki o życiu, mitologię słowiańską czy śpiewane w kościołach modlitwy. Miesza się w tym spektaklu niezwykle ludowa przyziemność melodii z mocno metaforyczną choreografią trzech tancerzy. W pewnym momencie wchodzą oni w interakcję ze śpiewającą. Przytulają się do niej, owijają się wokół niej. Gdy wybrzmiewa natępna piosenka, tancerze biegną na kolejne piętro, a schodami po drugiej stronie wspinamy się my (kobieta, która nas prowadzi, wciąż ma ten ślepy wzrok). Na trzecim poziomie zastajemy ich obok unoszących się lekko nad ziemią czarnych balonów. Słyszymy tragiczną pieśń, której tekst tym razem w pełni rozumiem:

Najświętsza Panienko, cóż to są za lata?
Czy dzień sądny nastał, czyli koniec świata?

Również emocje wyrażane w tańcu stają się wyraźniejsze i bardziej intensywne. W pewnym momencie całą trójka tancerzy plącze się i wije wśród liny. Muzyka z czasem przyspiesza, staje się głośniejsza, pojawia się mocniejszy bit. Kontrastuje z tym wszystkim dziewczynka z balonikiem, którą śpiewaczka przyprowadziła tu za rękę – spokojnie maluje obrazki na kartkach do samego końca.
Nagle jednak tancerze po niezwykle ekspresyjnej scenie „uspokajają się” – rozstawiają spokojnie balony w kształt X. Muzyka cichnie. Śpiewaczka podchodzi do jednej osoby z widowni: „Uuuuuuu” – wskazuje na nią palcem i śpiewa ten długi pociągły dźwięk. Ktoś się uśmiecha. Podchodzi do kolejnej – „aaaaaaaaa” – kolejny uśmiech. „Uuuuuu”… tym razem widz odpowiada tym samym dźwiękiem („Uuuuu”). Po chwili do śpiewu dołączają się tancerze. Słyszymy różne harmonie – nie zawsze czyste, ale zawsze zachwycające (bo przecież powstają spontanicznie). Też nucę przeciągłe dźwięki pod nosem i próbuję stworzyć ciekawy wielogłos. Tancerze powoli i z wielkim spokojem rozdają nam balony. Chyba już wszyscy się uśmiechają. Jest po prostu bardzo miło. Artyści schodzą do równej linii, kłaniają się. Po kilku minutach wszyscy wychodzą z filharmonii z balonami i rozchodzą się po mieście.

***

Stoję w metrze z dwoma balonikami i ulotką Eufonii. Mija mnie starsza kobieta też z dwoma balonikami i też z ulotką Eufonii. Uśmiechamy się do siebie.

Wojciech Pietrow

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów