Te niechciane partytury…

ŁUKASZ JAKUBOWSKI: Właśnie odbył się pokaz testowy filmu skrojonego na przebój. Widzowie wypełniają kwestionariusz i oddają go producentom. Suma ocen jest niepokojąca. Zapada decyzja o dokrętkach, przemontowaniu i zmianie finału na bardziej optymistyczny.

„Fatalne zauroczenie” (1987) pierwotnie kończyło się samobójstwem stręczycielki (Glenn Close) i aresztowaniem Dana (Michael Douglas) za jej domniemane morderstwo. Muzykę Maurice’a Jarre’a pozostawiono. Wyjątkowo, bo zwykle w takich sytuacjach brutalnie przycina się istniejącą już partyturę albo dzwoni po innego kompozytora z propozycją napisania nowej partytury dla nowej wersji filmu. W 1985 roku wkrótce po pokazie testowym „Legendy” Ridleya Scotta praca Jerry’ego Goldsmitha, solidna, pełna ciekawych odniesień do francuskiego impresjonizmu i celtyckiego folku, została odrzucona. Najpierw studio zażądało skrócenia filmu ze 150 do 94 minut i gruntownego przemontowania (np. finałowy pocałunek Jacka i Lili został przeniesiony… na początek filmu). Polecenie wykonano, wraz z zaadaptowaniem muzyki do nowej wersji bez udziału kompozytora, po czym zorganizowano pokazy testowe. Wyniki znowu były kiepskie i co istotne, film wypadł nieciekawie w oczach młodszej widowni. I w uszach. Zdecydowano zatem zmienić soundtrack na bardziej przebojowy. Producenci zwrócili się do Tangerine Dream, niemieckiej grupy tworzącej muzykę elektroniczną. W „Legendzie” przeznaczonej na rynek europejski muzykę Goldsmitha pozostawiono – planowano zaprezentować film na festiwalu w Wenecji i nie było czasu na wprowadzenie zmian. Natomiast pokazy testowe najnowszej wersji amerykańskiej znowu wypadły negatywnie. Film skrócono więc do 89 minut, a soundtrack Tangerine Dream poddano korektom, m.in. zmieniając finałowy utwór na song (dodano słowa i wokal) i zastępując muzykę pod napisy końcowe piosenką Briana Ferry’ego „Is Your Love Strong Enough”. Pomimo serii nieudolnych wysiłków producentów, a może właśnie z tego powodu, film okazał się finansową klapą. Nasuwa się pytanie: Która wersja jest lepsza, Goldsmitha czy Tangerine Dream? Odpowiadając dyplomatycznie – kwestia gustu. Dociekliwym proponuję porównać scenę tanecznego uwodzenia głównej bohaterki przez złe moce – obie wersje podlinkowane w niniejszym tekście.

http://www.youtube.com/watch?v=bWuToQn9VH4

(scena z filmu „Legenda” z walcem Tangerine Dream, od 1:55)

„Wyspa doktora Moreau” (1996) – to słynny niewypał z Marlonem Brando. Początkowo w jego powstanie zaangażowany był Zbigniew Preisner. Kompozytor na wczesnym etapie produkcji przygotował kilka utworów do zaśpiewania przez bohaterów filmu. Później oczywiście Preisner miał stworzyć muzykę ilustracyjną. Zmiana reżysera – materiały z pierwszych dni zdjęciowych nie podobały się producentom – pociągnęła za sobą zmianę części ekipy, w tym m.in. autora partytury. Na miejsce Polaka wskoczył Gary Chang. Trzy lata później, z innego jednak powodu, odrzucono pracę Wojciecha Kilara. Po sukcesie „Draculi” (1992) wróżono kompozytorowi wspaniałą karierę za oceanem. Polakowi nie odpowiadały jednak tamtejsze metody pracy. Preferował pisanie w ciszy, w samotności. Nie wyręczał się orkiestratorami, co w Hollywood jest normą – nad muzyką pracuje tam zwykle zespół artystów pod dyrekcją np. Jamesa Hornera. Ponadto wybierał tylko projekty, które go zainteresowały, jak „Sen nocy letniej” (1999). Reżyser Michael Hoffman w czasie produkcji ekranizacji dramatu otrzymał od Kilara zamiast zwyczajowego, elektronicznego demo partytury, jej nagranie w opracowaniu na fortepian. Nie tego oczekiwano. Znaleziono zastępstwo, Simona Boswella. Kilar przyznał, że kilka razy żałował swoich decyzji, odmówił m.in. Brianowi de Palmie przy „Femme Fatale”. Z kolei kandydatura Kilara została odrzucona podczas przygotowań do „Władcy Pierścieni”. Kompozytor wyznał potem, że zapewne czuwała nad nim Opatrzność. Przekonany był, że nie sprostałby ogromnemu, jak się okazało, produkcyjnemu rozmachowi, a co za tym idzie presji czasu i wypełnianiu wieloletnich zobowiązań.

https://www.youtube.com/watch?v=OAIf0Sy-3rs

(scena z filmu „Legenda” z walcem Jerry’ego Goldsmitha, od 0:55)

Oceń zawartość: 

Brak głosów