Weekendowy hat trick [relacja z koncertów]

Próba przed koncertem w Filharmonii Narodowej. fot. Grzegorz Mart

KINGA WOJCIECHOWSKA: Rzadko zdarza mi się, w sytuacji nie-festiwalowej być trzy razy pod rząd na koncertach. A jednak nie mogłam się oprzeć wydarzeniom, które serwowały nam na koniec kwietnia orkiestry Filharmonii Narodowej i Sinfonia Iuventus.

Tego wieczoru konkurencja dla Filharmonii była silna. W Teatrze Wielkim Operze Narodowej swój recital miał jeden z najważniejszych polskich śpiewaków, będący akurat na wznoszącej i to światowej fali – bas-baryton Tomasz Konieczny. A jednak sala Filharmonii Narodowej wypełniła się słuchaczami. Przyciągnęła nas nie tylko świetna muzyka, ale i cel koncertu, bo zbieraliśmy fundusze na dalsze leczenie flecistki Joanny Tic-Ramos. Odbyła się licytacja, brawurowo poprowadzona przez aktora Pawła Burczyka, zbiórka kopertowa z losowaniem nagród, zbiórka do puszek i sprzedaż słodkości. Każda złotówka, a zebrano ponad 20 tys. złotych, została przeznaczona na charytatywny cel. Ale po kolei.

W piątek w Filharmonii Narodowej z programem w ramach projektu „Niepodległa – Powstało w wolnej Polsce” wystąpili Warszawscy Filharmonicy pod batutą zaledwie 25-letniego Pawła Kapuły, który jest asystentem-dyrygentem Jacka Kaspszyka. Wiek artysty okazuje się nie być przeszkodą w sprawnym prowadzeniu doświadczonej orkiestry. Choć sam jeszcze młody, był już asystentem Andrieja Boreyki i uczył się od najlepszych. Widać uczy się ze zrozumieniem, bo Uwertura Ignacego Jana Paderewskiego, Koncert Jerzego Gablenza i I Symfonia Dmitrija Szostakowicza zabrzmiały pięknie i soczyście, w szczególności muzyka zapomnianego polskiego kompozytora. Nie dość poznana, a szkoda, bo ma w sobie potencjał muzycznego hitu. Bardzo filmowa w wyrazie, w dobrym wykonaniu powinna być częściej grana w filharmoniach. Nie tylko polskich, na co być może jest szansa, gdyż do wykonania partii solowej zaproszono Josepha Mooga. Młody pianista na pytanie, dlaczego nauczył się tego koncertu, najpierw żartobliwie odpowiedział – „bo mnie poproszono”, ale potem już zupełnie serio wyjaśnił, że gdy zobaczył partyturę, dostrzegł w tym utworze piękno. A dodatkowo pociągało go to, że koncert nie był wykonywany, „A przecież należy do tego miejsca, powinien być grany tu, w Warszawie” – zaznaczył. Moog to niemiecki pianista, urodzony w 1987 roku, ma status Artysty Steinwaya, jest też w gronie nagrodzonych (dwukrotnie) ICMA, International Classical Music Awards. I w koncercie Gablenza miał sporo do powiedzenia, więc cieszyła równowaga, w szczególności dynamiczna, między partią fortepianu na orkiestrą.


Paweł Kapuła podczas pracy z orkiestrą FN. fot. Grzegorz Mart

Za to dyrygent, Paweł Kapuła, najbardziej cieszył się na wykonanie symfonii Szostakowicza, w której – i jako muzyk, i jako muzykolog (absolwent tego kierunku na Uniwersytecie Jagiellońskim) – dostrzega piękno i dojrzałość przyszłych dzieł rosyjskiego kompozytora, choć ten pisząc swoją pierwszą symfonię był młodziutki, miał zaledwie 18 lat i jeszcze studiował kompozycję. Jednak już wtedy poznano się na Szostakowiczu, bo utwór został wykonany w roku powstania, a to nie często przydarzało się młodym twórcom w Związku Radzieckim.

Symfonia zabrzmiała przekonująco. Z trochę zagmatwaną strukturą (liczne solówki poszczególnych instrumentów), Paweł Kapuła poradził sobie bardzo dobrze a orkiestra grała z dużym zaangażowaniem.

Uwerturę i Symfonię usłyszałam ponownie w niedzielę, na koncercie charytatywnym. Zamiast koncertu Gablenza usłyszeliśmy koncert fletowy Carla Philippa Emanuela Bacha, z Marianną Żołnacz, młodziutką flecistką. Artystka ma na koncie wiele laurów muzycznych, w tym nagrodę Koryfeusz 2017 w kategorii Debiut Roku. Utwór ten podkreślał cel koncertu – charytatywną zbiórkę dla flecistki Joanny Tic-Ramos. I właściwie tylko tym można tłumaczyć jego obecność tego wieczoru. Dlatego nie będę go oceniać. Miał zdecydowanie wyższą wartość, niż tylko wykonawcza.

A trzeci koncert? W sobotę wybrałam się do Studia Koncertowego Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego. Tu Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus zagrała dwa całkowicie odmienne stylistycznie i czasowo utwory dwóch znanych kompozytorów. Kompozycję w pierwszej części zdeterminowała obecność solistki. Symfonię do części drugiej koncertu wybrał dyrygent.


Bomsori Kim i Łukasz Borowicz podczas próby

Tu krótka dygresja, ale mocno w nawiązaniu. Pewnego wieczoru, podczas konkursu Wieniawskiego, jechałam samochodem. W radiu ustawiona była Dwójka, właśnie transmitowano jeden z etapów konkursu. Nie pamiętam utworu, ale pamiętam grę tak piękną, że zatrzymałam samochód, wyłączyłam silnik i słuchałam do końca, myśląc sobie, że ktokolwiek to jest, powinien wygrać konkurs. Gdy wybrzmiały ostatnie dźwięki, padło nazwisko: Bomsori Kim.

Koreanka nie wygrała, ale zajęła nie mniej zasłużone II miejsce. Na żywo słyszałam ją jak do tej pory dwa razy – podczas urodzinowego koncertu Orkiestry Sinfonia Varsovia, gdzie Bomsori zagrała Koncert D-dur Piotra Czajkowskiego i właśnie podczas sobotniego wieczoru z Sinfonią Iuventus. I to dzięki temu koncertowi w repertuarze artystki zagościł nowy zupełnie utwór polskiego kompozytora – II Koncert na skrzypce i orkiestrę „Metamorfozy” Krzysztofa Pendereckiego. To było pierwsze wykonanie tego koncertu przez młodą skrzypaczkę, która poradziła sobie z tym wyzwaniem znakomicie. Dla mnie – po raz kolejny dała dowód, że jest już dojrzałą artystką. Trzymam kciuki za jej kolejne sukcesy.

Do nauczenia się i wykonania właśnie tego koncertu namówił Bomsori Kim dyrygent, Łukasz Borowicz, druga gwiazda tego wieczoru. Bardzo zadowolony z solistki, przyznał, że długo pracowali nad koncertem, bo jest długi, trudny „i dużo rzeczy trzeba było w nim poskładać” – jak mówił tuż po koncercie. Artyści poskładali pięć części „Metamorfoz” po mistrzowsku.

Pięknie wypadła także III Symfonia „Szkocka” Feliksa Mendelssohna-Bartholdy’ego. To jeden z ulubionych kompozytorów Borowicza, któremu dzieła Niemca towarzyszą od pierwszego koncertu, na którym wykonał jego oktet. Jak na tak długą znajomość przystało, Borowicz doskonale rozpracował kompozycję Mendelssohna, a Sinfonia Iuventus z pełnym zaangażowaniem zrealizowała wizję dyrygenta.

Piękny trzydniowy maraton za mną. A przede mną – Nowy Don Kichot w Warszawskiej Operze Kameralnej, 1 maja, zaś od 7 maja będę w Hajnówce, gdzie rozpocznie się XXXVII Międzynarodowy Festiwal Muzyki Cerkiewnej oraz 12 maja wybieram się na koncert muzyki filmowej Hans Zimmer Tribute Show do Gdyni. A to przecież jeszcze nie wszystko w tym miesiącu… Do poszukiwania ciekawych wyzwań artystycznych i Państwa zachęcam. Można w tym celu skorzystać choćby z naszego kalendarza wydarzeń, o tu, po prawej stronie ekranu.

Do zobaczenia na muzycznym szlaku!

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów