Kto uratował siedmiu wspaniałych?

ŁUKASZ JAKUBOWSKI: Pisał do filmów Johna Wayne’a, Martina Scorsese i znanego z parodii tria ZAZ (Zucker-Abrahams-Zucker). Jest autorem słynnego tematu National Geographic. Nie łączyły go więzy krwi z dyrygentem i kompozytorem Leonardem Bernsteinem, ale przyjaźń tak. Elmer Bernstein.

Jego twórczość to kopalnia wyśmienitej muzyki i kropka. Niedawno przypomniałem sobie kultową, odważną animację „Heavy Metal” (1981). Ilość i jakość melodyjnych tematów Bernsteina może przyprawić o zawrót głowy. Co więcej, elegancka symfonika harmonijnie współistnieje na ekranie z piosenkami grup takich, jak Black Sabbath, Nazarteh czy Devo. Pozycja obowiązkowa! Najsłynniejszym motywem stworzonym przez tego amerykańskiego kompozytora jest pewnością wspaniały temat z „Siedmiu wspaniałych” – energiczny, porywający widza/słuchacza ku wielkiej, kowbojskiej przygodzie. Co ciekawe, po pierwszych pokazach filmu, jeszcze nieumuzycznionego, zarzucano reżyserowi, że nakręcił wolny, nudny western. Bernstein dostał wówczas zadanie napisania czegoś, co ożywi ociężały obraz. Reszta jest historią. Z kolei przed skomponowaniem oprawy do „Zabić drozda”, kompozytor obejrzał film niezliczoną ilość razy, próbując wgryźć się w opowieść i znaleźć w niej inspirację. Początkowo, z uwagi na miejsce ekranowej akcji, planował napisać muzykę czerpiącą z tradycji południa Stanów Zjednoczonych. Jednak po serii seansów stwierdził, że tematem filmu jest przede wszystkim spojrzenie dziecka na świat dorosłych. Powstał piękny, urzekający temat, który z pewnością pamiętają uczestnicy zeszłorocznego Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie:

https://www.youtube.com/watch?v=_t98LWNwUhI

Na przełomie lat 70. i 80. Bernstein kojarzony był głównie ze zwariowanymi komediami: „Blues Brothers” (1980), „Czy leci z nami pilot?” (1980), „Pogromcy duchów” (1984), „Szpiedzy tacy jak my” (1985). Chociaż filmy te to perełki w swoim gatunku, chciałoby się dodać, niedoścignione, to kompozytorowi zaczęło brakować pracy przy rasowych dramatach. Został zaszufladkowany. Szczęśliwie się złożyło, że swego czasu złożył pewnemu młodemu człowiekowi obietnicę, iż jeśli ten kiedykolwiek wyprodukuje film, Bernstein napisze do niego muzykę… za darmo. Obietnica została spełniona przy produkcji „Mojej lewej stopy” (1989). Sukces filmu szybko przełożył się na kolejne zlecenia – kompozytor nawiązał współpracę m.in. z Martinem Scorsese. Najpierw zaadaptował partyturę Bernarda Herrmanna do remake’u „Przylądka strachu” (1991), potem komponował do „Wieku niewinności” (1993), „Ciemnej strona miasta” (1999) i „Gangów Nowego Jorku” (2002). Nad ostatnim tytułem Bernstein zaczął pracować rok przed sesją nagraniową. Soundtrack zyskał aprobatę reżysera, jednak ostatecznie został przez niego odrzucony. Scorsese oczekiwał muzyki XIX-wiecznej nowojorskiej ulicy, natomiast Bernstein zaadaptował uliczny, irlandzki folk na orkiestrę, uczynił go bardziej epickim, „filmowym”. Ponadto producenci wyczuli komercyjny potencjał filmu, dlatego postanowili pomóc w jego promocji nazwiskami Petera Gabriela, Bono i świeżo opromienionego sławą po oscarowym sukcesie „Władcy pierścieni”, Howarda Shore’a, który ostatecznie zastąpił Bernsteina.

„Heavy Metal” Bernsteina brzmi mniej więcej tak:

https://www.youtube.com/watch?v=mqqa_oiHw5g

Elmer Bernstein tworzył nieprzerwanie przez 50 lat, celnie odnajdując się w niemal każdym filmowym gatunku – wystarczy zerknąć na jego filmografię. Szanowany przez filmowe środowisko i lojalny wobec niego. W latach 1974-1978 sfinansował nagranie z Royal Philharmonic Orchestra i wydanie serii płyt „Elmer Bernstein’s Film Music Collection” – kolekcji muzyki filmowej Maxa Steinera, Franza Waxmana czy Bernarda Herrmanna. Nie dla zysku, którego w zasadzie nie było, ale dla popularyzacji muzyki filmowej. Wcześniej odmówił zeznań przed komisją śledczą McCarthy’ego, czego omal nie przypłacił karierą. Nominowany do Oscara 14 razy, ostatni raz – w 2002 roku za muzykę do „Daleko od nieba”, pierwszy raz – na początku swojej kariery za „The Man with the Golden Arm” (1956) – kompozycję tak sugestywną, że młodego, nieznanego jeszcze Bernsteina wzięto za… jazzmana.

https://www.youtube.com/watch?v=xq2_x44D_Ls

Oceń zawartość: 

Brak głosów