Wierzymy pięknu muzyki - finał festiwalu Actus Humanus Resurrectio

fot. Paweł Stelmach

W Niedzielę Wielkanocną na festiwalu Actus Humanus zabrzmiała muzyka włoska: na popołudniowym recitalu napisana przez Włocha w Paryżu, na koncercie wieczornym – przez Saksończyka („Il caro Sassone!”) zamieszkałego w Anglii. Można się spierać, czy najpiękniejsza na świecie jest właśnie muzyka włoska – trudno jednak nie ulec jej tanecznej sile i śpiewności.

Ostatnia kameralna odsłona tegorocznej wiosennej edycji Actus Humanus była niezwykle rzadką okazją do zapoznania się z nieznanymi, a niezwykle wdzięcznymi, pełnymi świeżości utworami: sześcioma duetami skrzypcowo-altówkowymi Antonia Bartolomea Bruniego. Włoski rówieśnik Mozarta dziś jest twórcą właściwie zapomnianym, za życia natomiast cieszył się uznaniem i sławą. Na szczęście Bruni powraca na fali zainteresowania „małymi mistrzami”, głównie dzięki zaangażowaniu wykonawców nurtu wykonawstwa historycznego, złaknionych nieogranego repertuaru. Do takich muzyków należy krakowski duet ojca i córki: Katarzyna Anna Olszewska i Dymitr Olszewski grają na instrumentach historycznych i zgłębiają tajniki dawnego stylu wykonawczego. Podczas wczorajszego występu w Ratuszu Staromiejskim pieczołowicie, precyzyjnie budowali dramaturgię owych klasycznych miniatur. Urok tych koncertujących duetów opiera się nie tyle na współzawodnictwie, co na partnerskim dialogu instrumentów – we wczorajsze świąteczne popołudnie byliśmy świadkami takiej udanej, melodyjnej rozmowy.

Bohater jednego z najgłośniejszych i najpiękniejszych filmów ostatnich lat, Jep Gambardella, bon vivant, przez całe życie poszukujący (bezskutecznie?) tytułowego Wielkiego Piękna, w finale mówi: „Koniec jest zawsze taki sam – śmierć. Ale na początku było życie. Ukryte w pustych słowach… bla… bla… bla. Jak osadem pokryte nadmiarem słów i dźwięków. Cisza i przeżycie. Emocje i strach. Znikające, nietrwałe drobinki piękna. Potworna nędza, żałosna ludzkość, a nad tym wszystkim problem istnienia… bla… bla… bla. Nieznane pozostaje nieznane. Nie dbam o to, co nieznane. Niech zatem powieść ma swój początek, przecież to tylko sztuczka… to tylko sztuczka”.

Jak doskonale słowa te oddają istotę Handlowskiego oratorium Triumf Czasu i Prawdy. W dziele tym, do którego kompozytor powracał już w Anglii dwukrotnie, pada wiele zbędnych słów. Słów, którym nie wierzymy – wierzymy wielkiemu, oszałamiającemu pięknu muzyki. Alegoryczne postaci w anachronicznej konwencji ożywają dzięki geniuszowi Handla i talentowi wspaniałych artystów. Trudno wyobrazić sobie lepsze wykonanie tej roziskrzonej, pulsującej życiem muzyki niż to, którego mieli przyjemność wysłuchać uczestnicy finałowego koncertu Actus Humanus Resurrectio 2018. Ottavio Dantone i jego zespół Accademia Bizantina, jego żona Delphine Galou (alt) oraz doskonali pozostali śpiewacy – szczególnie Sophie Rennert (sopran) w roli Przyjemności, która w jeden z największych handlowskich przebojów, arię Lascia la spina, tchnęła nowe życie i cudowną delikatność – dokonali rzeczy wielkiej: zatrzymali czas. Zadali kłam moralizującemu, drętwemu librettu napisanemu przez kardynała Benedetto Pamphiliego. „Solo un trucco” – to tylko sztuczka, tylko drobinki piękna, znikające, gdy ostatnie dźwięki wybrzmią, a przecież naprawdę sprawiające, że czas na chwilę przestaje istnieć.

Piękno, przyjemność, rozkosz, jakie daje muzyka były prawdziwymi triumfatorkami tego starcia. Nad nimi jednak unosił się duch wielkiej nieobecnej córki (jeśli pozostać w alegorycznej poetyce) Czasu i Piękna: Melancholii. „My, Włosi, uważamy Handla za »naszego« kompozytora” – mówił przed koncertem Ottavio Dantone. Italia jest w świecie europejskim synonimem piękna, jego ojczyzną. A jednak Wielkie Piękno nie ma narodowości – jest zjawiskiem, którego doświadczamy przez krótką chwilę rozkoszy, kiedy cały świat zdaje się zawierać w dźwięku, spojrzeniu, dotyku.

{info. pras}

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów