Maciej Pieprzyca: Zafascynował mnie człowiek

fot. mat. pras.

Z reżyserem filmu „Ikar. Legenda Mietka Kosza” rozmawia Anna Józefiak

Anna Józefiak: Film „Ikar. Legenda Mietka Kosza” wykracza poza ramy tradycyjnej biografii. To film o wiele głębszy niż prosta historia o muzyku i jego karierze.

Maciej Pieprzyca: Tworząc filmy, zawsze staram się powiedzieć jak najwięcej. W wypadku „Ikara” mamy do czynienia z historią osoby, która zaistniała w powszechnej świadomości dopiero w momencie powstania filmu. Mieczysław Kosz był dotąd znany tak naprawdę tylko muzykom jazzowym. To, że dajemy nowe życie tej postaci i opowiadamy jej losy, było dla mnie bardzo istotne. Jednak chciałem też opowiedzieć po prostu o człowieku, o artyście, o miłości do muzyki, o zmaganiu się z samym sobą. Myślę, że ten film ma kilka warstw, które nakładają się na siebie i uzupełniają. Kosz był postacią psychologicznie skomplikowaną, pełną sprzeczności. Właśnie to starałem się przedstawić, a dzięki roli Dawida Ogrodnika udało się ten cel osiągnąć.

Sposób ukazania artysty w „Ikarze” przywodzi mi na myśl słowa Norwida, który zwracając się do jednostki obdarzonej wybitnym talentem, lecz zmagającej się z przeciętnością otoczenia, mówi: „Zawsze zemści się na tobie – BRAK”. Co było tym BRAKIEM w życiu Kosza?

Myślę, że kluczem do poznania i zrozumienia tej postaci są dzieciństwo i trudne relacje z ojcem. Kosz musiał opuścić swój dom rodzinny w wieku pięciu lat. Od tego czasu przechodził z rąk do rąk. To go w jakiś sposób naznaczyło pod względem emocjonalnym i być może miało nawet większy wpływ na dalsze jego życie niż utrata wzroku.

Można więc odnieść wrażenie, że niepełnosprawność wcale nie była największym nieszczęściem w życiu Mietka Kosza.

Kosz powtarzał: „Dopóki gram, jestem zdrowy. Nie czuję, że jestem gorszy. Widzę”. To paradoks. Jednak życie Mietka Kosza było pełne paradoksów i właśnie to mnie w nim ujęło. Być może Kosz w ogóle nie zostałby muzykiem, gdyby nie to, że zaczął w dzieciństwie tracić wzrok. Pochodził z bardzo biednej rodziny mieszkającej w małej wsi na Zamojszczyźnie, gdzie nie było żadnych tradycji muzycznych. Paradoksalnie dzięki temu, że został dotknięty chorobą, otrzymał nowe życie. Gdy trafił do Lasek, odkrył swoją miłość do muzyki. Później natknął się na człowieka, który poznał się na jego talencie. Tak naprawdę jednak wszystko zawdzięczał swojej ciężkiej pracy. Kunszt artystyczny, który osiągnął, zdobył samodzielnie. I jak powiedział mi kiedyś Leszek Możdżer, Kosz dokonał czegoś wręcz niemożliwego, bo w bardzo krótkim czasie doszedł do perfekcji.

Tę perfekcję widzimy i słyszymy w filmie. Muzyka jazzowa staje się tu jednym z bohaterów historii. Co ciekawe, w ostatnim czasie w polskim kinie twórcy bardzo często sięgają do tego gatunku i do czasów, w których jazz przeżywał w Polsce rozkwit. Janusz Majewski nakręcił „Excentryków”, później była „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego, za chwilę na ekrany wejdzie „Pan T.” Marcina Krzyształowicza, a Leszek Dawid zapowiada na przyszły rok premierę filmu o Krzysztofie Komedzie. Skąd się bierze fascynacja muzyką jazzową i tamtymi czasami wśród twórców filmowych?

Rzeczywiście, jest tu jakaś prawidłowość, ale nie umawialiśmy się na to. (śmiech) „Ikar” czy film Leszka Dawida to biografie jazzmanów, więc muzyka jest w nich niezwykle ważna. W innych filmach jazz towarzyszy bohaterom, ale nie jest jednym z nich. Wypełnia przestrzeń i wskazuje na czasy, w których toczy się akcja. „Ikar” nie jest jednak filmem o czasach. To bardziej film o człowieku. Oczywiście ten człowiek jest zanurzony w konkretnych, niełatwych latach 60. i 70., ale myślę, że nie same czasy były problemem dla Kosza, choć dziś pewnie żyłoby się mu lepiej. Mnie bardziej zafascynował sam człowiek, a historia jest tłem i patrzę na nią przez pryzmat bohatera.

W biografiach wielu polskich artystów z lat 60. i 70. znajdziemy ślady wpływów ówczesnego systemu politycznego, który ograniczał swobodę twórczą. Czy dotarł Pan do czegoś podobnego w biografii Mietka Kosza?

Na temat samego Kosza nie zachowało się zbyt wiele materiałów, a w źródłach, do których dotarłem, nie znalazłem znaczących informacji na ten temat. Jeśli byłby taki epizod, który wpłynąłby na życie Mietka Kosza, pewnie bym go nie pominął. Jednak nie znajdując takiego elementu, a wprowadzając go do filmu, byłbym nie w porządku wobec postaci. Na pewno niełatwo było w tamtych czasach wyjechać za granicę, a Koszowi udało się to zrobić kilkakrotnie w ciągu dwóch lat, gdy wygrywał na kilku festiwalach zagranicznych. Pod koniec życia pojawiła się natomiast szansa wyjazdu do Stanów Zjednoczonych na stypendium. Nie zdążył jednak tego zrealizować. Jego geniusz – mimo trudnych czasów – został więc dostrzeżony, nie tylko w Polsce, ale również na arenie międzynarodowej. Gdyby nie tragiczna śmierć, zapewne jego talent rozbłysnąłby jeszcze jaśniej.

Tak też twierdził sam Leszek Możdżer, który przecież znał muzykę Mieczysława Kosza i zachwycał się jego grą. On też zaaranżował utwory Kosza i sam skomponował oraz wykonał muzyczną ilustrację do „Ikara”. A uważny widz dostrzeże Leszka Możdżera w jednej ze scen w kawiarni. Kto wpadł na pomysł zaangażowania kompozytora do tego żartobliwego epizodu?

To był mój pomysł, a scena znajdowała się od początku w scenariuszu. Pomyślałem, że byłoby ciekawie opowiedzieć o tym, jak Mietek Kosz instruuje pianistę i tłumaczy mu, jak powinno się improwizować. Pomyślałem o udziale Leszka w tej scenie i na szczęście udało się nam zgrać jego obecność na planie z terminem kręcenia zdjęć. Bardzo lubię ten epizod.

W filmie „Ikar” wiele jest takich wyjątkowych epizodów. Jedne są humorystyczne, inne poetyckie i metaforyczne. Do tych ostatnich należy scena lotu ku niebu, kiedy domyślamy się prawdy, lecz dzięki postaci pana Izydora wierzymy, że Mietek – jak Ikar – ulatuje do słońca.

Ta scena powstała z inspiracji samego Mietka Kosza. To była jedna z jego obsesji – latanie. On chciał latać. Jadąc pociągiem, wystawiał głowę przez okno, by poczuć pęd powietrza. Kiedy indziej stawał na parapecie, wystawiał ręce i krzyczał: „Nie spadnę! Muzyka mnie uniesie!”.

Ten motyw idealnie współgra z historią mitologicznego Ikara, ale też pojawia się w warstwie muzycznej w postaci utworu Mietka Kosza pod tym tytułem. My jednak słyszymy inną melodię niż ta, którą napisał Kosz.

Mieczysław Kosz faktycznie napisał kompozycję „Ikar”. Sam mówił, że jest to utwór o nim samym. Ten tytuł funkcjonuje w dyskografii kompozytora, ale z tego powodu, że Kosz nie zapisywał swoich kompozycji w nutach, ale nagrywał je na magnetofon, „Ikar” – podobnie jak wiele innych dzieł – nie zachował się po jego śmierci. Oddając hołd Koszowi, Leszek Możdżer stworzył ten utwór jakby na nowo.

Na końcu filmu wprowadza Pan konwencję dokumentalną, w której znajomi Mietka Kosza mówią o nim w krótkich nagraniach, jakby udzielając wywiadu. Skąd pomysł na taki zabieg?

Pomyślałem o tym podczas zbierania materiałów i dokumentacji do filmu. Na początku planowałem nawet wprowadzenie większej liczby elementów dokumentalnych, wplatając je w fabułę. Zauważyłem, że osoby, które znały Kosza, towarzyszyły mu tylko przez jakiś czas. Później odchodziły. Nie ma nikogo, kto byłby przy nim przez całe życie. Przygotowując scenariusz i rozmawiając z tymi ludźmi, otrzymywałem informacje tylko z jakiegoś wycinka życia Kosza. Postanowiłem przekazać je w formie dokumentalnej, by wyraźnie odwołać się do rzeczywistości, do faktów. Słowo „legenda” w tytule nie jest przypadkowe, bo rzeczywiście Kosz był jakby postacią mityczną – nie wiadomo do końca, co jest prawdą, a co zmyśleniem. O jego życiu nasłuchałem się mnóstwa anegdot. Pomyślałem więc, że zastosuję na koniec jakiś element, który uwiarygodniłby jego historię.

Czy duch Mietka Kosza unosi się dziś nad nami?

Ja wierzę, że unosił się nad nami, kiedy robiliśmy ten film. Cieszę się, że daliśmy Mietkowi Koszowi nowe życie i jeżeli gdzieś tu lata ponad naszymi głowami, to chyba jest zadowolony z tego, że dzięki temu filmowi może powrócić do powszechnej świadomości.

 

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Średnio: 5.5 (2 głosów)