Ciało w kryzysie – karnawał rozpadu [relacja ze spektaklu butoh "Chora tancerka"]

fot. Masabumi Kimura

Katastrofa staje się tym bardziej dojmująca, im bardziej zdajemy sobie sprawę z faktu, że słońce obojętnie wschodzi i zachodzi ponad naszym cierpieniem, a Ziemia się obraca wokół słońca i wiruje, mając za nic nieszczęście, ból i samotność jej mieszkańców.

Wydarzenie w Hiroshimie, choć przeorganizowało nasze myślenie o człowieczeństwie, stało się raną i traumą dla wielu pokoleń, z perspektywy kosmosu wydaje się zaledwie incydentem. Doświadczane ból, lęk, śmierć bliskich, choroba widziane z oddali okazują się złudzeniem, zamieniają w sen. Może to wszystko to tylko przywidzenie? Szaleństwo? Może w istocie nic się nie stało? Ale być może szaleństwo jest dotknięciem pierwotnego chaosu, z którego może wyłonić się nowe. Tak odczytuję początek spektaklu „Chora tancerka” zaprezentowanego przez dwoje artystów do ich własnej choreografii: Tomomi Tanabe i Takao Kawaguchiego 16 grudnia w krakowskiej galerii Manggha. Notacje, zwane butoh-fu, stały się podstawą do pracy dwojga artystów, których spektakl zadziwia świeżością i nowatorską, minimalistyczną formą.

Najpierw uczestników zaskoczyła ciemność. Zupełna czerń, jakby wszystko zniknęło. A potem huk, przeraźliwy, bolesny dźwięk obudził nas z letargu, w który zapadliśmy w ciepłej i cichej ciemności. Eksplozja obudziła też kosmos. Po środku sceny zaczęły wirować kontynenty. Spokojny, obojętny głos zapowiadał pogodę dla miast i wysp. Nic się nie stało. Raz poruszony świat trwał w swoim wirze. Spektakl dwojga artystów przenosi lokalną tragedię Hiroshimy na poziom kosmosu – ukazuje jako metaforę chaosu, z którego może wyłonić się nowy świat.

Centrum sceny wyznacza mata tatami. Biorąc pod uwagę kulturowy kontekst, trzeba ją rozumieć jako przestrzeń domową, oswojoną, intymną. Po katastrofie świat, ten ludzki, bliski, musi się zacząć od nowa. Spektakl Kawaguchiego i Tanabe to więc poruszający raport z chwili startu i zarazem rodzaj karnawałowego rytuału, w którym panują zasady à rebours, ze śmierci wyłania się życie, a komizm, śmiech, uwalniają nową witalną energię.

Pośród wirujących kontynentów pojawiają się dwaj tragarze. Na noszach dźwigają ciało. Pokonują kosmiczną przestrzeń, by opróżnić nosze na jednej z wysp. Dokonuje się los, to, co indywidualne, staje się częścią szerszego porządku.

Ciało wydaje się martwe. Jednak po chwili budzą się w nim pierwsze drgnienia, ruch – życie zaczyna się w łonie martwoty. Ciało pokryte jest bandażami, chore, zainfekowane, skażone śmiercią. Wyjątkowy kostium tancerki przywodzi też na myśl obrazy Zdzisława Beksińskiego, surrealne ciała w kryzysie, spętane sznurem, z odłażącą rozkładającą się powierzchnią. Widzimy jednak, że pod odpadającą warstwą kryją się suszone zioła, trawy. Natura trwa w oczekiwaniu na przebudzenie, chora tancerka – chora bogini – wyprowadza nas ze świata martwoty. Warstwa dźwiękowa potwierdza intuicję, że maszyneria ciała ruszyła. Nie ma muzyki, nie ma harmonii – postukiwania i tarcia, trzeszczenia i naciągnięcia – synteza zmysłowych doznań pozwala głębiej zanurzyć się w doświadczeniu ciała.


fot. Masabumi Kimura

Z chaosu wyłaniają się także słowa. Użyte w spektaklu teksty zostały stworzone przez Tatsumiego Hijikatę. To zarazem butoh-fu i strumień świadomości, monolog szaleńca i poezja. W kontekście całości spektaklu doświadczamy, jak blisko jest od jednego do drugiego.

Spektakl „Chora tancerka”, choć z pewnością wynikał z doświadczeń Hijikaty i powstawał w konkretnym kontekście kulturowym oraz społecznym, stanowi uniwersalną metaforę karnawałowego przełomu. Tym karnawałem może być choroba, katastrofa, destrukcja dotychczas znanego świata, moment, w którym doświadczamy totalnej ciemności, ale z niej dopiero wybucha witalna energia pozwalająca światu zacząć się od nowa. Sztuka, w tym sensie, okazuje się rytuałem przeprowadzającym nas przez nasze codzienne śmierci, traumy, kataklizmy, nadającym im kosmiczny sens.

Butoh bywa trudne w odbiorze – powiedziała mi po wyjściu z Mangghi moja 17-letnia towarzyszka. – Potrzeba czasu, żeby zrozumieć, co się wydarzyło, dostrzec pewne elementy. Dla mnie to zawsze forma medytacji – dodała. – Najlepiej byłoby być w środku i tańczyć.

Joanna Sarnecka

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Komentarze

Butoh - to diagnoza. Oddający

Butoh - to diagnoza. Oddający swe ciało pod władanie dziwnej sztuki i widz, który łatwo odbiera intencję i zamysł performera - wszyscy są nośnikami diagnozy.

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Średnio: 10 (1 vote)