Mikołaj Kostka: Trzeba nauczyć się słuchać

Raczkowski/Kostka Duo, fot. arch. artysty

Rozmawiam z Mikołajem Kostką, skrzypkiem, jazzmenem, improwizatorem. Jest on obecnie studentem Akademii Muzycznej w Katowicach, założycielem Raczkowski/Kostka Duo oraz kwartetu jazzowego Follow Dices, laureata tegorocznego Hanza Jazz Festiwal oraz wyróżnionego na konkursie Blue Note Poznań Competition. Z oboma zespołami koncertuje w całej Polsce.

Maria Nowrot: Raczkowski/Kostka Duo oraz kwartet Follow Dices. Co różni od siebie muzykę tych zespołów?
 
Mikołaj Kostka: Może zacznę od mojej ostatniej obsesji szukania punktów wspólnych. Bo, o dziwo, oba składy, mimo wielu znaczących różnic, wiele łączy. Na najbardziej prozaicznym, personalnym poziomie - kwartet wchłania niejako duet - Franciszek Raczkowski, z którym tworzymy Raczkowski/Kostka Duo, wchodzi również w skład zespołu Follow Dices. Punktem wspólnym jest również postać John'a Cage'a, jednego z najwybitniejszych i najważniejszych kompozytorów XX w., którego duchową emanacją są na poziomie symbolicznym kompozycje oznaczone czasem trwania utworu (w nawiązaniu do słynnego performance'u 4:33), a estetycznie - w częściowym przynajmniej zakorzenieniu w koncepcji "niezdeterminowanej kompozycji" Cage'a. 
 
Może tyle jeśli chodzi o podobieństwa, bo pomimo wspólnego rdzenia, zarówno filozoficznego jak i personalnego, każdy z zespołów podąża nieco inną drogą - Duo w stronę klasycznej kameralistyki, natomiast Dices krystalizuje się powoli jako iście awangardowy kwartet ze skandynawskim korzeniem. Różnice widać też na przykładzie kompozycji Ludowiak oraz 7, których interpretacje nieprzypadkowo znalazły się na debiutanckich wydawnictwach obu zespołów. Wariacyjna formuła szkicu-tematu Ludowiaka w obrębie Duo ewoluuje w kwartecie w nieparzystą, niesymetryczną strukturę tematu, która w finale eksploduje ludową ekspresją. Z kolei dość zachowawcza i powściągliwa 7 duetu zmienia się w kwartecie w sonorystyczny balans na krawędzi. 
Różny jest również poziom podejmowania ryzyka w grze, która wynika z indywidualnych preferencji każdego z członków zespołu. Franciszek ceni sobie bezpieczeństwo i stabilność w grze, co eksponuje i prowokuje nas obu w duecie do pewnej powściągliwości, kwartet, założony przeze mnie i Janka cechuje bliska nam spontaniczność i nieokiełznanie, których efektem jest skłonność w tym zespole do eksperymentów, co aprobują również zarówno Franciszek jak i Adam.
 
 
Czego poszukuje Pan w muzyce? 
 
Posłużę się tu notką, która próbuje uchwycić ideę przyświecającą zespołowi Follow Dices, pod którą podpisuję się całym sercem : "Muzyka jest dla nas opowieścią o świecie, zapisem naszych odczuć, wrażeń i emocji.", bliska jest mi romantyczna koncepcja muzyki, która za punkt wyjścia stawia doświadczający podmiot - człowieka, próbującego za pośrednictwem dźwięków wyrazić buzującą w nim magmę afektów. A gdy próbuje opisać świat wokół czyni to w  jedyny, niepowtarzalny sposób snując bardzo osobistą, intymną opowieść.
To na poziomie filozofii, estetycznie najbliższe są mi momenty transgresji - punkty przejścia / mariaże muzyki klasycznej, ludowej i jazzu. Wydaje mi, że są one najciekawsze poznawczo, bo dźwięk zrodzony na styku, bądź co bądź odmiennych tradycji, może zawierać w sobie to, co w każdej z tych tradycji najbardziej ożywcze, dając w efekcie nową jakość. 
 
Co zafascynowało Pana w jazzie? 
 
W centrum mojej fascynacji lokują się nieskrępowane możliwości kreacji dźwiękowej. To one skierowały mój wzrok  na improwizację jako sposób muzycznej wypowiedzi. 
 
Czy chciał Pan kiedyś zostać muzykiem grającym muzykę klasyczną. Jeśli tak - kiedy i dlaczego zmienił Pan zdanie?
 
Myśl o improwizacji pojawiła się dość szybko, także nie miałem zbytnio czasu, żeby myśleć na poważnie o klasycznym graniu. Ukończenie w szkole średniej eksperymentalnego wydziału jazzowego było dla mnie przepustką na katowicką Akademię Muzyczną, Akademia natomiast otworzyła horyzont grania muzyki wyłącznie improwizowanej. 
 
 
Co jest dla Pana największym wyzwaniem w improwizacji? 
 
Zdecydowanie instrument, którym się posługuję. Skrzypce są niebywale wymagające, zarówno w kontekście subtelności brzmieniowych, jak i niezwykle rozbudowanego aparatu technicznego. Kontrola nad tymi dwoma aspektami podczas aktu improwizacji, wymagającego niezwykłej wyobraźni, wydaje mi się najbardziej karkołomna. 
 
Gdzie szuka Pan inspiracji do swoich kompozycji? 
 
Odpowiem banalnie, ale już się tłumaczę: wszędzie.
Każda perspektywa, chwila, miejsce, sytuacja mogą stanowić bodziec stwórczy. Trzeba tylko nauczyć się uważnie słuchać i obserwować, pielęgnować w sobie wrażliwość na najmniejszy szczegół, detal, atom egzystencji. Najbardziej jednak inspiruje mnie spotkanie z drugim człowiekiem. Jako ekstrawertyk stwarzam się w międzyludzkiej interakcji, więc człowiek jest dla mnie poniekąd gwarantem mojego istnienia. Myślę, że najmocniej inspirujące są też momenty wyjścia z własnej strefy komfortu - otwarcie się na to, co inne, niezbadane, nowe.
 
Jakie są Pana plany na przyszłość? 
 
W tym roku czeka mnie przede wszystkim finalizacja studiów licencjackich na Akademii Muzycznej w Katowicach, zwieńczona koncertem dyplomowym w czerwcu następnego roku. Jestem właśnie w trakcie rozważań nad kierunkiem wyboru tematu pracy, również wchodzącą w skład dyplomu licencjackiego, a którą chciałbym uczynić drogowskazem co do moich dalszych artystycznych wyborów. Waham się między dalszą eksploracją ludowych światów, a głębszym wniknięciem w idiom sonorystyczny, który coraz mocniej pojawia się na horyzoncie moich fascynacji. Marzy mi się, i tu uchylę rąbka tajemnicy, żeby materiał napisany na koncert dyplomowy mógł ujrzeć światło dzienne jako kolejne, autorskie wydawnictwo. 

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów