Wichrowe Wzgórza na nowo

fot. Krzysztof Bieliński

Wichrowe wzgórza” to spektakl, który ma w sobie niezwykły, hipnotyczny wręcz magnetyzm. Mimo że na scenie nie widzimy malowniczych pejzaży Yorkshire – wrzosowisk, lasów, tytułowych wzgórz, a jedynie lewą połowę sceny w białych kafelkach przechodzących w prawą połowę sceny zasłaną ziemią, to przez blisko trzy godziny wierzymy, że w takim właśnie miejscu się znajdujemy.

„Wichrowe Wzgórza” rozpoczynają się niewinną zabawą trójki przyjaciół - rodzeństwa Katy i Hindleya z ich przybranym bratem – Heathcliffem. Już ta pierwsza scena opowiada nam sporo o bohaterach. O ich wspólnym dorastaniu, rywalizacji, namiętnościach. Aktorzy (świetni w tych rolach: Wojciech Żołądkowicz, Anna Smołowik i Wojciech Solarz ) prowadzą z widzem wciągającą grę - „kim by był, gdyby był” i potajemnie wybierają spośród publiczności osobę, którą następnie opisują pozostałym poprzez najróżniejsze zagadki (np. „gdyby był gwiazdozbiorem byłby Wielką Niedźwiedzicą” lub „gdyby był kolorem, byłby czarny” itd.). Momentami zabawa oscyluje na granicy dobrego smaku, niemniej zawsze przebiega z humorem i fantazją. Spektakl rozpoczyna się więc na pozór niewinnie, ale stopniowo zaczyna się odsłaniać ukryta mapa relacji (trzeba przyznać, że szczególnie poruszających w I części sztuki). Nastrój beztroski ustępuje miejsca uczuciom trudnym, granicznym – zazdrość, pazerność i okrucieństwo Hindleya zamiast braterstwa, silne przyciąganie pomiędzy Katy i Heathcliffem. Historia zaczyna się komplikować, gdy na scenę wkracza rodzeństwo Lintonów – eleganckie, pruderyjne, niewinne na tle zdziczałego Heathcliffa, nieokrzesanej Katy czy wiecznie pijanego Hindleya. Jednakże nawet mariaż Edgara Lintona z Katy czy „wiernopoddańcza” miłość Izabeli do Heathcliffa nie jest w stanie wygasić momentami destrukcyjnego ognia, który potęguje napięcie pomiędzy Katy i Heathcliffem – to tu znajduje się epicentrum dramatu.


fot. Krzysztof Bieliński

Historia mieszkańców Wichrowych Wzgórz i Drozdowego Gniazda jest znana na całym świecie – wydana w 1847 roku książka Emily Jane Brontë oraz jej adaptacje (bodaj najsłynniejsza z 1992 roku z Juliette Binoche i Ralphem Fiennesem) zyskały wielu fanów. Teatralna wersja opowieści w reżyserii Jakuba Kowalskiego stanowi jednak świeże i nowe spojrzenie na angielską powieść. Bohaterowie operują współczesnym językiem, ale w sposób całkiem naturalny i niewymuszony, tym samym nadając wzajemnym relacjom aktualny kontekst. Ostatecznie Katy stoi przed wyborem, który mógłby być bliski wielu z nas – czy wybrać dostatnie, bezpieczne życie u boku Edgara, czy też szalony romans z Heathcliffem i która miłość jest tą prawdziwszą (a może na swój sposób każda)? Być może, jak w życiu, nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Choć popis gry aktorskiej i zgrabne rozwiązania sceniczne podpowiadają sporo.

(MB)

 

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów