Danuta Sztencel: To dla innych ludzi robi się rzeczy wielkie

Danuta Sztencel podczas jednej z edycji festiwalu. źródło: www.muzykanaszczytach.com
Danuta Sztencel podczas jednej z edycji festiwalu. źródło: www.muzykanaszczytach.com

W dniu inauguracji X Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Kameralnej „Muzyka na Szczytach” rozmawiam z prezes Stowarzyszenia im. Mieczysława Karłowicza, które od 10 lat organizuje w Zakopanem wydarzenie, które przyciąga muzyków i publiczność z całej Polski.

 

Kinga Wojciechowska: Pamięta Pani pierwszy festiwal?

Danuta Sztencel: Każdy pamiętam i pamiętam każdy szczegół. Ten pierwszy bardzo nas zaabsorbował, nie byliśmy jeszcze zmęczeni, mieliśmy wizję, i wizję, żeby realizować wizję. Doskonale pamiętam występ Kronosów, jako pierwszy koncert festiwalowy, w obecności Hendyrka Mikołaja Góreckiego.

 

Czyli w tym roku mamy klamrę, bo X Festiwal Muzyka na Szczytach inauguruje także Kronos Quartet.

I to było zamierzone. To jest nasz  jubileuszowy akcent. Wtedy ich występ był dla nas wielkim przeżyciem, szczególnie dla mnie, bo z taką muzyką nie stykałam się na co dzień. Wie Pani, jakie to emocje – na żywo zobaczyć i zespół, i reakcje publiczności. To zrobiło na mnie największe wrażenie. Tego się nie spodziewałam.

 

Pewnie właśnie dlatego odbyły się kolejne edycje?

Jeśli człowiek dostaje sygnał, że to, co robi, czemuś albo komuś służy, to jest to bardzo motywujące. Jakbyśmy robili tylko dla siebie, to robilibyśmy malutko. Dla ludzi robimy rzeczy większe.

 

To powiem Pani, że na mój pierwszy koncert „Muzyki na Szczytach” zeszłam prosto z gór. I do dziś pamiętam to kameralne wykonanie symfonii Mahlera. Spokój, ukojenie i jakąś taką wewnętrzną radość. Tak ma się właśnie czuć uczestnik festiwalu?

Tak. Dlatego, że my ten festiwal robimy nie tylko dla melomanów. Chcemy przekazać tę muzykę w ramach poszerzenia oferty kulturalnej Zakopanego. Nawet dla tych, którzy się nie interesują, ale nie mają co robić i przyjdą na koncert. Pierwszy nasz festwal organizowaliśmy w zakopiańskim centrum edukacji, w szkole. Zaprosiliśmy do współpracy uczniów z technikum hotelarskiego. To w większości nie była młodzież zakopiańska. Byli cały czas obecni w biurze, na próbach, pomagali w różnych sprawach. Po festiwalu rozmawiałam z nimi i zapytałam, jakie korzyści odnieśli z tego uczestnictwa. I trzy wypowiedzi pamiętam do dziś. Jeden uczeń powiedział, że nie sądził, że muzyka poważna może być taka piękna, drugi – że już nawet nie może słuchać innej muzyki. A trzeci z uczniów wyznał, że nie przypuszczał, że wielcy artyści mogą być tak normalnymi, fajnymi ludźmi.

 

Też często spotykam się z podobnymi opiniami ludzi, którzy pierwszy raz stykają się z klasyką. Wystarczy doświadczyć raz.

Jak ktoś nie widzi, nie dotyka, to się boi i ma opory. Dopóki nie damy ludziom tej możliwości, to będą się bali. A kultura powinna być dostępna. Może nie być dla każdego, ale powinna być dla wszystkich. Bo nie każdy skorzysta, to jego sprawa. Ale piękna sztuka powinna być na wyciągnięcie ręki. Byłam ostatnio na basenie, a tam na brzegu DJ gra głośną brzydką muzykę, rozmawiać nie było można. A czy na takim basenie nie powinna być grana muzyka klasyczna? A co stoi na przeszkodzie? Bo mamy dyktat radia i tego, co w nim leci?

 

Może uda się to kiedyś zmienić. „Muzyka na Szczytach” to ciekawy przykład takiego otwarcia i potraktowania publiczności z ogromnym wyczuciem i szacunkiem. Samo Zakopane to ciekawe miejsce na festiwal muzyki tak pięknej i wyrafinowanej, jaką prezentują artyści zaproszeni przez Panią i Pawła Mykietyna, dyrektora artystycznego. Z jednej strony – nie ma lepszej lokalizacji dla stowarzyszenia im. Mieczysława Karłowicza. Z drugiej strony – Zakopane to folklor, góralszczyzna. A tu kompozytorzy tacy jak Jagoda Szmytka, Penderecki, Ligeti, Schonberg, Przybylski… Odważnie.

Tak. Mamy wspaniałych ludzi w Zakopanem, którzy czują naszą misję. Coraz więcej lokalnej społeczności chodzi na nasze koncerty, nie tylko w czasie festiwalu. Mieliśmy galę mozartowską i był pełen kościół ludzi.

 

Jacy to są ludzie?

Bardzo różni. Tu są turyści. Tu mieszkają ludzie, którzy odnaleźli w górach spokój i wyciszenie, czasem od czegoś uciekają właśnie tu, do Zakopanego. Są tu też ludzie, którzy znaleźli się w Zakopanem przez przypadek, w wyniku małżeństwa. I są też biznesmeni, którzy przyjeżdżają akurat tu robić interesy.

W tym roku zespół festiwalowy tworzą Piotr Lato, Jakub Jakowicz, Anna Maria Staśkiewicz, Katarzyna Budnik, Artur Rozmysłowicz, Rafał Kwiatkowski, Marcin Zdunik. To rozmach związany z 10. edycją? Czy mamy po prostu tak wielu dobrych muzyków, że skompletowanie świetnego garnituru na festiwal to już nie kłopot?

Ten koncert jest zatytułowany „Reminiscencje”. Staraliśmy się przedstawić program, który odzwierciedla nasze wrażenia po poprzednich festiwalach. Chcieliśmy pokazać i kompozytorów, i muzyków, którzy u nas występowali. Ma to dodatkową wartość, bo wszyscy ci muzycy warantują wysoką jakość. To dla naszego festiwalu jest bardzo ważne. Oni naprawdę dobrze wykonują swoją pracę.

 

A ja mam poczucie, że to nie tylko to.

Tak, zdecydowanie. Muzyka to dla nich życiowa pasja. Oni są naprawdę wspaniali!

 

Krzysztof Penderecki pojawi się z jakiegoś szczególnego powodu? Jest gościem honorowym festiwalu.

My całą tę dziesiątą edycję dedykowaliśmy profesorowi Pendereckiemu na jego 85. urodziny. I tym samym zamknęliśmy klamrę wielkich kompozytorów, którzy są lub byli w naszym komitecie założycielskim. Profesor będzie dyrygował finałowym koncertem.

Teraz czekamy na Kronosów i światową prapremierę utworu Jagody Szmytki. Dziś był klub dyskusyjny z nią, z kwartetem i Pawłem Mykietynem, bardzo ciekawa rozmowa. Dużo się będzie działo…

 

Na co w szczególności Pani zaprasza?

Na wszystko! W niedzielę będziemy mieć w starym kościółku koncert muzyki na starych klarnetach. Też bardzo ciekawy. Cały festiwal będzie piękny. Zapraszam!

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów