Wojciech Kilar: kompozytor uniwersalny

fot. Cezary Piwowarski

Wielbiciele twórczości Wojciecha Kilara dzielą się na dwie grupy: tych, którzy kochają filmy z jego muzyką i na tych, którzy słuchaliby wyłącznie jego „poważnych” utworów. Jedni i drudzy świadomi są jednak, że dzięki muzyce filmowej Wojciech Kilar przeszedł do historii kina. 9 grudnia w warszawskiej hali Torwar będzie można sobie przypomnieć, dlaczego tak się stało, podczas jedynego Koncertu Muzyki Filmowej w całości zadedykowanego największym dziełom muzyki filmowej Wojciecha Kilara. Wykonają je muzycy Polskiej Orkiestry Radiowej pod batutą Macieja Sztora oraz soliści – Anna Lasota i Jasin Rammal Rykała. Część utworów zabrzmi po raz pierwszy w Polsce.

Wojciech Kilar to wyjątek potwierdzający regułę – znają go i melomani, i kinomani. Ci pierwsi zachwycają się „Krzesanym“ i „Exodusem, drudzy – muzyką do filmów Romana Polańskiego, Andrzeja Wajdy i Francisa Forda Coppoli. Kompozytor przyznawał nie raz, że nie interesują go muzykologiczne teorie na temat muzyki filmowej. Dostawał do ręki scenariusz, ewentualnie oglądał film i zabierał się za pisanie. Praca zwykle nie zajmowała mu dużo czasu. – Zdarzało mi się poświęcić na to dosłownie kilka godzin. W scenie na balu w „Ziemi obiecanejWajdy muzyka ma charakter pastiszu Gioachino Rossiniego, napisałem wszystko w dwa dni, nie wiem w ogóle, w jaki sposób – opowiadał kompozytor, który zwykle traktował pracę nad muzyką filmową lekko – uważając, że nie trzeba się tu liczyć z każdą nutą, obmyślać formy. Wystarczy napisać parę melodii, które wpadną w ucho, będą odpowiadały klimatowi tego, co dzieje się na ekranie. Ci, którzy się w nią wsłuchują, wiedzą jednak, że prostota, z jaką Kilar mówił o swojej użytkowej twórczości, to pewnego rodzaju kokieteria. Łatwo to powiedzieć artyście, którego muzyka filmowa jest tak rozpoznawalna. Za swoją najlepszą muzykę do filmów uważał tę pisaną dla Wajdy i Kutza, bo tam nie inspirował się obrazem. Coś w tym musi być – trudno wyobrazić sobie „Pana Tadeusza Wajdy bez Poloneza Kilara.

Propozycja nie do odrzucenia

Największy rozgłos zdobył Kilar dzięki muzyce do „Drakuli Francisa Forda Coppoli. Amerykański reżyser obudził Kilara telefonem o trzeciej w nocy. Takich propozycji się nie odrzuca. Polskiego kompozytora Coppola wybrał dość intuicyjnie, bo nie znał jego muzyki filmowej. Atutem była właśnie twórczość nie-filmowa Kilara. Z racji tego, że akcja filmu dzieje się w Europie, reżyserowi zależało na europejskim kompozytorze, który pisze muzykę symfoniczną. Współpraca z Coppolą układała się bardzo dobrze. Reżyser zostawił mu dużo swobody przy ilustrowaniu muzyką poszczególnych scen. A po pracy dyskutowali o muzyce Bartóka, Ravela albo Prokofiewa. W rezultacie powstała jedna z najbardziej znanych i lubianych przez słuchaczy ścieżek dźwiękowych. W muzyce do „Drakuli Kilar konsekwentnie zastosował technikę motywów przewodnich – dzięki temu jest ona bardzo logiczna i dobrze współgra z obrazem. Kompozytor zdecydował się też na wydanie jej w formie suity. Zrobił tak w przypadku pięciu z ponad 130 filmów, do których napisał muzykę.

Wiedział, co robi. I dla kogo nie napisze

Kilarowi często zdarzało się odmawiać. Wśród odrzuconych znalazła się m.in. propozycja Jean-Claude’a van Damme, którego kompozytor prywatnie bardzo lubił, ale jakoś nie mógł się przekonać do pomysłu napisania muzyki do filmu akcji. Prędko wyrobił sobie w Hollywood opinię bardzo kapryśnego twórcy, który przebiera w propozycjach i ma swoje wymagania. Jednocześnie wiedzieli, że to nie jest zwykła poza. Kilar po prostu cenił swoją sztukę i dobrze ją wykonywał. Producenci i muzycy nie mogli się nadziwić, że Kilar sam orkiestruje swoje partytury. W Ameryce kompozytorzy współpracują z zespołami profesjonalistów, orkiestratorów, ghost writerów i nie ma dla nich aż tak wielkiego znaczenia to, czy brzmienie będzie indywidualne aż do rdzenia utworu. Praca w Hollywood to jednak duży prestiż i okazja do podróżowania, poznawania nowych ludzi. A także możliwość zarobienia naprawdę dużych pieniędzy. A że kompozytor bardzo lubił szybkie samochody – miał doskonałą okazję, żeby na nie zarobić.

Ucieczka od awangardy

Nocny telefon od Coppoli był efektownym wydarzeniem w karierze Kilara, ale jego klasyczna twórczość również miała zaskakujące zwroty akcji. Debiutował w latach 50. na Warszawskiej Jesieni. I początkowo nawiązywał do neoklasycyzmu europejskiego, a inspiracje czerpał z muzyki Prokofiewa, Szostakowicza czy Bartóka. Później wciągnęła go awangarda, sonoryzm i muzyczne eksperymenty. Nie minęła jednak dekada, a Kilar znudził się awangardą i postanowił tworzyć muzykę, która przemówi do szerokiej publiczności. Dziś takie zdanie brzmi dość neutralnie, jednak właśnie za tę voltę Kilar zapłacił dość wysoką cenę. Nie zdradza się środowiska, w którym się żyje. Jeśli jest się jednym z czołowych twórców na Warszawskiej Jesieni, to tam się powinna skupiać uwaga i zainteresowanie artysty. Ale Kilar albo nie było do końca świadomy swojej decyzji, albo – co bardziej prawdopodobne – nie obawiał się środowiskowego ostracyzmu.

Góralskie inspiracje

Rezultatem był poemat symfoniczny „Krzesany z 1974 r. Krytycy prędko uznali że kompozytor oddał w tym utworze istotę muzyki góralskiej lepiej niż Szymanowski w „Harnasiach. Kiedy słucha się „Krzesanego“ trudno się z tym nie zgodzić – muzyka ma w sobie energię, której nie można się oprzeć. Jednak poemat nie powstał z inspiracji górami. Kompozytor przyznał, że jego wcześniejsze wizyty w Zakopanem ograniczały się do siedzenia w hotelu i ewentualnie wypadów w doliny. Dopiero po skończeniu „Krzesanego znajomym udało się wyciągnąć Kilara w góry. Muzyka górali nie przestała go fascynować – w „Orawie stworzył stylizację kapeli góralskiej. Dla swojego przyjaciela, barytona Andrzeja Bachledy napisał „Siwą mgłę do tekstów ludowych, a poruszony historią śmierci Mieczysława Karłowicza pod lawiną, stworzył poemat „Kościelec 1909.

Przez powtórki do serca

Najważniejszym źródłem inspiracji była dla Kilara religia. Kompozytor postawił na maksymalną prostotę i komunikatywność. Lubił komponować duże utwory, często z udziałem chóru i solistów. Nie wszystkich to przekonywało – krytyk Stefan Kisielewski wykpił chęć dotarcia kompozytora do szerokiej publiczności i nazwał ten nurt jego twórczości „socrealizmem liturgicznym. Określenie kontrowersyjne, ale Kilar osiągnął swój cel – stał się jednym z najpopularniejszych współczesnych kompozytorów. Za swój najbardziej udany utwór uważał „Exodus oparty na bardzo prostym motywie, który z każdym powtórzeniem potężnieje i staje się coraz głośniejszy. Kilar bardzo lubi powtarzać krótkie motywy – tak dzieje się w „Missa pro pace“, innym ważnym utworze kompozytora. Do napisania „Sinfonii de motu“ zainspirowała kompozytora „Boska komedia“, a do „Symfonii Adwentowej – śląskie pieśni kościelne i „Apokalipsa św. Jana.

Pisał tylko dobre utwory

Kompozytor pisał do samego końca. W 2011 r. miała miejsce premiera II Koncertu fortepianowego. W tym samym roku, w Filharmonii Narodowej w ramach cyklu „Moc Klasyki” odbył się uroczysty koncert, na którym zaprezentowano „September Symphony”. Jej pisanie kompozytor rozpoczął w 2001 r. poruszony wydarzeniami w Nowym Jorku.

Na pulpicie jego fortepianu spadkobierca artystyczny twórczości Kilara, Marek Moś, znalazł kartkę papieru nutowego z tytułem filmu, do którego kompozytor już muzyki nie napisał. Tytanem pracy jednak nie był. – Niezwykle ciężko zapędzić mnie do pracy. Wierzę w to, że czekam na pomysł, dlatego czasem przez parę lat potrafię nie komponować – wyznawał w wywiadach – Są ludzie piszący dużo, a potem co czwarty, co piąty utwór okazuje się dobry. Ja mówię dość cynicznie, że wolę pisać tylko te dobre utwory.

Dar od losu

Już za życia był jednym z najbardziej znanych polskich kompozytorów, ale mimo tego do końca pozostał bardzo skromny. Przyznawał, że jest szczęśliwy i że zawdzięcza to temu, że nie czuje zawiści do innych twórców. – Odniosłem jakieś tam sukcesy zarówno w muzyce symfonicznej jak i filmowej. Choć zawsze mógłbym pomyśleć, że ktoś dokonał więcej, wydaje mi się, że i tak dostałem za dużo od losu, przy całym moim lenistwie – mówił. Dziś to my dostajemy nie tylko od losu, ale od wyśmienitych artystów jego muzykę podczas koncertu, na którym usłyszymy m.in. ścieżki dźwiękowe z filmów „Dracula”, „Dziewiąte Wrota”, „Pianista”, „Portret Damy”, „Pan Tadeusz”, „Zemsta” czy „Trędowata”. Pełen program koncertu jest dostępny na www.KoncertFilmowy.pl.

---

Krótko o kompozytorze:
Wojciech Kilar
Ur.: 17 lipca 1932 r. we Lwowie, zm. 29 grudnia 2013 r. w Katowicach;
1947–1948 – Państwowe Liceum Muzyczne w Krakowie – fortepian
u M. Bilińskiej-Riegerowej i harmonia u A. Malawskiego (prywatnie)
1948–1950 – Państwowe Liceum Muzyczne w Katowicach – fortepian
u A. Markiewiczówny i kompozycja
u B. Woytowicza (prywatnie)
1950–1955 – Państwowa Wyższa Szkoła Muzyczna w Katowicach – fortepian i kompozycja u B. Woytowicza
1957 – Międzynarodowe Kursy Wakacyjne Nowej Muzyki w Darmstadt
1959–1960 – stypendium kompozytorskie w Paryżu u Nadii Boulanger
---

Oskar Łapeta / Kinga A. Wojciechowska

 

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów