Angielskie festiwale operowe

DR JACEK KORNAK: Podczas gdy na kontynencie najważniejsze wydarzenia operowe w lecie odbywają się w Monachium lub Salzburgu, w Anglii o tej porze roku życie operowe przenosi się na wieś. I nie jest to żadna metafora czy inne poetyckie określenie. Dosłownie, najważniejsze produkcje operowy w Wielkiej Brytanii od czerwca aż dosierpnia można zobaczyć między innymi wśród pól w Glyndebourne w hrabstwie Sussex, w Longborough wśród wzgórz Gloucestershire oraz w The Grange w Hampshire.

W Glyndebourne w tym roku wznowiono już niemal legendarną produkcję “Giulio Cesare” Georga Friderica Handla. “Juliusz Cezar” w reżyserii Davida McVicara miał swoją premierę w 2005 roku. Od tamtej pory dzięki niesłabnącemu zainteresowaniu widzów produkcja ta wracała na deski Glyndebourna, trafiła ona także do kin oraz na DVD. W tym roku znów pod batutą Williama Christiego możemy zobaczyć “Cesare” na wzgórzu Glyne. Christie poprowadził Orchestra of the Age of Enlightenment z elegancją i stylowo. Christie ma świetne wyczucie barokowych rytmów. Pod jego batutą “Giulio Cesare” miał bogate, momentami porywające brzmienie. W tytułowej roli wystąpiła Sarah Connolly. Jest to bardzo doświadczona śpiewaczka, jednak momentami miałem wrażenie, że jej głos nie miał już w sobie młodzieńczej elastyczności. Connolly brzmiała momentami ciężkawo, a jej głos był często słaby. Niezwykle poruszającą Cornelię wykreowała Patricia Bardon. Anna Stephany mimo lekkiego i nieco słabego głosu wykreowała pełnokrwistą postać Sesta. Joelle Harvey była prawdziwie uwodzicielką Kleopatrą. Jej głos brzmiał pewnie, żadne tryle nie były dla niej wyzwaniem, a barwa jej głosu była imponująca. Christophe Dumaux posiada piękny głos i świetną technikę, co w parze z doborowym aktorstwem stworzyło niezapomnianą rolę Tolomeo. Zapewne najbardziej charakterystyczną rolę wykreował Kangmin Justin Kim. Był on bardzo sceniczny, bezpretensjonalnie zabawny, ale co najważniejsze każda jego fraza nie była jedynie wyśpiewana, ale była interpretowana. Produkcja McVicara osadzona była w czasach Imperium Brytyjskiego. Pojawiają się tutaj motywy hinduskich tańców, niemal wprost z Bollywood.

The Grange Festival in Hampshire powstał wprawdzie dopiero rok temu, ale dzięki ciekawym produkcjom oraz pieknej lokalizacji już ściąga melomenów z całej Wielkiej Brytanii, a nawet Europy. W tym roku wśród kilku produkcji moją uwagę przykuła “Agrippina” Handla. To rzadko wykonywana wczesna opera Haendla napisana specjalnie na potrzeby weneckiego karnawału. Niespełna dwudziestopięcioletni niemiecki kompozytor stworzył dzieło, które w swoim czasie podbiło Wenecję. Produkcja The Grange Festival podbiła Hampshire, ale też udowodniła, że opera ta może wciąż zaimponować współczesnym melomanom. Walter Sutcliffe przeniósł tę operę do świata współczesnego showbiznesu. Tutaj walka toczy się o uznanie, wpływy i pieniądze. Komiczna opera Haendla staje się satyrą na współczesne czasy, które są zdominowane przez świat pop kultury. “Agrippina” Sutcliffa, choć z jednej strony dość prosta, jest wyrazista i przemawia do widza. Od strony muzycznej przedstawienie to przygotował Robert Howarth. Poprowadził od Academy of Ancient Music z dużą energią, ale też z wyczuciem barokowych detali. W tytułowej roli wystąpiła Anna Bonitatibus. Jest ona jedną z czołowych śpiewaczek barokowych naszych czasów i rola Agrippiny była tego dobrym przykładam. Jej wykonanie było niemal jak fajerwerki, mieniło się kolorami i imponowało rozmachem. Świetnie zaprezentował się również Raffaele Pe, który wykonał partię Nerone. Jego głos był pewny, a aktorstwo frywolne. Ashley Riches był bardzo kompetentnym Claudiem. Stefanie True jako Poppea była w stanie zaimponować lekkością głosu i sceniczną prezencją. W pozostałych rolach wystąpili Christopher Ainslie, Alex Otterburn oraz James Hall.


fot. Matthew Williams Ellis

Longborough to niewielki festiwal ukryty wśród wzgórz Gloucestershire, nie daleko Walii. Małżeństwo Martin and Lizzie Graham w 1991 z miłości do opery postanowiło założyć własny festiwal. Zbudowali oni niewielki teatr na nieco ponad pięćset miejsc i co roku organizują festiwal operowy. Od pewnego czasu, gdy dyrektorem muzycznym tego festiwalu został Anthony Negus, Longborough stało się dla wielu brytyjskim Bayreuth. Reputacja Negusa jako specjalisty od Wagnera rozeszła się po Wielkiej Brytanii oraz Europie przyciągając do Longborough miłośników niemieckiej opery. W tym roku w tej uroczej operze, nazywanej przez stałych bywalców z przekorą, ale i sympatią “kurnikiem” mogliśmy zobaczyć “Der fliegende Holländer”. W pewnym sensie w tej produkcji nic nie było idealne. Brzmienie orkiestry pozostawiało sporo do życzenia, soliści jakby nieco przemęczeni swoimi rolami, produkcja niskobudżetowa, ale wszystko to był zrobione z pasją i energią. Pasja ta sprawiła, że przedstawienie “Latającego Holendra” oglądało się z zapartym tchem. Mimo ograniczeń Thomas Guthrie stworzył wciągającą produkcję. Kirstin Sharpin stworzyła poruszającą rolę Senty. Simon Thorpe był kompetentnym Holendrem, a Richard Wiegold dość dobrze spisał się w roli Dolanda. Na uwagę zasługuje młody śpiewak William Wallace, który jedną arią przekonał do siebie publiczność. W tym roku w Longborough można jeszcze zobaczyć “Traviatę”, “Ariadnę z Naxos” oraz “Koronację Poppei”.

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Średnio: 10 (2 głosów)