Takiego zakończenia Carmen jeszcze nie było!

fot. Sylwia Księżopolska

Co za poświęcenie! Dla śpiewaczki! – komentował Ryszard Kubiak. Co takiego wydarzyło się drugiego dnia na 18. Festiwalu Ogrody Muzyczne? Oj, dużo i oryginalne zakończenie najsłynniejszej opery świata to tylko wisienka na torcie.

Już na wstępie Ryszard Kubiak zadeklarował, że chce i podejmuje starania, aby już w niedalekiej przyszłości Ogrody Muzyczne były jedynym festiwalem pod patronatem Unii Europejskiej. Krokiem w tym kierunku jest wybór trzech krajów na gości honorowych. Wybór nie jest przypadkowy, bo to trzy państwa, które po sobie przejmują prezydencję w Radzie UE. W tym roku są to Estonia, Bułgaria i Austria. I akcentów związanych z tą ostatnią, aktualnie nam przewodniczącą, będzie na festiwalu sporo.

Jutro mamy koncert uroczysty, ale nie taki do końca poważny, będzie czterech puzonistów, Trombone Attraction – zapowiadał Kubiak. – A po koncercie będzie niespodzianka.

Kolejne Austriackie Wieczory to m.in. recital znanego i lubianego w Polsce pianisty, laureata Konkursu Chopinowskiego w 2010 r. Ingolfa Wundera, film o słynnym malarzu Gustavie Klimcie z Johnem Malkovichem, który wcieli się w tytułową rolę artysty, i „Kraina uśmiechu” z Piotrem Beczałą, z opery w Zurichu oraz „Zemsta nietoperza” z wieczoru sylwestrowego w Operze Wiedeńskiej.

Niedzielna pozycja też była austriacka, bo z festiwalu z Bregenz, gdzie od wielu lat odbywa się szczególny festiwal. Szczególny, bo duża scena osadzona jest na wodzie. Opowiadała o tym Alina Ert-Eberdt, która była na festiwalu dwukrotnie. Według jej relacji Bregenz położone jest podnóża Alp, na styku granic trzech państw: Austrii, Niemiec i Szwajcarii. Scena położona jest na Jeziorze Bodeńskim. To nie jedyna atrakcja. Nad brzegiem stoi piękny budynek, w którym odbywają się premiery rarytasów operowych. To tam wystawiono „Pasażerkę” i „Portret”, dwie opery Mieczysława Wajnberga. Scena co prawda nie pływa, jak podają w różnych źródłach, wręcz przeciwnie, jest solidna i stabilna. Można ją zwiedzać: kulisy, garderoby, windy… Kiedyś był tu kanał orkiestrowy, ale woda i związana z tym wilgoć sprawiała, że instrumenty szybko się rozstrajały. Muzyka płynie teraz z sali koncertowej, ale wykonywane jest na żywo a nagłośnienie jest perfekcyjne.

Znakiem charakterystycznym festiwalu w Bregencji są scenografie. Wielkie w niezwykłej skali. Mogą się podobać mniej lub bardziej, ale zawsze robią wrażenie. Scenografia dla „Carmen” to rozsypująca się talia kart. Bo karty ciągle przepowiadają głównej bohaterce śmierć. Tu wielkie karty wysypują się z bezradnych pięknych kobiecych dłoni z papierosem – pewnie Carmen – cyganka – wróży sama sobie…

Poprzednie scenografie także bywały mocne. Gdy wystawiano „West Side Story”, krótko po atakach na WTC 11 września, dekoracja była do bólu dosłowna, przypominając dwie walące się wieże. Zaś do „Balu maskowego” stworzono wielką otwartą księgę, między której kartami rozgrywała się akcja. Księgę czytała śmierć.

Alina Ert-Eberdt, fot. Sylwia Księżopolska

Reżyserzy oczywiście zawsze wykorzystują otoczenie sceny jako integralną część przedstawienia i zawsze ktoś podpływa w łodzi, zanurza się w wodzie albo w tej wodzie… Ale o tym za chwilę. W każdym razie śpiewacy lub tancerze wielokrotnie występowali w Bregenz w piankach termoizolacyjnych, niczym nurkowie.

A niedzielna „Carmen” to nigdy niepokazywana w Polsce świeża produkcja, z 2017 r. I nowe tłumaczenie, nad którym czuwał sam Ryszard Kubiak, świetnie znający język francuski. I Gaelle Arquez, która oszołomiła nas figurą, pięknością, temperamentem, także aktorskim i jednym z najpiękniejszych mezzosopranów, jakich ostatnimi czasy słuchaliśmy. Podobno znana jest głównie z mozartowskich ról. W operze Bizeta pokazała, że jej głos ma moc a ona sama potrafi oddać emocje nawet w momentach, gdy nie śpiewa. Całkowitym przeciwieństwem Carmen była Micaela, którą równie brawurowo zagrała rosyjska śpiewaczka Elena Tsallagova, delikatna, niewinna, idealna panna nikt. Do tego wokalnie – podobnie niezrównana jak jej czarnowłosa rywalka. Idealnie dobrane do swoich ról, idealnie się w nie wcieliły. Mniej zachwycili wokalnie Daniel Johansson jako Don Jose i Scott Hendricks jako Escamillo, ale za to aktorsko szczególnie Daniel był wyśmienity i nawet było nam go trochę żal, choć dopuścił się paskudnej zbrodni… topiąc uroczą Carmen w wodach Jeziora Bodeńskiego. No właśnie – topiąc! Można się było spodziewać, mówicie? No, może. Biorąc pod uwagę scenerię i fakt, że reżyserował operę Kasper Holten – pewnie tak…

Kinga Wojciechowska

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów