Listopadowej chandrze mówimy stanowcze: idź stąd!

Dzień krótki, złote liście dawno zagrabiono, do wiosny daleko. Jesień zachłannie zbiera swoje żniwo – chandra wywiera ogromne spustoszenie. Jak ją pokonać? Endorfinami, których muzyka filmowa jest niewyczerpanym źródłem.

SAMBA:

Uwaga, będzie spoiler. Terry Gilliam nakręcił kiedyś „Brazil” (1985), póki co, swoje opus magnum. Jeden z najsmutniejszych i najbardziej przejmujących finałów, jakie widziałem w kinie, zilustrowany został radosną melodią, najpierw nuconą przez głównego bohatera, potem już podczas napisów końcowych skandowaną przez karnawałowy tłum. Temat ten, to „Aquarela do Brasil”, rocznik 1939. W filmie Gilliama pełni rolę muzycznego odpowiednika pragnień protagonisty, motywu przewodniego. Autorem jego błyskotliwych interpretacji jest Michael Kamen, w Polsce czasem na wyrost nazywany Michałem Kamieniem. Dziadek tego amerykańskiego kompozytora był polskim Żydem, pochodził ze Lwowa i nosił nazwisko Kamiński. Wnuk Kamińskiego zasłynął aranżacjami orkiestrowymi dla Pink Floydów, a w latach 90. dla zespołu Metallica – to on prowadził orkiestrę podczas słynnego koncertu w San Francisco. Jego filmografia jest bogata we wspaniałe ścieżki, dość wymienić znakomite oprawy do serii „Szklanych pułapek” czy „Zabójczych broni”. Jednak to, co Kamen czyni u Gilliama z brazylijskim standardem jest po prostu niezwykłe. Wystarczy porównać wersję zaśpiewaną przez Kate Bush, wersję z napisów końcowych „Brazil” i tę wykorzystaną wiele lat później w trailerze animacji „WALL-E” – wszystkie wyszły spod ręki tego samego kompozytora, wszystkie pochodzą z jednego filmu.

RUMBA:

Czy Cameron Diaz potrafi śpiewać? Wnioskując z quasi-musicalowej sceny w „Mój chłopak się żeni” (1997) nie potrafi. Oczywiście, śpiewa tam postać, której w scenariuszu na ucho nadepnął słoń. We wcześniejszym filmie „Maska” (1994), nieznana jeszcze Diaz grała Tinę, blond seksbombę, główną atrakcję wieczorów pewnego lokalu dla VIP-ów. Tina pięknie się rusza, zamaszyście trzepocze rzęsami i jakże przyjemnie śpiewa, niestety nie głosem aktorki, ale Susan Boyd, być może znanej miłośnikom gier z serii „Dragon Age”. Natomiast w innej scenie, bardziej roztańczonej i rozśpiewanej numery wokalne i taneczne w postaci tytułowej Maski wykonuje tylko i li tylko Jim Carrey. Początkowo twórcy filmu chcieli zatrudnić dublera-wokalistę i dublera-akrobatę, jak się jednak okazało, było to zbędne. W końcu gwiazdor nie bez kozery pobiera kontenery dolarów za rolę. „Cuban Pete” w jego wykonaniu już zapisało się w historii kina, liczba odsłon numeru na Youtube.com czasami bije w milionach. Utwór powstał trzy lata przed „Aquarela do Brasil”, w 1936 roku. Spopularyzowany został dwie dekady później za sprawą pierwszego amerykańskiego sitcomu, emitowanego w latach 50. – „I Love Lucy”. Widzowie Telewizji Polskiej poznali go w latach 90. A teraz wstajemy i ruszamy bioderkami:

Oceń zawartość: 

Brak głosów