Don Giovanni bez ikry [relacja z Wiener Staatsoper]

fot. Michael Pohn

Powiedzieć – uwielbiam Mozarta, byłoby mało precyzyjne. Życie i twórczość wielkiego austriackiego kompozytora wypełniają moje życie od prawie dwudziestu lat. Dlatego gdy trafiła mi się okazja pojechać do Wiener Staatsoper na „Don Giovanniego”, nie mogłam z niej nie skorzystać. Może to przypadek, może nie, ale Mozarta pokochałam w dniu rocznicy prapremiery mojej ukochanej opery – a jest nią właśnie „Don Giovanni”.

Mozart napisał „Don Giovanniego” do libretta Lorenzo da Ponte dla Teatru Narodowego w Pradze w 1787 r. Nie był to łatwy czas dla Mozarta – zmarł jego ojciec, Leopold, a sam Wolfgang zaczął borykać się z problemami finansowymi. Opera odniosła wielki sukces. Praską premierę obejrzał podobno słynny Casanova, który zapałał wielką sympatią do kompozytora. Planował nawet nanieść do opery własne poprawki. Don Giovanni to dzieło dojrzałe, pełne napięć, dramatyzmu i mroku – a jednocześnie bardzo nowatorskie i pomysłowe.

W „Don Giovannim” w reżyserii Jean-Louis’a Martinoty’ego ten mrok dało się odczuć. Oświetlenie sceny było skąpe a akcja kilkakrotnie przenosiła się do piwnicy. I to tyle z oddania ducha historii słynnego uwodziciela. Ciężko ocenić mi, w jakiej epoce reżyser umieścił akcję opery. Minimalistyczna scenografia składała się z nierównych obramowań i płaszczyzn, tło stanowiły pochyło ustawione fototapety. Nie mam wrażliwego błędnika, lecz ta gra z okiem widza doprowadzała mnie do zawrotów głowy. Kostiumy stanowiły dziwny misz-masz ubrań z połowy XX wieku, który w finale pierwszego aktu zmienił się się we współczesną wariację na temat strojów z XVIII wieku. W inscenizacji nie zabrakło tyleż wyświechtanych co niesmacznych erotycznych gestów. Postanowiłam więc zamknąć oczy i nie przeszkadzać sobie w odbiorze muzyki, której wykonanie przez większość czasu pozostawało bez zarzutu. Orkiestra Wiener Staatsoper prowadzona przez Adama Fischera miała głębokie, okrągłe brzmienie, które doskonale eksponowała akustyka sali. Muzycy grali z idealną precyzją, wydobywając ze smakiem wszelkie szczegóły mozartowskiej instrumentacji, zmiany artykulacyjne i dynamiczne. Śpiewacy (w roli Don Giovanniego – Ludovic Tézier) mieli piękne głosy, miękko prowadzili melodię, lecz niekiedy tempo wymykało im się spod kontroli. Andrea Carroll, wykonująca partię Zerliny pomyliła się w popularnej arii „Batti, batti o bel Masetto”, a Josh Lovell, debiutujący w roli Don Ottavio w Wiener Staatsoper, pod koniec pierwszego aktu nie wszedł o czasie. Zdarzało się, że wokaliści dodawali własne ozdobniki, ale przyjęłam to z pokorą, bo wiem, że istnieją zwolennicy takiej praktyki. Pianistka (Luisella Germano) towarzysząca śpiewakom na pianoforte przy recytatywach, przeciągle snuła akordy po swojemu tak, że wybrzmiewały nieustannie podczas śpiewu, a pomiędzy scenami dodawała własne improwizacje nawiązujące do muzyki z opery. Recytatywy grane w ten sposób całkowicie zatraciły swój oryginalny charakter.

Z opery wyszłam nastrojona melancholijnie, nie do końca wiedząc, co czuję. Wiener Staatsoper, okazały budynek o przepięknych wnętrzach jawił mi się jako jeden z ostatnich bastionów kultury – tymczasem publiczność zaczęła wychodzić z widowni gdy tylko zabrzmiał ostatni akord i zgasły światła. Podczas ukłonów sala opustoszała do połowy, a 20% publiczności ubrana była w dżinsy i adidasy. Piękna muzyka, doskonała orkiestra, dobry dyrygent oraz soliści o wspaniałych głosach i technice – a z drugiej strony nierówności, pomyłki i w mojej ocenie pozbawiona polotu realizacja reżyserska. Sama już nie wiedziałam – czy opera nie porywała mnie tak, jak zawsze, ze względu na ciężką w odbiorze inscenizację, czy ze względu na wykonanie, które z jednej strony było stylowe i porządne, ale muzykom jakby brakło ikry i przekonania, czy też to ja jestem taką mozartowską purystką, że zadowalają mnie tylko przedstawienia tradycyjne i wierne partyturze?

Ewa A. Szpotakowska

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów