My music story

14 Grudzień 2018
Zaczęło się jakieś 30 lat temu, gdy w szkolnych zespołach grałem na gitarze. Kilka akademii, nieliczne bardziej swobodne występy. Koniec liceum, koniec zespołu i długa przerwa.
13 Wrzesień 2018
Dla mnie, jednym z archetypicznych i najważniejszych dzieł muzycznych jest "Bolero" Maurica Ravela. W jakimś sensie jest dziełem które wywołuje "odczucia kosmiczne" - z jednej strony jest w nim monumentalność, a z drugiej odczucie jakiejś kwintesencjonalności rzeczy małych, prostoty. Jest w nim spokój i szaleństwo, ale też trans, uważność, wyrazisty początek, wyrazisty koniec, ujmujący, powolny i konsekwentny wzrost dynamiki.
26 Sierpień 2018
Odkąd pamiętam muzyka towarzyszyła mi w życiu zawsze i wszędzie. Gdy byłam małym dzieckiem, wspólnie z ojcem godzinami słuchaliśmy Beethovena, Bacha, Mozarta. Muzyka pozwalała choć na chwilę oderwać się od tego co tu i teraz, i poczuć się inaczej, lepiej niż zwykle. W chwilach totalnego smutku – poprawiała, a w euforii – podtrzymywała nastrój.
6 Sierpień 2018
Dla mnie, odkąd pamiętam, muzyka była kluczem do świata wyobraźni. Pierwsze tego typu wspomnienie, jakie jestem w stanie przywołać, to moment, kiedy jako kilkuletnie dziecko stałem w swoim pokoju, zza okna sączyły się południowe promienie słoneczne, które uwydatniały dryfujące leniwie w powietrzu drobiny kurzu, a w tle słychać było muzykę, która utkwiła w mojej głowie na resztę życia. To błogie uczucie spokoju, ciepła i bezpieczeństwa wraca do mnie za każdym razem, kiedy słyszę ten utwór. Wtedy, jako dziecko, nie byłem w stanie zidentyfikować tego numeru, ale dziś już wiem, że był to „Radio GaGa” zespołu Queen.
25 Lipiec 2018
Colosseum – „Valentyne Suite”.  Nie jest to utwór który zmienił moje życie, a raczej taki, który mi przez nie towarzyszy i w którym znajduję zawsze coś nowego. Zgodnie z zamysłem autorów miała to być opowieść o miłości – od jej początku, przez szczyt namiętności, zbliżenia i oddalenia aż do rozstania, w którym dochodzimy do niekoniecznie prawdziwego wniosku, że „trawa jest bardziej zielona po drugiej stronie trawnika”. Mnie akurat zdarzyło się, że pierwszy raz ten utwór usłyszałem, będąc bardzo młodym, przeżywając swoje pierwsze zauroczenie.
9 Lipiec 2018
Ostatnio kolejny raz usłyszałam pewną piosenkę w radio i tym razem postanowiłam przeczytać sobie dokładnie jej tekst.
Nuciłam ją wiele razy ale nigdy nie wsłuchiwałam się w słowa.
Towarzyszyła mi ona przez długi czas podczas związku.
Kiedy już była trudna sytuacja między nami, pojawiała się dokładnie wtedy, gdy tylko udawało mi się o nim na chwilę nie myśleć.
W końcu wyjechałam na jakiś czas. Kiedy wróciłam, włączyłam radio i co? Oczywiście ta sama „wierna przyjaciółka”. Tym razem jednak nie tylko nuciłam dźwięczną melodię, ale wsłuchałam się w słowa i…zakręciły mi się łzy w oczach.
1 Lipiec 2018
Był taki szczęśliwy czas w moim życiu, gdy słońce świeciło jaśniej niż kiedykolwiek, a ja znajdywałam w sobie dobro, którym chciałam obdzielić dosłownie cały świat. Oczywiście skrzydła nie urosły od razu, raczej stopniowo. A to za sprawą pięknej relacji, która narodziła się spontanicznie i nieoczekiwanie pomiędzy mną a znajomym X, który od dłuższego czasu niczym dobry duch towarzyszył moim artystycznym projektom, sam zresztą również tworzył.
25 Czerwiec 2018
Mój dziadek odszedł niespodziewanie. W przeszłości przeszedł wiele poważniejszych operacji, ta ostatnia miała być zabiegiem czysto kosmetycznym, a ja następnego dnia miałam do niego zadzwonić, by wreszcie na spokojnie porozmawiać…Nie zdążyłam.
Moi rodzice, jakby tknięci przeczuciem, odwiedzili go późnym wieczorem w szpitalu. Jednak serce dziadka nie wytrzymało. Zmarł kilka godzin po ich wizycie, kilkanaście po operacji. Nad ranem dostaliśmy telefon. Obudził mnie płacz i krzyk w sąsiednim pokoju – wiedziałam już, że stało się coś złego. To był cios. Mimowolnie wyrzucałam sobie, że nie zdążyłam się z dziadkiem pożegnać, że przekładałam moje telefony w czasie…
16 Czerwiec 2018
„Knockin’ on Heaven’s Door” w wykonaniu Guns N’ Roses. Początek liceum.
9 Czerwiec 2018
Czy jakaś muzyka zmieniła moje życie? Eee, bez przesady…no może trochę, ale o tym później.
Towarzyszy mi praktycznie przez całe życie. Zanim poszłam do szkoły muzycznej, w domu rozbrzmiewał i Koncert b-moll Czajkowskiego i Abba. „Marek i Wacek” i 40Symfonia Mozarta. Pamiętam, że okropnie nie lubiłam molowych melodii. Albo płakałam – albo wściekałam się i chciałam, żeby to wyłączyli. Na zdjęciach z tamtego czasu mam zwykle bardzo smutną minę. Widocznie moje protesty na wiele się nie zdały. Potem zaczęłam grać sama – i pewnie inni mieli smutną minę zmuszeni słuchać moich pierwszych kroków na niełatwym instrumencie, jakim jest wiolonczela. Może i do dziś czasem mają… a od tych początków to już 30 lat minęło!

Strony