Urodzinowy Festiwal Pendereckiego

Festiwal Krzysztofa Pendereckiego, zorganizowany z okazji jego 80. urodzin, już za nami. Słuchacze klasyki są dość wybredni, ale chyba nikt nie mógł czuć się rozczarowany, widząc, jakich artystów gościliśmy przez cały poprzedni tydzień.

Dobór repertuaru również okazał się bardzo trafny. Spośród utworów szacownego Jubilata, jakie mieliśmy możliwość usłyszeć, wybrano te, których od dość dawna nie słyszano na żywo, pominięto natomiast te wykonane ostatnio z innych okazji. Nie usłyszeliśmy więc ani „Pasji wg Świętego Łukasza”, ani V Symfonii, ani Koncertu fortepianowego. Brakowało trochę niegranej chyba od bardzo długiego czasu „Jutrzni”, ale poza tym można było usłyszeć praktycznie wszystko – od sonat skrzypcowych i miniatur na klarnet, poprzez kwartety, sekstet, aż do koncertów, symfonii i oratoriów.

Jeśli chodzi o wykonawców – trudno nawet byłoby marzyć o lepszych. Praktycznie każdy utwór był wykonywany przez kogoś innego, więc była okazja, żeby podpatrzeć przy pracy zarówno weteranów, jak i wykonawców, którzy dopiero zaczynają karierę. Poziom wykonawczy – najwyższy możliwy (z bardzo, ale to bardzo niewielkimi wyjątkami). Trudno byłoby wyliczyć i opisać wszystkie najlepsze momenty festiwalu, ale niektórzy wykonawcy zasługują na szczególne upamiętnienie.

 

17 XI – Inauguracja Festiwalu na Zamku Królewskim

Fascynowało brzmienie kwartetu smyczkowego, powiększonego o kontrabas (Kwartet Dafô i Jurek Dybał). Dźwięk był przejmujący, potężny, prawie symfoniczny, pełen rozmachu i mocy. Utwór Pendereckiego – postromantyczny, intensywny i angażujący. Podobnie przykuwał uwagę Sekstet na klarnet, róg, trio smyczkowe i fortepian. Rozbudowana partia waltorni w wykonaniu André Cazaleta pozostawiała niezapomniane wrażenie, podobnie jak miękka i jedwabista barwa klarnetu Michela Lethiec. Świetne wrażenie pozostawili po sobie też Julian Rachlin (skrzypce) i Yuri Bashmet (altówka). Uwertura do festiwalu była więc pierwszorzędna!

[gallery]408[/gallery]
18 XI – koncert symfoniczny w Filharmonii Narodowej

Andres Mustonen w dwóch Sinfoniettach pokazał się jako bardzo ekspresyjny i żywiołowy dyrygent, a muzycy Sinfonii Varsovii reagowali na niego z dużym entuzjazmem. II Koncert skrzypcowy „Metamorfozy” zagrał Rachlin, a partnerował mu Lawrence Foster. Pierwszorzędne wykonanie, z opanowanym, acz ekspresyjnym Rachlinem, z łatwością rysującym szerokie kantyleny. Na deser zaś Lorin Maazel i IV Symfonia „Adagio”. Maazela przedstawiać nie trzeba – a komu jego nazwisko gdzieś umknęło, mógł się o jego klasie przekonać. Dźwięk był ostry jak brzytwa, artykulacja wyraźna, tempo rozwoju akcji – wartkie, a akcja dynamiczna. Niezwykła kreacja, pokazująca zarówno orkiestrę, jak i dyrygenta od jak najlepszej strony.

[gallery]409[/gallery]

 

19 XI – koncert symfoniczny w Filharmonii Narodowej

Koncert podwójny na skrzypce i altówkę wykonali Fumiaki Miura (skrzypce) i Julian Rachlin (altówka). Pomimo, że wykonanie było pierwszorzędne, a połączenie obu instrumentów intrygujące, nie jest to chyba najlepszy koncert Pendereckiego, stąd też miało się wrażenie pewnej monotonii. O wiele lepiej zabrzmiała II Symfonia „Wigilijna”, pod batutą Marka Janowskiego! Interpretacja monumentalna i poruszająca do głębi, chociaż koncepcja dźwięku niemieckiego dyrygenta była kompletnie inna od tej Maazela. Symfonia zabrzmiała bardziej miękko, chociaż zachowała swój mroczny i niepokojący koloryt.

[gallery]410[/gallery]

 

20 XI – koncert symfoniczny w Filharmonii Narodowej

Rafael Payare poprowadził Sinfonię Iuventus w bardzo efektownym wykonaniu „De Natura Sonoris III”. Charyzmy odmówić mu nie sposób, więc osobiście mam nadzieję, że usłyszę go jeszcze na żywo w dłuższym utworze. Łukasz Długosz dobrze poradził sobie z Koncertem na flet, mogę jednak wyobrazić sobie lepszego dyrygenta niż sztywny i spięty Jesús López-Cobos. Muzyka musi oddychać! Łukasz Borowicz zadyrygował VIII Symfonią „Pieśniami przemijania”, zastępując Jiříego Bělohlávka. Zamiana bardzo udana, o czym świadczyły solidne brawa, jakie otrzymał dyrygent i soliści – Iwona Hossa (która zastąpiła Michaelę Kaune, która miała pecha rozchorować się już po przyjeździe do Warszawy), Agnieszka Rehlis i Mariusz Godlewski. Dziwi tylko pustka na sali. Szkoda, bo to jeden z najlepszych utworów Pendereckiego, a i samo wykonanie nie pozostawiało nic do życzenia.

[gallery]411[/gallery]

 

21 XI – koncert symfoniczny w Filharmonii Narodowej

Wieczorny koncert rozpoczął się od prezentacji wczesnych utworów Pendereckiego – Orkiestra AUKSO wykonała “Canticum Canticorum Salomonis”, „Strofy” i „Psalmy Dawida”. Najwięcej świeżości zachował ostatni utwór, zdobył też największą przychylność publiczności. Chór Camerata Silesia brzmiał niezwykle soczyście, a prowadzenie zespołu przez Marka Mosia nie budziło najmniejszych zastrzeżeń. Koncert zakończyło wykonanie VII Symfonii – „Siedmiu bram Jerozolimy”. Orkiestrą i Chórem Filharmonii Narodowej dyrygował Jacek Kaspszyk. Muszę powiedzieć, że ze wszystkich występów nowego szefa warszawskich filharmoników ten podobał mi się najbardziej. Zdyscyplinowane brzmienie orkiestry, umiejętne stopniowanie napięcia i dbałość o jakość brzmienia – dawno już nie słyszałem, żeby ta orkiestra grała tak dobrze. Z solistów największą uwagę przykuwała Agnieszka Rehlis (mezzosopran) i Alberto Mizrahi (narrator), chociaż ten ostatni miał pecha być dość kiepsko nagłośniony.

[gallery]412[/gallery]

 

22 XI – koncert symfoniczny w Filharmonii Narodowej

Nierówny koncert. Na początek Leonard Slatkin poprowadził NOSPR w „De Natura Sonoris II” i Koncercie na waltornię „Winterreise” z udziałem Radovana Vlatkovića. Maestro Slatkin to dyrygent o ugruntowanej renomie, nic więc dziwnego, że wykonania były przekonujące – świetnie zagrane i wykonane z zaangażowaniem i wnikliwością. Koncert na waltornię w interpretacji Vlatkovića nie przekonywał, jednak winy solisty, świetnego, chyba w tym nie było. Jest to jeden z tych utworów Pendereckiego, który z pewnością spodoba się początkującemu słuchaczowi, ale brak mu wyraźnego oblicza. Dokładnie na odwrót jest w przypadku I Koncertu skrzypcowego. To posępny utwór, o ogromnym ładunku ekspresji, przejmujący do głębi. W tym wypadku jednak ekspresja była bardziej potencjalna niż wyczuwalna – Konstanty Andrzej Kulka zagrał utwór niedbale, nieczysto, i z karykaturalnym vibrato, godnym najbardziej sentymentalnych wykonań koncertu Mendelssohna. Również Gabriel Chmura przy pulpicie dyrygenckim nie stworzył przekonującej kreacji – miałem wrażenie, że interesuje go tylko odmierzanie czasu. „Kadysz” to jedna z ostatnich kompozycji Pendereckiego, co więcej – jedna z najlepszych. Cóż z tego, skoro również i tutaj Chmura nie robił nic innego poza odmierzaniem czasu, a charczenie i ryczenie Daniela Olbrychskiego budziło raczej wesołość i politowanie niż grozę. Utwór uratowali Olga Pasiecznik i Daniel Mizrahi, którzy stworzyli bardzo głębokie, poruszające kreacje.

[gallery]413[/gallery]

 

23 XI – gala urodzinowa w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej

Wielki finał Festiwalu rozpoczął się obiecująco. Krzysztof Urbański, jeden z najlepszych dyrygentów młodego pokolenia, zaprezentował „Tren – ofiarom Hiroszimy”, jedną z najbardziej kultowych kompozycji Pendereckiego, od którego rozpoczęła się też jego wielka kariera. Zrobił to z klasą, charyzmą i wrażliwością, która kazała żałować, że akustyka Teatru Wielkiego - Opery Narodowej nie mogła bardziej przysłużyć się temu wykonaniu. Później było już tylko lepiej. Anne-Sophie Mutter i Roman Patkoló wykonali „Duo Concertante” na skrzypce i kontrabas, utwór napisany na zamówienie fundacji skrzypaczki. Czy ktokolwiek mógłby zagrać ten utwór lepiej? Szczerze wątpię. Wątpię też, czy słyszałem kiedyś lepszą skrzypaczkę niż Mutter. Przy jej dźwięku niedostatki akustyki wydają się tracić jakiekolwiek znaczenie. Słuchacz czuje się całkowicie bezbronny wobec jej charyzmy, entuzjazmu i doskonałości samego wykonania. Na uwagę zasługuje również komunikacja między wykonawcami – rozumieli się dosłownie „w pół nuty”. Podobnie ciekawy pod względem obsady jak „Duo Concertante” jest „Concerto grosso” na 3 wiolonczele i orkiestrę, które wykonali Arto Noras, Ivan Monighetti i Daniel Müller-Schott. Dyrygował Charles Dutoit, który po raz pierwszy zaprezentował dzieło w Tokio w 2001 roku. Ciekawy, barwny i przystępny utwór, zabawnie dialogujący z barokową formą concerto grosso. Wieczór zakończyło wykonanie monumentalnego „Credo” pod dyrekcją Valerego Gergieva. Świetne wykonanie, które na długo pozostanie w pamięci wszystkich obecnych.

[gallery]414[/gallery]

 

Czy jakikolwiek kompozytor świętował swoje urodziny tak hucznie, dając przy tym okazję do dogłębnego poznania swojej muzyki w tak świetnych wykonaniach? Nie sądzę. Festiwal Krzysztofa Pendereckiego był chyba najlepszym polskim festiwalem mijającego roku, jeśli nie całej dekady.

Oskar Łapeta

 

 

 

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Brak głosów