Muzyczne wspomnienie z Nowego Yorku

Gdy nieco ponad rok temu byłem badaniach naukowych w Nowym Yorku nie sądziłem, że uda mi się odwiedzić najsłynniejszą scenę operową świata, jaką jest Metropolitan Opera. Trochę w biegu, między biblioteką a archiwum, gdzie prowadziłem moje badania, wpadłem do centrum Lincolna, gdzie znajduje się z jednej strony siedziba Nowojorskich Filharmoników, a z drugiej Metropolitan Opera, którą już z daleka można rozpoznać po ogromnych płótnach Marca Chagalla. Widać je z daleka przez oszkloną fasadę budynku. Zapytałem o bilet i o dziwo były jeszcze bilety na tamten wieczór. Zatem siódmego grudnia, w środę 2011 roku (tę datę jako meloman zapamiętam zapewne do końca życia) mogłem cieszyć się muzyką wykonywaną na scenie Metropolitan Opera.

Wystawiano Rodelindę, operę Haendla. Być może właśnie dlatego byłem w stanie dostać bilet jeszcze w dniu spektaklu. Nowojorczycy i chyba generalnie Amerykanie są przyzwyczajeni do XIX-wiecznego repertuaru, więc z pewną podejrzliwością patrzą zarówno na wcześniejsze jak i na bardziej współczesne opery.

Ostatecznie jednak nie widziałem wokół siebie wolnych miejsc, natomiast barokowa opera przyciągnęła do Metropolitan sporo młodych osób. Oprócz dziadków w smokingach było też sporo studentów, którzy przyszli się cieszyć muzyką baroku.

Teraz już nieco po ponad roku to wydarzenie jest znów żywe w mojej pamięci dzięki nagraniu DVD tamtego przedstawienia. Ostatnio wydała je Decca.

Jako Rodelinda, królowa Lombardii wystąpiła Renée Fleming, jej męża, Bertarido śpiewał Andreas Scholl, natomiast w pozostałych rolach wystąpili Joseph Kaiser jako Grimoaldo, Stephanie Blythe jako Eduige, Iestyn Davies jako Unulfo oraz Shenyang jako Garibaldo. Całością dyrygował Harry Bicket, brytyjski spec od muzyki dawnej.

Kilka ujęć z tego przedstawienia w galerii:
(Decca/ © Ken Howard/Metropolitan Opera)

[gallery]396[/gallery]

Przedstawienie wyreżyserował Stephen Wadsworth i zrobił to z hollywoodzkim rozmachem. W jego przedstawieniu nie ma wydumanej głębi, tu jest po prostu piękno.

Produkcja pochodzi z 2004 roku i została zrealizowana specjalnie dla Renée Fleming, która jest obecnie czołową gwiazdą Metropolitan Opera.

Dlaczego tak jest, można posłuchać (i popatrzeć):

http://www.youtube.com/watch?v=Z04x0TMwUL4

 

Akcja rozgrywa się we wczesnym średniowieczu w północnych Włoszech. Aby lepiej oddać barokowy nastrój opery, Wadsworth zdecydował się przenieść akcję w czasy bliższe Haendlowi. Imponujące są barokowe kostiumy i cała scenografia, która rewelacyjnie oddaje włoski krajobraz. Od strony reżyserskiej jednak najbardziej imponuje wprost niezwykłe wyczucie ruchu scenicznego. Wadsworth nigdy nie pozwala nam się nudzić, na scenie wciąż się coś dzieje. Reżyser zadbał o aktorstwo śpiewaków, które jest rzeczywiście przekonujące. W jego rękach ta dość schematyczna historia nabiera emocji i staje się pasjonującą opowieścią o tęsknocie, władzy i miłości.

Za to Harry Bicket udowodnił, że nie potrzebuje orkiestry, która by grała na instrumentach historycznych, co w ostatnich latach stało się prawie normą przy wykonaniach dzieł muzyki dawnej. Pod jego batutą orkiestra Metropolitan Opera gra zaskakująco lekko, a ich gra mieni się bogactwem kolorów i barokowych rytmów.

Rodelinda posiada wiele ekspresyjnych oraz niezwykle skomplikowanych fragmentów. Metropolitan zadbała, aby ta opera miała najwybitniejszych wykonawców, którzy nie tylko będą w stanie bezbłędnie wyśpiewać technicznie nadzwyczaj trudne arie, ale też nadadzą im emocjonalną głębię. I tutaj świetnie sprawdzili się wszyscy wykonawcy, ale największy mój podziw wzbudził Andreas Scholl, który posiada piękny liryczny kontratenor. Szczególnie budzi podziw u tego śpiewaka jego pełna kontrola nad barwą dźwięku, która jest stała nawet podczas najbardziej wyrafinowanych tryli. Imponuje również szlachetny sposób frazowania, po którym można od razu rozpoznać śpiew Scholla.

Próbkę możliwości Scholla pokazuje ten filmik:

http://www.youtube.com/watch?v=fwSIYr3UcIQ

Drugi kontratenor Iestyn Davies, młodszy kolega Scholla, dobrze sobie radził w tym przedstawieniu i drobne braki w kontroli nad głosem nadrabiał czarującą ekspresywnością swojego śpiewu.

Absolutną gwiazdą tej produkcji jest oczywiście Renée Fleming. Jej głos posiada piękną barwę, jest lekki i elastyczny, tak, że z łatwością wyśpiewywała koloratury napisane przez Haendla. Do tego ta niepowtarzalna emocjonalna głębia, która Renée nadaje każdej frazie...

Dzięki nagraniu wytwórni Decca możemy się przenieść do Metropolitan Opera w Nowym Jorku i podziwiać to imponujące przedstawienie. Nagranie było zarejestrowane na żywo, co jest pewnym jego minusem, ponieważ czasem niestety pojawiają się tam szmery. Ale przy tak imponującej produkcji można to wybaczyć realizatorom.

Jacek Kornak - U.K.

Więcej artukułów z kategorii: 

Oceń zawartość: 

Brak głosów