Jednym słowem: KAPITALNE! [Koncert Muzyki Filmowej Wojciecha Kilara - relacja]

fot. arch. org.

TOMASZ GOŚKA: Mija pięć lat od śmierci jednego z najwybitniejszych, polskich kompozytorów muzyki filmowej – Wojciecha Kilara. Czyż to nie piękna i dogodna okazja do wspomnienia jego twórczości na specjalnie przygotowanym koncercie monograficznym?

Koncert Muzyki Filmowej Wojciecha Kilara nie zorganizowano bynajmniej w ramach odgórnie planowanych obchodów. To kolejna inicjatywa z którą wyszło Trinity Group – firma odpowiedzialna za zwieńczone sukcesem eventy takie, jak „Hans Zimmer Tribute Show”, czy też analogiczne koncerty poświęcone twórczości Johna Williamsa. Na polu muzyki klasycznej również zaznaczyła swoją obecność, ale to właśnie muzyka filmowa zdaje się być trzonem działalności koncertowej Trinity Group. Trzeba przyznać, że lata doświadczeń, czasami prób i błędów, zrobiły swoje. Wieczór poświęcony muzyce Wojciecha Kilara pozostanie w mojej pamięci na bardzo długo.

Jakakolwiek próba zaprezentowania twórczości Kilara wydaje się o tyle szalona, że w swoim dorobku ten twórca miał przeszło 130 partytur filmowych. Sto trzydzieści pozycji, z których wybór dwugodzinnego programu nie jest łatwym zadaniem. Jednak kierując się kluczem popularności lub nośności poszczególnych ścieżek dźwiękowych, można wyodrębnić pozycje obowiązkowe i tak zwane „smaczki” ubogacające treść słuchowiska. Na koncercie, który odbył się 9 grudnia w warszawskim Torwarze nie zabrakło jednych ani drugich.

Zacznijmy od miejsca, gdzie zdecydowano się zorganizować koncert. Trudno wyobrazić sobie lepszą przestrzeń do uchwycenia potęgi brzmienia i siły oddziaływania tematów pisanych przez Kilara. Brzmi kuriozalnie? Może i tak, ale niezwykle trudno mi zestawiać klasyczną przestrzeń koncertową z twórczością osoby, której twórczość się z klasycznej muzyki wyłamywała. Czerpał inspirację z kultury ludowej oraz sakralnej, lecz zawsze przede wszystkim starał się komunikować z odbiorcą. Przekładał to również na swoje podejście do ilustrowanych filmów, co mogliśmy odczuć już na wstępie koncertu.


fot. arch. org.

Na początku zabrzmiał temat z serialu Przygody Pana Michała. Charakterystyczna melodia, wykonywana przez Polską Orkiestrę Radiową, wsparta została mocnym basem Jasina Rammal-Rykała. Chwila odprężenia przy lirycznych melodiach z Kroniki Wypadków Miłosnych pozwoliła mi wyostrzyć apetyt na najbardziej oczekiwane przeze mnie wykonania – fragmenty ścieżek dźwiękowych do filmów Dracula i Dziewiąte wrota. Torwar drżał w posadach, kiedy z pełnym impetem wybrzmiewały marszowe tematy z demonicznymi partiami chóralnymi dwóch połączonych chórów uniwersyteckich. Do pełni szczęścia zabrakło mi tylko odpowiednio skorygowanego miksu, który pozwoliłby wyjść chórzystom na pierwszy plan spod mocno eksponowanej sekcji perkusji. Ale to tylko techniczny detal, na który być może mało kto zwrócił uwagę. Straciło to swoje znaczenie w obliczu obłędnej prezentacji „wokalizy” z Dziewiątych wrót. W roli solistki świetnie sprawdziła się (po raz kolejny) Anna Lasota. Po jej występie trudno wracało się „na ziemię”, tym bardziej, że kolejne punkty programu niespecjalnie temu sprzyjały.

Religijną cząstkę programu wypełniły fragmenty z trzech, może troszkę mniej znanych, ale barwnych tematycznie partytur. Historia dwóch polskich świętych: ojca Kolbe i siostry Faustyny były lekkim ostudzeniem emocji przed prezentacją jednego z moich ulubionych tematów – skocznej melodii z Króla Ostatnich Dni. Całość skwitowałbym jednym słowem: KAPITALNE! Choć i tutaj nie obyło się bez drobnego zawodu. Po raz kolejny dźwiękowcy faworyzowali orkiestrowe instrumentarium kosztem chóru. Szkoda, bo była to praktycznie ostatnia okazja do zaprezentowania pełnego aparatu wykonawczego w tak mocnym fragmencie. Kolejne punkty programu oddawały już przestrzeń bardziej tradycyjnym, orkiestrowym środkom wyrazu. Pianista, Smuga Cienia, Portret Damy… Tych pozycji nie mogło zabraknąć w programie koncertu. I z pewnego rodzaju „obowiązkową przyjemnością” przedzierałem się przez te urokliwe, ale niezbyt zróżnicowane dramaturgicznie tematy. I tu taka drobna ciekawostka. Mimo że zawsze uważałem Pianistę za jedno z najbardziej przereklamowanych dzieł Kilara, to wykonane na żywo rzuciło nowy blask na tę kompozycję. To samo można powiedzieć o fragmentach ścieżki dźwiękowej do filmu Śmierć i Dziewczyna.


fot. arch. org.

Kiedy w licznie zgromadzone audytorium zaczęła się wkradać senna atmosfera, przeszliśmy do najbardziej zaskakującego punktu programu. Premierowe wykonanie komediowego, slapstickowego motywu z Samych swoich dało przestrzeń do rozluźnienia atmosfery. Apogeum tego "luzu" osiągnięto podczas prezentacji tematu z Rejsu. Orkiestra pod batutą Macieja Sztora świetnie bawiła się tym utworem, co można było odczuć nie tylko w wykonaniu, ale i… zachowaniu muzyków. Przechadzanie się po scenie, ucinanie drzemki, oglądanie się na innych… To wszystko skutecznie rozładowało emocje panujące wśród odbiorców, czego wyrazem były nie tylko gromkie brawa, ale i spontaniczne wybuchy śmiechu. Potrzebny był ten przerywnik, ponieważ końcówka koncertu stała pod znakiem poważniejszych treści.

Tematyczną osią, wokół której obracał się wielki finał koncertu, była współpraca z wybitnymi polskimi reżyserami. Krzysztof Zanussi, Jerzy Hoffman, Andrzej Wajda – to oni stymulowali i inspirowali Wojciecha Kilara do tworzenia najbardziej rozpoznawalnych tematów w historii polskiego kina. I takowe mogliśmy odnaleźć między innymi w ścieżkach dźwiękowych do filmów Cwał, Ziemia Obiecana, czy też Trędowata. Na koniec zabrzmiały absolutne evergreeny. Mazur z Zemsty oraz polonez z Pana Tadeusza - to dwa monumenty bez których nie byłoby mowy o wielkim finale Koncertu Muzyki Filmowej Wojciecha Kilara. Studniówkowy szlagier wybrzmiał tutaj z należną mocą i siłą wyrazu, a zgromadzone w hali audytorium dosyć długo nagradzała to wykonanie brawami. Może niewystarczająco długo, ponieważ ostatecznie nie doczekaliśmy się żadnych bisów. Ot małe rozczarowanie, które nie przyćmiło pozytywnego odbioru tego koncertu.

Nie wiem na ile jest to zasługą samych wykonawców, a na ile „nośności” muzyki tworzonej przez Wojciecha Kilara. Jedno jest pewne. Ta muzyka aż prosi, aby częściej prezentować ją na żywo. Mam nadzieję, że Koncert Muzyki Filmowej Wojciecha Kilara nie będzie jednorazową odskocznią w dalekosiężnych planach Trinity Grup. Może należałoby z tym repertuarem wyjechać gdzieś dalej. Nie tylko do innych miast w Polsce, ale i na terenie Europy? Nie wyobrażam sobie lepszego sposobu na promowanie polskiej kultury, polskiej muzyki filmowej i twórczości jednego z najwybitniejszych, polskich kompozytorów, Wojciecha Kilara.

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów