Dzieło ekologiczne, zapomniana historia i intymna więź z Bogiem

JACEK KORNAK: Twórca i właściciel ECM osobiście wybiera muzyków i jest zarazem producentem większości albumów. To najczęściej muzyka, której nie usłyszymy na krążkach gigantów fonograficznych. W tych albumach po prostu słychać, że nie wyszły z wielkich korporacji muzycznych, ale mają w sobie pewien indywidualny, niepowtarzalny element. Warto zwrócić uwagę na kilka ich najnowszych propozycji.

Meredith Monk to śpiewaczka, kompozytorka, performerka, która przez lata poszukiwań wypracowała swój niepowtarzalny styl. Jej najnowszy album „On Behalf of Nature” prezentuje muzykę, którą niezwykle ciężko opisać. Sama Monk kreśliła swój album jako „medytację o naszym intymnym związku z naturą”. Jej muzyka opiera się na dość nietypowych rytmach, fragmentach wokalnych, jest zbudowana wokół pulsujących, powracających fraz. Nie ma tutaj słów, typowych melodii. Jest za to coś jakby pierwotnego. W tej muzyce słychać inspiracje muzyką plemienną, jednak nie opiera się ona na żadnych konkretnych cytatach. To wyobraźnia Monk tworzy nieistniejące plemienne tańce, pieśni, która opierają się jedynie na abstrakcyjnych dźwiękach. „Chciałam stworzyć dzieło ekologiczne” mówi Monk o swoim najnowszym albumie. Z pewnością jest to dzieło jedyne w swoim rodzaju, które nie tylko jest świadectwem wrażliwości i kreatywności, ale przed wszystkim porywa słuchacza niezwykłymi rytmami i tanecznością.

Eleni Karaindrou też nie jest znana szerokiej publiczności, ale ta grecka kompozytorka ma rzeszę wiernych fanów. Jej najnowszy album to kantata zatytułowana „David”. Jest ona oparta na XVIII-wiecznym anonimowym poemacie znalezionym na wyspie Chios. Muzyka Karaindrou przywołuje śródziemnomorski klimat. Jest to wysokiej klasy muzyka współczesna, która jednak zawiera tradycyjne greckie elementy. Słychać tutaj również inspiracje muzyką barokową, pojawiają się odniesienia do kantat Jana Sebastiana Bacha. „David” to delikatne, nastrojowe dzieło pełne barw i ekspresji. Karaindrou napisała tę kantatę na mezzosopran, baryton, chór i kameralną orkiestrę. Urzekająca jest orkiestracja „Davida”. Instrumenty, szczególnie dęte, nie są tutaj tłem dla wokalistów, ale stanowią równorzędne głosy, które w delikatnej wymianie opowiadają zapomnianą historię z małej wyspy Chios.

Gavin Bryars to brytyjski kompozytor z pogranicza klasyki i jazzu. Jego kompozycje są często kojarzone z amerykańskim minimalizmem. Album „The Fifth Century” to wyśmienita prezentacja jego twórczości. Tytułowy utwór jest oparty na XVII-wiecznym tekście teologicznym opowiadającym o stworzeniu i niezwykłej, intymnej więzi z Bogiem. Bryars napisał ten utwór na chór i cztery saksofony. Muzyka ta urzeka swoją prostotą oraz mistycznym, nieco impresjonistycznym nastrojem. Przyznam, że miałem mieszane uczucia słuchając tego utworu, był on na pograniczu uniesienia i nudy. Na nagraniu znajdziemy również dwa sonety do słów Petrarki na żeński chór a capella. Te dwa krótkie utwory mają większą moc uwodzicielską niż całe „The Fifth Century”. Bryars może urzekać lub nudzić, ale z pewnością warto zwrócić uwagę na jego twórczość.

Oceń zawartość: 

Brak głosów